Robbo: Gra dla tej publiczności była dla mnie zaszczytem
Andy Robertson przyznał, że granie dla publiczności na Anfield w ostatnich latach było dla niego absolutnym zaszczytem.
Szkot pożegnał się dziś z Liverpoolem, a the Reds w 38. kolejce Premier League zremisowali na własnym terenie 1:1 z Pszczołami, pięczętując swój udział w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.
- Oczywiście to była dla nas konieczność w tym, co by tu nie mówić, mocno rozczarowującym dla wszystkich sezonie. Na dobrą sprawę już przed Bożym Narodzeniem zdaliśmy sobie sprawę, że nie będzie to kampania, jaką sobie wymarzyliśmy. Awans do Ligi Mistrzów stał się zatem naszym celem minimum. W końcówce sezonu zgubiliśmy dużo punktów, ale summa summarum cieszę się razem z Mo, że odchodząc z Liverpoolu, zostawiamy klub na największej europejskiej scenie - powiedział Robbo.
- Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie chłopakom pójdzie lepiej.
- Kiedy dołączyłem do Liverpoolu, moim wielkim marzeniem było wygranie Ligi Mistrzów i Premier League. Wtedy nikt tego od nas nie oczekiwał, ostatnio stało się to standardem, gdy mówimy o Liverpoolu, a to oczywiście świetny znak.
- Zdobyliśmy wiele ważnych trofeów na przestrzeni tych lat, wytyczając drogę klubowi na kolejne sezony.
- Liverpool to klub, który co roku musi być w ścisłej czołówce ligi, a także rywalizować z powodzeniem w Lidze Mistrzów. Właśnie tak to powinno wyglądać.
- Dziś najbardziej wrzuszyło mnie chyba przyjęcie Jordana Hendersona. Jest niesamowicie ważnym facetem w historii Liverpoolu. Zasłużył na wszystkie brawa i cały aplauz Anfield, gdyż nie miał wcześniej możliwości, by odpowiednio się pożegnać z kibicami.
- Caoimhin także miał swoje chwile przed the Kop. Oni dziś reprezentowali Brentford, ale publiczność doskonale pamiętała ich zasługi dla Liverpoolu.
- Mówię wam, emocjonalnie jestem wyczerpany. To był dla mnie cholernie długi i ciężki tydzień. Niezwykle pracowity, cały czas staraliśmy się trzymać nerwy na wodzy, ale momentami było naprawdę trudno. Starałem się właściwie pożegnać z wieloma osobami, było ich sporo! Za mną trudne dni i muszę postarać się teraz na moment 'wyłączyć', by naładować nieco akumulator.
- Fani byli niesamowici. Zresztą zawsze są! Grałem tu przez 9 lat i na Anfield komplet widzów to standard. Są prawdziwym sercem Liverpoolu. Mogliśmy im się odwdzięczać jedynie najlepszymi występami z możliwych, wygrywając mecze i sięgając po trofea. Spotkania na Anfield były dla mnie zaszczytem, jestem wdzięczny losowi, że miałem taką sposobność.
Na koniec Robertson nawiązał do pracy Pepa Guardioli w Manchesterze City. Gdyby nie Katalończyk, to na koncie Liverpoolu pojawiłoby się z pewnością więcej trofeów..
- On ustanowił niebotyczne limity, pracując dla City. Myślę, że każdy się zgodzi z moją opinią. Wygralibyśmy więcej tytułów w lidze, gdyby nie ten facet. Wykonał niesamowitą pracę w Manchesterze City i życzę mu powodzenia przy kolejnych wyzwaniach w trenerskim fachu.

Komentarze (1)