Virgil żegna Robertsona i Salaha
Virgil van Dijk uważa, że największym dowodem wpływu Mohameda Salaha i Andy’ego Robertsona na Liverpool będzie dziedzictwo, jakie po sobie pozostawią dla kolejnych pokoleń piłkarzy.
Ikoniczne kariery obu zawodników w barwach The Reds dobiegną końca po zakończeniu obecnego sezonu.
Ich klasa i niezwykła regularność przez dziewięć lat – łącznie 818 występów, 271 goli i 188 asyst, które pomogły Liverpoolowi wrócić na szczyt angielskiej, europejskiej i światowej piłki.
Zdaniem Van Dijka ich znaczenie dla klubu wykracza jednak daleko poza trofea, rekordy i wielkie momenty.
Kapitan Liverpoolu w obszernym wywiadzie dla Liverpoolfc.com złożył poruszający hołd odchodzącym Salahowi i Robertsonowi.
Będzie mi ich bardzo brakować
– Przygotowujemy się do pożegnania Mo Salaha i Andy’ego Robertsona. W najbliższych tygodniach obaj na pewno otrzymają mnóstwo zasłużonych hołdów, ale jak w ogóle podsumować to, co zrobili dla klubu?
– Myślę, że to bardzo trudne do opisania. Oczywiście mówię to w jak najlepszym sensie. Znaczyli ogromnie dużo dla klubu, dla mnie osobiście i dla wszystkich sukcesów, które osiągnęliśmy przez te lata. A jako ludzie… takich osób po prostu trudno zastąpić. Trudno się z tym pogodzić, ale takie jest życie. Współpraca z nimi, gra u ich boku i samo przebywanie z nimi było czymś wyjątkowym. Na sto procent będzie mi ich brakować.
Robbo to kompletny nowoczesny boczny obrońca
Van Dijk szczególnie dużo miejsca poświęcił Robertsonowi, z którym przez lata tworzył lewą stronę defensywy Liverpoolu.
– W przypadku Robbo przede wszystkim trzeba mówić o jego talencie, jakości na boisku, liczbie asyst i ogromnej pracy, jaką wykonuje. To kompletny nowoczesny lewy obrońca. Poza boiskiem zawsze był świetnym człowiekiem – gotowym do żartów, wyznaczającym standardy na treningach i w meczach. Po prostu fantastyczna osoba do szatni.
– Dla mnie gra z nim po lewej stronie była czystą przyjemnością. Odkąd przyszedłem do klubu, praktycznie cały czas był moim lewym obrońcą. Doskonale znaliśmy swoje atuty i umieliśmy je wykorzystywać. To był zaszczyt.
– Jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym lewym obrońcą ostatniej dekady w Premier League i bez wątpienia należy do grona najlepszych lewych defensorów w historii Liverpoolu. To efekt jego ciężkiej pracy, jakości, charakteru i regularności.
Van Dijk przyznał też, że Robertson pomógł zmienić postrzeganie roli bocznego obrońcy.
– Jose Mourinho kiedyś powiedział, że męczył się od samego patrzenia, jak Robbo biega po boisku. I coś w tym jest. Nasi boczni obrońcy przez większość meczu grali bardzo wysoko, cały czas biegali w górę i w dół, notowali mnóstwo asyst. Po jednej stronie była współpraca Robbo z Sadio Mané, po drugiej Trenta z Mo Salahem. To było niesamowite.
– Dla młodych piłkarzy Robbo jest idealnym przykładem, jak powinno się grać na lewej obronie. Inspirowanie kolejnego pokolenia to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie można zrobić w futbolu.
Mo to piłkarz nie z tej ziemi
Van Dijk nie szczędził też słów uznania pod adresem Salaha.
– To, co osiągnął Mo, jest absolutnie niesamowite. Wszyscy widzimy, ile pracy wkłada w to, by być gotowym na każdy mecz i utrzymywać najwyższy poziom. To była przyjemność patrzeć, jak ważnym był dla nas zawodnikiem.
– Gdy grał z Firmino i Mané, czasami stojąc z tyłu po prostu oglądałeś ich akcje i czerpałeś z tego radość. Mo był ogromną częścią tamtej drużyny.
Kapitan Liverpoolu podkreślił, że liczby Salaha jako skrzydłowego są wręcz niewiarygodne.
– To mówi bardzo dużo o nim jako człowieku. On zawsze chciał więcej. Robił wszystko, żeby być w najlepszej możliwej formie. Wiedział, że jeśli grasz w świetnym zespole, okazje przyjdą same, ale jednocześnie brał na siebie odpowiedzialność za robienie różnicy.
– Jego liczby, gole i asysty – jak na skrzydłowego są po prostu nie z tej ziemi. Cieszę się, że mogłem być częścią tego wszystkiego.
To diagonalne podanie do Mo była naszą bronią
Van Dijk wspomniał również o swoim charakterystycznym diagonalnym podaniu na prawe skrzydło do Salaha.
– To zawsze było świetne rozwiązanie. Czasami przeciwnicy dostosowywali się do naszej gry, ale jedno przerzucenie piłki mogło ominąć pressing albo wyeliminować kilku zawodników naraz. Wiedza, że Mo jest tam z przodu i może zrobić różnicę, dawała ogromny komfort.
– Będzie mi tego brakować. Mam nadzieję, że ktoś inny przejmie tę rolę, ale przez lata była to jedna z naszych największych broni.
Przeszliśmy razem przez wszystko
Van Dijk przyznał, że najbardziej będzie mu brakowało nie tylko piłkarzy, ale przede wszystkim ludzi.
– Gramy razem od ośmiu lat. Widzieliśmy, jak dorastają nasze dzieci. Dzieci moje i Mo bawią się razem, widują się codziennie w szkole. Niedawno widziałem zdjęcie moich córek i Makki (córka Salaha) z wyjazdu do Kijowa – były wtedy takie małe. Czas leci niesamowicie szybko.
– Przeszliśmy razem przez wszystko – od wygrania Premier League i Ligi Mistrzów po najtrudniejsze momenty ostatnich lat. Jestem za to wszystko ogromnie wdzięczny.
– Pewnego dnia usiądziemy razem i wrócimy do tych wszystkich wspomnień. Do wielkich chwil, ale też trudnych momentów, które przeżyliśmy wspólnie.
Dla kibiców będą legendami
Na koniec Van Dijk został zapytany, jak jego zdaniem Salah i Robertson zostaną zapamiętani przez kibiców Liverpoolu.
– Jako legendy. Byli piłkarzami, którzy zmieniali mecze i moim zdaniem – zawodnikami jedynymi w swoim rodzaju na swoich pozycjach.
– Największą rzeczą, jaką można osiągnąć, jest inspirowanie kolejnych pokoleń. A oni właśnie to zrobili. Mo pobił tyle rekordów, że na zawsze zostanie zapisany w historii klubu. Teraz inni mogą próbować je pobić.
– Obaj na zawsze pozostaną legendami Liverpoolu. To była absolutna przyjemność grać u ich boku.

Komentarze (0)