LIV
Liverpool
Towarzyski
26.07.2026
00:00
SUN
Sunderland
 
Osób online 834

Wzruszający list otwarty Robertsona do kibiców


Andy Robertson odchodzi po dziewięciu latach z Liverpoolu jako prawdziwa legenda klubu.

Bogata kariera kapitana reprezentacji Szkocji na Anfield oficjalnie dobiegnie końca w niedzielę, gdy przeciwko Brentford rozegra swój 378. i zarazem ostatni mecz w barwach klubu, który reprezentował z ogromnym oddaniem od momentu transferu z Hull City w 2017 roku.

Kosztował zaledwie 8 milionów funtów, a okazał się jednym z najlepszych transferowych interesów w historii Liverpoolu. Robertson żegna się z klubem jako zdobywca dwóch tytułów mistrza Premier League, triumfator Ligi Mistrzów z 2019 roku, a także zdobywca dwóch Pucharów Ligi, Pucharu Anglii i pierwszego w historii klubu Klubowego Mistrzostwa Świata.

Jednak kibice pokochali Robertsona nie tylko za to, co pokazywał na boisku przez niemal całą ostatnią dekadę, ale również za jego naturalność i zwyczajność. W pożegnalnym liście skierowanym do mieszkańców miasta 32-latek opowiedział redakcji ECHO o tym, jak wiele dla niego i jego rodziny znaczy fakt, że stali się honorowymi Scousersami. 

Drodzy Czytelnicy ECHO,

Szczerze mówiąc, pisanie takiego listu wydaje mi się trochę zbyt patetyczne. Ale kiedy zaproponowano mi tę możliwość, nie chciałem stracić okazji, by podziękować miastu i społeczności, które od pierwszego dnia sprawiały, że ja i moja rodzina czuliśmy się tutaj jak u siebie.

Zacznę od czegoś, co pewnie bardziej pasowałoby do listu w The Herald w Glasgow.

Jestem dumnym mieszkańcem Glasgow. I zawsze nim będę. Uwielbiam mówić ludziom, skąd pochodzę. To część tego, kim jestem. Tam się urodziłem, tam dorastałem i to miasto na zawsze pozostanie we mnie.

Ale po dziewięciu latach tutaj zrozumiałem, że w sercu jest miejsce dla dwóch miast.

Liverpool już na zawsze będzie ogromną częścią mojego życia.

Szczerze mówiąc, myślę, że tak szybko odnaleźliśmy się tutaj dlatego, że Liverpool bardzo przypominał nam dom. Humor, ludzie, mentalność — wszystko wydawało się znajome od pierwszej chwili. Czasami naprawdę miałem wrażenie, że Glasgow i Liverpool dzielą jedynie dwa różne akcenty.

Oba miasta mają w sobie ducha klasy pracującej. Dumę. Upór. Ludzi, którzy mówią to, co myślą. Bez zadęcia i udawania. Widzisz dokładnie to, co dostajesz.

A przede wszystkim oba miejsca cenią szczerość. W Liverpoolu jest coś prawdziwego. Ludzie tutaj wyczuwają fałsz z kilometra i zawsze to szanowałem.

Wiem, że z zewnątrz moja więź z tym miastem zawsze będzie kojarzona głównie z klubem i wszystkim, co razem osiągnęliśmy. Oczywiście jestem z tego ogromnie dumny. Jak mógłbym nie być?

Ale dla mnie i mojej żony nasza więź z Merseyside sięga znacznie głębiej niż futbol.

Ja i Rachel przyjechaliśmy tutaj w 2017 roku jako młode małżeństwo oczekujące pierwszego dziecka. Tak jak ja, Rach jest niesamowicie dumna z tego, że pochodzi z Glasgow. Chodziliśmy nawet razem do szkoły, co chyba pokazuje, jak długo musiała już ze mną wytrzymywać.

Patrząc dziś wstecz, chyba nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę, jak trudne to będzie — przeprowadzka do nowego miasta, z dala od rodziny i perspektywa zostania rodzicami po raz pierwszy.

Ale Liverpool od razu sprawił, że poczuliśmy się swobodnie. A niesamowici ludzie z Liverpool Women’s Hospital dali nam poczucie bezpieczeństwa w momencie życia, kiedy znaczyło ono absolutnie wszystko.

Przez te dziewięć lat z dwójki zrobiła się piątka. To właśnie w Liverpoolu zbudowaliśmy naszą małą drużynę.

Wielu kolegów z zespołu — głównie, uczciwie mówiąc, James Milner uwielbiało żartować, że jestem kapitanem reprezentacji Szkocji, a mam trójkę dzieci urodzonych w Anglii. Ale zawsze szybko ich poprawiałem. Oni nie są Anglikami. To trójka prawdziwych małych szkockich Scousers.

