LIV
Liverpool
Towarzyski
26.07.2026
00:00
SUN
Sunderland
 
Osób online 852

Pecsi o swoim pierwszym sezonie w Anglii


Na Anfield zapanowało spore przerażenie. Widok Freddiego Woodmana leżącego na murawie wywołał falę niepokoju na trybunach, zwłaszcza, że urazy leczyli wtedy Alisson Becker i Giorgo Mamardashvili.

Dla Armina Pecsiego rysowała się w tym momencie realna okazja na wielki debiut w Premier League.

- Sytuacja rozwijała się wtedy naprawdę szybko - powiedział 21-latek, który w kwietniowym meczu z Crystal Palace na Anfield, został poproszony przez sztab o szybką rozgrzewkę, gdy jego kolega po fachu poprosił o pomoc klubowych fizjoterapeutów.

- Czułem motylki w brzuchu, że lada chwila wejdę na boisko, lecz po chwili dotarło do mnie, że jednak się nie uda. 

Woodman zdołał dokończyć spotkanie przeciwko Palace, a młody węgierski bramkarz oglądał do końca poczynania kolegów z perspektywy ławki rezerwowych.

Po tym meczu Pecsi otrzymał słowa otuchy od swojego mentora w bramce - Alissona Beckera.

- Ali podszedł do mnie po spotkaniu i powiedział m.in, bym cały czas robił swoje, życząc mi wszystkiego dobrego.

- Tydzień później trafiliśmy na siebie i spytał 'byłeś wtedy poddenerwowany prawda?' Odpowiedziałem mu, że to była bardziej ekscytacja i podziękowałem za ciepłe słowa sprzed kilku dni, jakimi mnie obdarował.

- Czułem się trochę dziwnie po meczu z Palace. Wiedziałem, że jestem bardzo blisko debiutu. Z drugiej strony nigdy nie chcesz, by twojemu koledze z zespołu przydarzyła się kontuzja. Może w niedalekiej przyszłości nadarzy się okazja debiutu w Liverpoolu - kontynuował węgierski golkiper.

- To zdecydowanie ciekawa historia, którą będę mógł opowiadać w przyszłości swoim dzieciom. Mam jednak nadzieję, że czeka mnie wiele występów w Liverpoolu i będę miał lepsze opowieści dla swych potomków!

Pośród głośnych transferów zeszłego lata łatwo było przeoczyć zakup Pecsiego za 1,3 miliona funtów z Puskás Akademia.

Bramkarz większą część sezonu spędził występując w drużynie U-21, która zakończyła sezon, przegrywając barażowe starcie z Crystal Palace po serii rzutów karnych.

Piłkarz 5 razy znalazł się jednak w kadrze meczowej Arne Slota, zasiadając na ławce rezerwowych w spotkaniach na Old Trafford i Hill Dickinson Stadium.

- Każdy z naszych trzech golkiperów reprezentuje inny styl bramkarski. Patrzenie na Alliego z bliska nawet podczas najprostszych ćwiczeń to ogromna frajda. Wydaje się, że wszystko co robi, przychodzi mu z ogromną łatwością, nawet te najtrudniejsze elementy bramkarskiego rzemiosła.

- Obserwuje na treningach, jak kontroluje swoje ciało, ustawia się w najróżniejszych sytuacjach, jak dba o poszczególne detale.

- Giorgi to bramkarz, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Jest świetny w tym co robi. Freddie? Jego etyka pracy i mentalność są imponujące. Chciałbym połączyć cechy całej tej trójki w swoich występach - kontynuował Pecsi.

- Naprawdę wiele się nauczyłem w pierwszym roku na Wyspach. Musiałem nieco zmienić swój styl i dopasować się bardziej do tutejszej kultury gry.

- Piłka w Anglii i na Węgrzech to dwa różne światy. Grę tutaj cechuje niesamowita intensywność, nawet w drużynach U-21. Agresja i chęć szybkiego odzyskania piłki to jedno, do tego dochodzą umiejętności techniczne poszczególnych zawodników.

- Musiałem nauczyć się szybciej myśleć, gdy mam piłkę przy nodze. Praktycznie muszę wiedzieć, co zrobię, nim ją dostanę! Jeżeli nie jesteś przygotowany, rywal może cię momentalnie zaskoczyć.

Można powiedzieć, że Pesci był skazany na Liverpool. Węgier od najmłodszych lat jest kibicem tego klubu, głównie dzięki swojemu tacie.

- Tata zaraził mnie Liverpoolem - mówi z uśmiechem bramkarz the Reds.

- Mój najlepszy kumpel razem ze swoim ojcem także są wielkimi fanami Liverpoolu, więc można powiedzieć, że nie miałem wyjścia!

- Kiedy jestem ze swoimi przyjaciółmi, często pytają mnie, jak to jest, przebywać z tymi wszystkimi piłkarskimi gwiazdami. To jest moje miejsce na ziemi i chcę należeć do tej grupy jak najdłużej.

- Będąc młodszym chłopakiem, obserwowałem z podziwem graczy takich jak Ali, czy Virgil. Nigdy nie wcielałem się jednak w postać jakiegoś zawodnika, gdy miałem 9-10 lat. Lubiłem Pepe Reinę i Alissona, lecz chcę być sobą i podążać własnymi ścieżkami, pracując na swoje nazwisko - podsumował Armin.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności