Jones podsumował sezon i pożegnał legendy
Curtis Jones podsumował zakończony sezon Liverpoolu po niedzielnym remisie 1:1 z Brentford. Pomocnik The Reds nie ukrywał emocji, szczególnie gdy mówił o odejściu Andy'ego Robertsona i Mohameda Salaha, a także o stracie Diogo Joty.
Spotkanie z Brentford zakończyło się remisem 1:1. Jones otworzył wynik meczu w drugiej połowie, jednak później do wyrównania doprowadził Kevin Schade. Punkt zdobyty na zakończenie rozgrywek przypieczętował awans zespołu Arne Slota do przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów.
Po ostatnim gwizdku wychowanek Liverpoolu udzielił wywiadu klubowym mediom, w którym podsumował sezon, odniósł się do odejścia dwóch klubowych legend oraz opowiedział o trudnych momentach, przez które przechodziła drużyna.
O tym, jak podsumowuje cały sezon...
- Były wzloty i upadki oczywiście, że tak. Wygraliśmy ważne mecze. Niestety przegraliśmy też wiele spotkań, ale teraz najważniejsze jest to, że jesteśmy w Lidze Mistrzów.
O odejściu Robertsona i Salaha...
- Obaj są niesamowitymi ludźmi. Wygrali w tym klubie wszystko. Pomagali mi od czasów, gdy byłem jeszcze dzieciakiem, pomagali też całej drużynie, więc widok ich odejścia jest oczywiście smutny.
- Cieszę się jednak, że udało nam się zakończyć sezon w taki sposób. To prawda, był tylko remis, ale zakwalifikowaliśmy się do Ligi Mistrzów. To był dzień pełen emocji, ale jednocześnie bardzo ważny dla nas, dla klubu i dla kibiców.
O pomocy, jakiej udzielili mu Robertson i Salah...
- W przypadku Mo wyglądało to trochę inaczej. Zawsze przewodził zespołowi i był wzorem profesjonalizmu. Zawsze pierwszy pojawiał się na siłowni i zawsze wychodził z niej jako ostatni. Był też okres, gdy zmagałem się z kontuzjami. Mo pozwolił mi wtedy korzystać ze swojego prywatnego fizjoterapeuty poza klubem. Za to szanuję go jeszcze bardziej.
- Kiedy jako młody chłopak dołączyłem do pierwszej drużyny, Robbo zawsze był obok. Zawsze mi pomagał. Powtarzał, że mam talent i odpowiednie umiejętności, ale muszę ciężej pracować. Był wobec mnie wymagający. Bywały momenty, kiedy wydawało mi się, że bierze to trochę zbyt osobiście! Jednak im byłem starszy, bardziej dojrzały i mądrzejszy, tym lepiej rozumiałem, że robił to z troski i chciał, żebym odniósł sukces. Obaj bardzo mi pomogli na wiele sposobów.
O tym czy zawodnicy musza utrzymać standardy, które wyznaczyła odchodząca dwójka...
- Oczywiście, że tak. Kiedy dołączyłem do zespołu, standardy były już ustalone i każdy musiał ich przestrzegać. Trzeba było podzielać wartości, które wyznawali starsi zawodnicy. Chodziło o ciężką pracę każdego dnia i o traktowanie wszystkiego jak rodziny. Zawsze powtarzałem, że właśnie to wyróżnia ten klub. Wszystko zaczęło się od takich ludzi jak ci, którzy teraz odchodzą. To nie jest tylko drużyna piłkarska. To bardziej rodzina. Przechodzisz przez wzloty i upadki, ale gdy się rozejrzysz, zawsze widzisz obok siebie tych samych ludzi. Są przy tobie w najtrudniejszych momentach i są także wtedy, gdy wszystko układa się dobrze. Ważne jest, abyśmy kontynuowali tę tradycję.
O „trudnym” sezonie i nadziei, że kolejny sezon może być lepszy...
- Oczywiście, że następny sezon może być lepszy. Taka jest ta drużyna. Nawet w najtrudniejszych chwilach patrzymy wokół siebie i widzimy rodzinę. Nigdy nie wolno się poddawać. Jak sam powiedziałeś, był to najtrudniejszy okres. Straciliśmy jednego z naszych braci, Diogo Jotę. Był bardzo ważną częścią naszej grupy. Każdego dnia dawał nam ogromne wsparcie. Był niesamowitym człowiekiem i znakomitym piłkarzem. W takich meczach zawsze miałem poczucie, że jeśli tylko podam mu piłkę, to znajdzie sposób, by zdobyć bramkę i uratować nas z opresji. Jego strata była niezwykle bolesna. Stoję tutaj teraz i nadal to czuję. Wzruszam się, kiedy o nim mówię. Kiedy był z nami, był ogromnym wsparciem, a potem go straciliśmy. To było bardzo trudne. Dobrze rozpoczęliśmy sezon, później przyszła słabsza seria, potem wróciliśmy do formy, a następnie znów mieliśmy gorszy okres. Przez cały rok przeżywaliśmy wzloty i upadki. Najważniejsze jest jednak to, że siła tego klubu bierze się z jedności. Nasza rodzina i kibice zawsze są przy nas. Jak już wspomniałem, najważniejsze jest to, że zakwalifikowaliśmy się do Ligi Mistrzów. Przyszły sezon zapowiada się bardzo ekscytująco. Nowi zawodnicy rozegrali już wystarczająco dużo meczów, aby poczuć się częścią tego zespołu i zobaczymy ich w najlepszej formie. Jestem podekscytowany tym, co przed nami. Następny sezon powinien być wspaniały. Możemy zostawić wszystko za sobą, cieszyć się grą i występować z pełną swobodą.

Komentarze (1)
Jakby abstrahując, że początek sezonu bronił się tylko wynikami to naprawdę nie potrafię zdefiniować okresów o których mówi.