Klopp opowiedział o kłótni Robbo i Mané
Jürgen Klopp zdradził, że Andy Robertson i Sadio Mané stoczyli „poważną” kłótnię w przerwie wygranego 2:1 meczu z Aston Villą 2:1 w 2019 roku.
W nowym filmie dokumentalnym The Anfield Wrap pt. „Jeden z nas: Jak zostać Andym Robertsonem”, Klopp i Robertson wspominają, jak Szkot i Sadio Mané wdali się w ostrą sprzeczkę podczas kluczowego meczu w drodze do tytułu mistrza Anglii w sezonie 2019/20.
Sezon wcześniej Liverpool, mimo zdobycia 97 punktów, zajął drugie miejsce, więc tym razem ciążyła na nim dodatkowa presja, by nie dać się złamać w żadnym momencie.
Kiedy The Reds przegrywali 0:1. na Villa Park, w szatni między Robertsonem, a Mané wybuchła kłótnia, którą Klopp określił jako „poważną”.
- Sadio krzyczał "nie mów do mnie, pi****l się” i nie przyjmował odpowiedzi Robbo, że ten powiedział tylko „spi*****aj” - wspomina Niemiec.
- To było nieporozumienie, kwestia bariery językowej. Sadio myślał, że powiedziałem coś, czego nie powiedziałem - wyjaśnił Robertson.
- Sadio jest bardzo emocjonalny. Zazwyczaj to ja starałem się go wspierać, ale w tym momencie byłem trochę w defensywie.
- Myślałem sobie, czym zawiniłem? Bo zazwyczaj to ja starałem się go uspokoić i pomóc mu na boisku.
Kiedy duet występujący z lewej strony boiska kłócił się bez porozumienia, Klopp wszedł i postanowił interweniować.
- Myślę, że trener miał już dość. Powiedział po prostu, że mamy się zamknąć. Wtedy obaj siedzieliśmy już jak grzeczni chłopcy - kontynuował Szkot.
- Wszedłem i kazałem im się uspokoić. Zastanawiałem się wtedy, czy mogą dalej występować w drugiej połowie po jednej stronie boiska, czy musimy dokonać zmian - dodał Klopp.
Po tym, jak zawodnicy zostali postawieni do pionu, wyszli na drugą połowę i obaj strzelili gole w końcówce, odwracając losy meczu.
Robertson wyrównał w 87. minucie dzięki pięknemu dośrodkowaniu Mané, które lewy obrońca skierował głową do siatki tuż przy dalszym słupku.
Robertson natychmiast obrócił się i wrócił za linię środkową, aby wznowić grę, w poszukiwaniu zwycięskiej bramki.
To udało się za sprawą trafienia głową Mané, który wykończył dośrodkowanie Trenta Alexandra-Arnolda, po czym ruszył świętować przed rozentuzjazmowaną trybuną gości.
Liverpool ostatecznie pewnie wygrał ligę z przewagą 17 punktów, więc można by pomyśleć, że powrót na Villa Park ostatecznie nie miał większego znaczenia.
Jednak porażka tego dnia sprawiłaby, że Manchester City traciłby zaledwie trzy oczka i dodałaby im skrzydeł w dążeniu do ostatecznego triumfu.

Komentarze (2)
Ale to były mentalne potwory.. Miło przypomnieć, gdzie powinniśmy zmierzać postać na MacAllistera w ostatnim meczu...