Co dalej z Liverpoolem?
Istnieje szkoła myślenia, zarówno w relacjach, w biznesie, jak i oczywiście w zarządzaniu klubem piłkarskim, która ostrzega przed niebezpieczeństwem bycia „tym gościem” po „Tamtym Gościu”.
W Liverpoolu Tamtym Gościem był Jurgen Klopp. Arne Slot był tym gościem po Tamtym Gościu. I okazał się właściwym człowiekiem we właściwym czasie, ale nie na dłuższą metę.
Być może właśnie tak wygląda rzeczywistość w świecie opartym na danych, zarówno przy zatrudnianiu ludzi, jak i budowaniu relacji. Istnieją algorytmy, które mogą pomóc znaleźć idealnego partnera, prezesa czy trenera na konkretny moment, ale potem życie przynosi nieoczekiwane wyzwania. Sytuacja się zmienia.
Jedną z wielu innowacji Willa Spearmana, wykształconego na Harvardzie dyrektora ds. badań Liverpoolu, jest program pozwalający jego działowi przewidywać, jak może wyglądać przyszłość. Było to jedno z narzędzi wykorzystanych wiosną 2024 roku podczas poszukiwań następcy Kloppa. Przeprowadzono tysiące symulacji, aby przewidzieć, jakich wyników można oczekiwać od Liverpoolu pod wodzą różnych trenerów.
Ruben Amorim, który później miał problemy w Manchesterze United, wypadł w tych symulacjach bardzo dobrze. Podobnie Ernesto Valverde, Luciano Spalletti, Sebastian Hoeness, Roberto De Zerbi, Andoni Iraola i inni. Jednak trenerem, który osiągnął zdecydowanie najlepszy wynik, „top of the top”, jak określił to wówczas jeden z działaczy Liverpoolu, był Slot, głównie dzięki sukcesom osiągniętym z Feyenoordem w lidze holenderskiej.
Jeśli chodzi o to pierwsze wyzwanie, Slot niemal nie popełnił błędu. Rok później można umniejszać jego osiągnięciom, mówiąc, że zdobył mistrzostwo drużyną Kloppa. Ale czy właśnie o to nie chodzi? Ibrahima Konate, Ryan Gravenberch, Alexis Mac Allister, Dominik Szoboszlai, Luis Diaz i Cody Gakpo prezentowali się znacznie lepiej niż sezon wcześniej pod wodzą Kloppa. Tak samo Mohamed Salah. Przez zdecydowaną większość sezonu 2024/25 Liverpool Slota wyglądał na drużynę znakomicie trenowaną i zarządzaną. Przegrał tylko jeden z pierwszych trzydziestu meczów Premier League i zdobył mistrzostwo na cztery kolejki przed końcem.
Można przypuszczać, że dyrektor generalny ds. futbolu Fenway Sports Group Michael Edwards oraz dyrektor sportowy Liverpoolu Richard Hughes wykorzystali ten sam algorytm, aby przewidzieć, jak zawodnicy tacy jak Jeremie Frimpong, Milos Kerkez, Florian Wirtz, Hugo Ekitike i Alexander Isak, sprowadzeni poprzedniego lata za łączną kwotę około 400 milionów funtów, wzmocnią mistrzowską drużynę, nawet po odejściach Trenta Alexandra Arnolda, Luisa Diaza, Darwina Nuneza i innych.
Ale w jaki sposób algorytm mógł przewidzieć rzeczywistość, w której Isak przyjechał do klubu w bardzo słabej formie fizycznej, po tym jak znaczną część lata de facto strajkował w Newcastle United, próbując wymusić transfer za rekordowe na Wyspach 125 milionów funtów? Albo poważne kontuzje Isaka, a później również Ekitike? Albo trudności Frimponga i Wirtza z adaptacją do Premier League, która z dnia na dzień wydawała się bardziej fizyczna i wyniszczająca? Albo gwałtowny spadek formy Konatego, Mac Allistera, Gakpo i szczególnie Salaha, gdy nad zespołem zawisł głęboki kryzys?