I szczerze? Nie moglibyśmy być z tego bardziej dumni.

Nasze dzieci chyba najlepiej nas opisują — mieszkańcy Glasgow z liverpoolskim paszportem.

Moja dalsza rodzina czuje dokładnie to samo wobec tego miasta.

Moi rodzice przyjeżdżają tutaj cały czas, nawet kiedy Liverpool nie gra. Kochają to miejsce. Mój brat z rodziną wpada, kiedy tylko może. A moi przyjaciele — większość znam jeszcze ze szkoły — zawsze znajdą wymówkę, żeby spędzić weekend w Liverpoolu.

Teraz bardziej podobają im się noce niż poranki — głównie dlatego, że poprzedniego wieczoru zwykle trochę przesadzają. Wiek pewnie też nie pomaga.

Jedną z najpiękniejszych rzeczy było dla mnie obserwowanie, jak najbliżsi zakochują się w tym mieście dokładnie tak samo jak ja.

Prawda jest taka, że jako piłkarz często poznajesz miejsca głównie przez ludzi wokół siebie, bo twoje życie skupia się na treningach, meczach i regeneracji. Dlatego to, że moja rodzina i przyjaciele czuli się tutaj tak mile widziani, naprawdę wiele dla mnie znaczyło.

Pewnie dziwnie brzmi fakt, że doszedłem aż tutaj, prawie nie wspominając o piłce.

To kibice tworzą Liverpool. To oni są tym klubem. Więź, którą zbudowałem z nimi przez te lata, zostanie ze mną na zawsze.

Możliwość bycia częścią drużyny, która dawała im sukcesy, zawsze będzie znaczyć dla mnie wszystko. Te wyjątkowe dni i noce, trofea, świętowanie, parady — te wspomnienia pozostaną ze mną na zawsze.

Ale szczerze mówiąc, równie ważne były trudne momenty. Te, kiedy nam się nie udawało, kiedy cierpieliśmy razem, kiedy całe miasto przeżywało rozczarowanie razem z nami.

Bo właśnie to uczyniło tę więź tak wyjątkową. Wygrywaliśmy razem, przegrywaliśmy razem, śmialiśmy się, świętowaliśmy, płakaliśmy i przeżywaliśmy żałobę razem. Przeszliśmy przez wszystko razem.

Zawsze miało się poczucie, że kibice i drużyna idą w tym samym kierunku, walcząc jeden za drugiego. Na zawsze będę wdzięczny, że mogłem być częścią czegoś takiego.

A skoro już o tym mowa, wypada chyba wspomnieć także o niebieskiej części miasta.

Wygwizdanie mnie na Hill Dickinson podczas ostatniego meczu reprezentacji Szkocji było, szczerze mówiąc, jednym z najlepszych momentów mojego roku.

Ale mówiąc poważnie — rywalizacja w tym mieście jest czymś wyjątkowym. Ona naprawdę ma znaczenie. Przez lata poznałem mnóstwo kibiców Evertonu i naprawdę będzie mi brakowało tych sprzeczek, żartów i ciągłych docinków.

Taka właśnie jest piłka w tym mieście — pełna pasji, emocji i nigdy nudna.

Zakończę w jedyny sposób, który wydaje się właściwy — po prostu dziękując.

Dziękuję za to, że przyjęliście chudego chłopaka z Glasgow, który kopie nadmuchany worek powietrza, i sprawiliście, że poczuł się częścią czegoś znacznie większego niż futbol.

Powiedziałem wcześniej, że zawsze uwielbiałem mówić: „Jestem z Glasgow”.

Zawsze uderzało mnie to, że Scousers mówią „Jestem z Liverpoolu” dokładnie w ten sam sposób — z dumą, wyprostowaną klatką piersiową i tym szczególnym błyskiem w oku. 

Po dziewięciu latach tutaj rozumiem to uczucie dużo lepiej, niż kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić.

I na swój sposób sam je dziś podzielam.

Drogi Liverpoolu – to była absolutna przyjemność.

Cały zaszczyt był po mojej stronie.

Z miłością,

Andy i rodzina Robertsonów.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (5)

Krzysztof 24.05.2026 15:53 #
YNWA Robo!
zenec66 24.05.2026 16:13 #
Łezka się zakręciła
Powodzenia Robo
YNWA
caharin7 24.05.2026 16:33 #
Dziękuję za wszystko Andy
hakerinho 24.05.2026 18:32 #
Oj Robbo nie wiesz jak będzie brakować Twojej zadziorności i charakteru. YNWA
JAJOLFC 24.05.2026 21:14 #
LEGENDA!
YNWA

Pozostałe aktualności