Aldridge: Dobre rezultaty nadejdą

Kiedy w czerwcu został opublikowany terminarz na nowy sezon, nie mam żadnych wątpliwości, że wielu z was – tak jak ja, spędzało godziny nad jego analizą. Podczas gdy wszyscy myśleli o tym, by zdobyć maksimum punktów w pierwszych trzech meczach, jakość zespołów z którymi przyszło nam się zmierzyć, zawsze była i będzie dużym wyzwaniem.

Poziom jest wyrównany i myślę, że jeśli zaoferowano by ci pięć punktów ze starć z Arsenalem, Manchesterem City i West Bromwich Albion, większość powiedziałaby ‘dziękuję bardzo’ i poszła dalej.

Byłby to dopuszczalny powrót, jednak udajemy się na przerwę reprezentacyjną mając na koncie 4 punkty – jest to poniżej oczekiwań, jednak nie można tego uznać za powód do strachu.

Z większym szczęściem, punktów byłoby sześć – nawet jeśli teraz pojmę niewytłumaczalny błąd popełniony przez Pepe Reinę w meczu z Arsenalem – i znajdzie się ktoś, kto zamieniłby się miejscem z Liverpoolem.

The Reds rywalizują w maratonie, nie w sprincie, więc fakt, że znajdujemy się kilka dobrych miejsc od najlepszych nie jest powodem do zmartwień. Zaczniemy grać z zapałem i wtedy będziesz oczekiwać jak najszybszej poprawy jakości występów.

Na pewno miałeś nadzieję na zobaczenie czegoś więcej aniżeli tego, co pokazaliśmy w niedzielne popołudnie; drużyna jako całość wyglądała po prostu źle z West Bromem i właśnie dlatego Liverpool zawiódł.

West Brom nigdy nie zamierza robić niczego innego niż pilnować pozycji i utrudniać gry, więc podejmowanie ich z Christianem Polusenem i Lucasem Leivą w pomocy – z dwoma zawodnikami z taką samą jakością – doprowadza wszystkich do szewskiej krwi.

Chociaż zawsze trzymalibyśmy West Brom w obronie, brak werwy oznaczał dla Liverpoolu nadzieje na zrobienie czegoś z rzutów wolnych lub wyczarowanie dla Fernando odrobiny przestrzeni, na szczęście ten drugi wariant okazał się prawdziwy.

We współczesnej grze, wszyscy bardzo dobrze grają w utrzymywaniu piłki, z destruktywnym pomocnikiem – jednak obok niego, potrzebujesz piłkarza, który pojawi się, wyjdzie do przodu i pomoże napastnikom zanim ci złamią linię defensywną.

Mam nadzieję, że to udowodni Raul Meireles, Portugalczyk dużo biega, więc jestem stanowczo przekonany, iż Liverpool będzie wyglądać na lepiej ułożoną drużynę. Nasz nowy nabytek zajmie miejsce obok Poulsena lub Lucasa, którzy razem odciążą Stevena Gerrarda i Joe Cole’a.

Na szczęście możemy kombinować atak z większym impetem, z nie tak odległą przeszłością możemy wrócić do wydarzeń z meczu z West Bromem który był takim, gdzie przez to straciliśmy dwa punkty, to pewne.


Transfer Meirelesa przypomniał nam, jak Liverpool zwykł robić interesy

O ile strata Mascherano stanowiła rozczarowanie, to sposób w jaki Liverpool zakontraktował jego nastepcę, był zachęcający.

Po raz pierwszy usłyszałem o zakupie Meirelesa w sobotni poranek, kiedy umowa była praktycznie skompletowana i dodało mi to otuchy ponieważ stanowilo wyraz powrotu do dawnych zwyczajów załatwiana spraw w Liverpoolu.

Nie jest tajemnicą, że w dawniej po raz pierwszy słyszałeś o zainteresowaniu Liverpoolu jakimś piłkarzem dopiero podczas konferencji prasowej z jego prezentacji i ten sposób ubijania interesów, o których nikt wczesniej nie wiedział, odpowiadał mi.

Co wniesie do Liverpoolu? Znajomi z Portugalii mówili o nim bardzo dobrze. Raul był przez długi czas kluczowym piłkarzem FC Porto; nikt nie ma wątpliwości co do jego talentu.

Lubi atakować, poza tym bardzo dobrze operuje piłką i jeśli wydobędzie to co najlepsze ze Stevena Gerrarda, Fernando Torresa i Joe Cole’a, 11 milionów funtów jakie za niego wyłożylismy okaże się doskonałym interesem.

Na tym etapie jesteśmy już na szczęście gotowi by zacząć dążyć do realizacji upragnionego celu.


John Aldridge

Autor: John Aldridge Dodano: 03.09.2010

Copyright © by LFC.pl 2004-12, design: Arik & Wieviór, development: Wieviór

stat4u