Przede wszystkim jednak, jak jakikolwiek model danych czy nawet jakikolwiek człowiek mógłby przewidzieć wpływ tragicznej śmierci Diogo Joty, który zginął w wypadku samochodowym w lipcu ubiegłego roku? Jak powiedział Andy Robertson: piłka nożna nie miała znaczenia.
Był to sezon czarnego łabędzia, w którym żałoba i psychologiczna trauma zostały zastąpione przez strukturalny i fizyczny rozpad drużyny, a ten z kolei został pogłębiony przez słabości kadrowe po kosztownej przebudowie przeprowadzonej latem. Wyzwanie, które Slot początkowo podjął i któremu sprostał, przekształciło się w coś zupełnie innego.
Po tym, jak w pierwszym roku miał odpowiedź niemal na każde pytanie, w drugim roku praktycznie nie miał odpowiedzi na żadne. Liverpool zakończył sezon na piątym miejscu w Premier League, ledwo kwalifikując się do następnej edycji Ligi Mistrzów. Bilans zaledwie 17 zwycięstw i 60 punktów sprawił, że końcowy wynik był lepszy niż rzeczywistość.
Relacje z zawodnikami, nie tylko z odchodzącym Salahem, wyraźnie się pogorszyły. Do godziny 8:30 rano w niedzielę, 20 godzin po ogłoszeniu rozstania ze Slotem, ani jeden piłkarz pierwszego zespołu nie opublikował w mediach społecznościowych wiadomości z podziękowaniami lub życzeniami powodzenia.
„Trudna decyzja” o rozwiązaniu kontraktu, o której klub poinformował w sobotę, wydawała się bardzo prosta z perspektywy wielu kibiców Liverpoolu.
Nie jest to ani krytyka Slota ani decydentów Liverpoolu, ani wykorzystania danych w procesie rekrutacji. Zatrudnienie Slota zostało całkowicie uzasadnione jego sukcesem w pierwszym sezonie. Jednak gdy lato pełne zmian przeszło w trudną jesień, a następnie w zimę narastającego niezadowolenia, była to już zupełnie inna praca.
W tym kontekście być może bycie „tym gościem po Tamtym Gościu” wcale nie jest najtrudniejsze. Jakkolwiek ciężko było wejść w buty tak dominującej postaci jak Klopp, podobnie jak David Moyes po Sir Aleksie Fergusonie w Manchesterze United, Unai Emery po Arsene'ie Wengerze w Arsenalu czy potencjalnie Enzo Maresca po Pepie Guardioli w Manchesterze City, Slot nadal miał do dyspozycji trzon mistrzowskiej drużyny Kloppa z sezonu 2019/20. Alisson, Alexander Arnold, Virgil van Dijk, Robertson i Salah stanowili fundament, uzupełniony przez Konatego, Gravenbercha, Mac Allistera, Szoboszlaia, Diaza, Gakpo i innych, w tym uwielbianego Jotę.
Tymczasem wyzwanie stojące przed następcą Slota wydaje się znacznie bardziej skomplikowane, niż ktokolwiek mógł przypuszczać po zeszłorocznej przebudowie. Sprzedaż Alexandra Arnolda, Diaza i Nuneza została już tego lata dopełniona odejściami Konatego, Robertsona i Salaha. Wątpliwa jest rownież przyszłość wielu innych zawodników, czy to z powodu wieku, jak w przypadku 33-letniego Alissona i Van Dijka, który w lipcu skończy 35 lat, czy z powodu nawracających problemów zdrowotnych, niepokojącego spadku formy lub kontraktów zbliżających się do końca, dokładnie tak jak było z Alexandrem-Arnoldem czy Konate.

Spośród zeszłorocznych nabytków Kerkez i Wirtz otrząsnęli się po trudnym początku, ale później również zagubili się wraz z pogłębiającym się kryzysem zespołu. Frimpong wydawał się zbyt ofensywny na bocznego obrońcę, ale jednocześnie niewystarczająco ofensywny na skrzydłowego. Pierwszy sezon Isaka, piłkarza wartego 125 milionów funtów, był w praktyce stracony z powodu kontuzji i problemów zdrowotnych. Ekitike rozpoczął bardzo obiecująco i pokazał przebłyski wielkiej jakości, lecz również miał trudniejsze momenty, zanim w kwietniu doznał poważnego urazu ścięgna Achillesa. Nastolatek Giovanni Leoni zerwał więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie podczas debiutu przeciwko Southampton w Pucharze Ligi.
Młody profil transferów oznacza, że w kadrze jest wiele talentu i potencjału. Ekitike i Wirtz mają po 23 lata, Kerkez i reprezentant Irlandii Północnej Conor Bradley po 22, francuski obrońca Jeremy Jacquet, który dołączy z Rennes 1 lipca, ma 20 lat, Leoni 19, a skrzydłowy Rio Ngumoha 17. Jednocześnie zwiększa to presję na zawodników w wieku około 25 lat, którzy, poza być może Szoboszlaiem, nie zrobili kroku naprzód w tym sezonie. Liczba zawodników, których poziom sportowy, fizyczny i długoterminowe zaangażowanie można uznać za pewnik, wydaje się alarmująco mała.
Jeżeli największym wnioskiem płynącym z tego sezonu Premier League był wzrost znaczenia siły, fizyczności, wytrzymałości i odporności, to Liverpool wyglądał na drużynę nieprzygotowaną na taki kierunek rozwoju ligi.
Pewne jest natomiast to, że Liverpool musi określić, jak ma wyglądać jego przyszłość, zarówno pod względem personalnym, jak i filozoficznym. Kiedy Edwards wrócił do klubu, a Hughes został zatrudniony w 2024 roku, celem było przywrócenie przejrzystości po okresie chaosu na szczeblu zarządczym. Jednak ile jest długoterminowej stabilności w sytuacji, gdy obaj wchodzą w ostatnim roku swoich kontraktów? Edwards jest sfrustrowany brakiem postępów w rozbudowie portfolio klubów FSG, a Hughes jest kuszony potencjalnie bardzo lukratywną ofertą z Al Hilal.
Jeśli już, to niepewność wokół przyszłości Edwardsa i Hughesa wydawała się największą nadzieją Slota na pozostanie w klubie. Czy mieliby ochotę lub nawet mandat do przeprowadzenia kolejnej wielkiej przebudowy, skoro sami nie byli pewni własnej przyszłości? Wygląda na to, że tak.
Interesujące były sobotnie informacje z Anfield, przekazane anonimowo przez osoby związane z klubem, według których Liverpool zamierza obrać kierunek "bardziej ofensywnego, agresywnego i dynamicznego stylu gry. Zainteresowanie Andonim Iraolą, który opuścił Bournemouth po doprowadzeniu klubu do szóstego miejsca w Premier League, ma w tym kontekście sens. Tym bardziej że to właśnie Hughes sprowadził go do Anglii w 2023 roku, przekonany, że jego umiejętności trenerskie wyniosą Bournemouth na wyższy poziom, mimo że większość środowiska piłkarskiego uważała wówczas, że klub powinien pozostać przy Garym O'Neilu.
Zatrudnienie przez Bournemouth Iraoli wymagało cierpliwości. Musiał całkowicie zmienić sposób gry zespołu w obronie. Na pierwsze zwycięstwo w Premier League czekał do dziesiątego meczu. W tym sezonie miał nawet serię jedenastu ligowych spotkań bez wygranej, zanim rozpoczął passę osiemnastu meczów bez porażki, która niemal dała Bournemouth miejsce w Lidze Mistrzów kosztem Liverpoolu.To właśnie taki okres oznacza ogromną presję w większym klubie. Nawet jeśli, jak przekonał się Slot, sezon wcześniej zdobyło się mistrzostwo Anglii.
Pozostaje też pytanie, czy obecna kadra Liverpoolu nadaje się do gry w stylu Iraoli. Według danych Opta Liverpool zanotował w tym sezonie 81 „bezpośrednich ataków”, ustępując jedynie Bournemouth z wynikiem 83. Zdobył również najwięcej bramek po wysokich odbiorach piłki, dokładnie 10. Jednocześnie niemal co tydzień był drużyną zabieganą przez rywali. Gdzie są zawodnicy zdolni do pressingu na poziomie wymaganym przez Iraolę? Z pewnością Kerkez na lewej obronie i Bradley na prawej, jeśli jest zdrowy. Szoboszlai i Wirtz również wykonują ogrom pracy. Jednak nie jest to kadra, której przebudowa wyglądała na podporządkowaną idei zabiegania przeciwnika.
Styl Iraoli jest bliższy „heavy metal football”, który Klopp wprowadził do Liverpoolu w 2015 roku. Do tego właśnie nawiązywał Salah w instagramowym wpisie z ubiegłego tygodnia, powszechnie interpretowanym jako przytyk do bardziej kontrolowanego stylu Slota. Jednak przy tak napiętym kalendarzu nawet Klopp w późniejszych latach przeszedł na bardziej spokojny i oparty na posiadaniu piłki model gry. Pod względem stylistycznym przejście od Kloppa do Slota wyglądało na znacznie prostsze niż potencjalne przejście od Slota do Iraoli.

Jedną z niewielu pewnych rzeczy jest to, że Xabi Alonso nigdy nie był realną częścią planów Liverpoolu. Chociaż niektórzy zakładali, że zwlekanie z decyzją dotyczącą Slota pozbawiło klub szans na byłego pomocnika, który dwa tygodnie temu został trenerem Chelsea, Alonso nie był poważnie rozważany przez Edwardsa i Hughesa.
Było to jasne już wiele miesięcy temu, kiedy źródła w Liverpoolu, rozmawiające anonimowo z The Athletic ze względu na delikatność tematu, odrzucały kandydaturę byłego trenera Bayeru Leverkusen i Realu Madryt nawet w hipotetycznym scenariuszu, którego wtedy nikt nie chciał ani się nie spodziewał, czyli konieczności poszukiwania nowego szkoleniowca.
W tamtym czasie zamiarem było pozostanie przy Slocie, wobec którego wskazywano wiele okoliczności łagodzących. Opinie wyrażone publicznie w sobotnim komunikacie, dotyczące jego etosu pracy, przywództwa, talentu trenerskiego, współczucia okazanego po śmierci Joty oraz licznych problemów, z którymi musiał się zmierzyć, były wcześniej wyrażane prywatnie i szczerze. Podobnie jak przekonanie o trudności bycia tym gościem po Tamtym Gościu.
Nawet w szczycie popularności rok temu, po zdobyciu mistrzostwa Anglii, jedyna prawdziwa wątpliwość dotycząca Slota dotyczyła tego, jak poradzi sobie po zakończeniu miesiąca miodowego, gdy relacja z klubem wejdzie w trudniejszą fazę.
Jednak nikt nie mógł przewidzieć skali ani natury problemów, które spotkały go w drugim sezonie. Liverpool wraca więc do punktu wyjścia, wraca do algorytmu, wraca na rynek trenerski z niepokojącym poczuciem, że wygrywanie i utrzymywanie serc oraz umysłów, zarówno na trybunach, jak i w szatni, nagle stało się znacznie bardziej skomplikowane.
Oliver Kay

Komentarze (18)
To jak zostanie królem imprezy za pożyczone pieniądze. Cieszę się, że gościa już nie ma, ale podłożył spore podwaliny pod zgliszcza, które nas czekają jeśli nie zmienimy azymutu.
Btw coś mocno nie gra, jeśli Romano ogłasza dogadanie Jonesa z Interem podczas bezkrólewia. Ktoś się za bardzo panoszy za kulisami, a to jest mocno krecia robota - obstawiam, że Hughesa.