Uczucia dalekie od złych
Artykuł z cyklu Artykuły
W porządku skłamałem. Pomimo tego co powiedziałem w zeszłym tygodniu
wyraĽnie czuję się zmotywowany pisząc ten artykuł po wspaniałym
zwycięstwie w meczu derbowym.
Pisanie artykułu po kapitalnym zwycięstwie jest 10 razy prostsze niż po
miażdżącej klęsce, czy po rozczarowującym remisie. Niektóre z moich
artykułów napisałem zupełnie bez sensu i nie mogłem z nimi się pogodzić,
ale ten jest wybuchem czystej satysfakcji.
Liverpool jako drużyna wyglądała naprawdę wyśmienicie. Graliśmy szybko i
nie pomagali nam sędziowie, co spowodowało, że widowisko było jeszcze
lepsze. Żałuję tylko, że Torres nie popisał się hat-trickiem, po
rzekomym faulu Kuyta w polu karnym.
Wygrana Liverpoolu przyszła w bardzo dziwnych okolicznościach.
Zremisowaliśmy u siebie ze Stoke, a Arsenal przegrał ostatnio z Hull i
to na własnym stadionie. Mimo już drugiej porażki Arsenal jest tylko 3
punkty za czołówką, więc nigdy nie powiedziałbym, że nie są w stanie
włączyć się do walki o tytuł, bo przegrali u siebie z Hull. Niepokoi
mnie tylko ich konsekwencja. Grają wyśmienite niektóre spotkania, a
potrafią przegrać z Fulham i z Hull.
Zazwyczaj wymagam od The Reds lepszej gry na wyjazdach z drużynami
takimi jak Stoke, bo wiem, że gdy przyjeżdżają do nas to grają formacją
11-0-0. Hull tak właśnie zagrało z Arsenalem, ale to spowodowało ze
mogli zagrać z kontry i w ten sposób stworzyli sobie okazje.
Tylko dwie angielskie drużyny występujące w pucharze UEFA odważyły się w
niewielkim stopniu zaatakować chłopców Beniteza na ich własnym obiekcie,
a to pokazuje, że zrobiliśmy ogromne postępy przez ostatnie 4 lata.
Najpierw Villa próbowała ugrać remis ale miła w sumie tylko jedną
sytuację, a potem Everton nie pokazał w sumie nic ciekawego i nie starał
się narzucić swojego stylu gry na własnym stadionie nie mówiąc już o
strzałach na bramkę w drugiej połowie. Ludzie krytykują wielką czwórkę
za to, że się coraz bardziej oddala od reszty, ale jeśli tak mają
wyglądać ambicje Villi i Evertonu w meczach u siebie z wielkimi
zespołami, to wynik będzie znany przed rozpoczęciem meczu.
Dziwne jest to, że Liverpool totalnie zdominował derby w ostatniej
dekadzie, gdy na stołkach zasiadali lub zasiadają obcokrajowcy, a nie
mógł sobie poradzić z lokalnym rywalem, gdy trenerem był rodowity
Liverpoolczyk Roy Evans. Czy to nie jest ironia?
Rok temu Benitez w derbach wystawił młodego Brazylijczyka, który nie do
końca wiedział czym są te derby, ale jak się okazało jego osoba w
znaczący sposób przyczyniła się do zwycięstwa w tym meczu, a mimo tego,
Benitez w mediach do tej pory jest za to krytykowany.
Gerrardowi nie możemy zarzucić braku zaangażowania w zeszłym roku, bo to
przecież on dał sygnał do ataku, ale w tym roku widziałem go w zupełnie
innej roli. Tak dojrzałej gry w wykonaniu naszego kapitana jeszcze nie
widziałem nigdy. Grał na niesamowitym procencie skuteczności w podawaniu
piłki i w utrzymywaniu pozycji. Jeśli tak ma wyglądać jego gra w
przyszłości, to widzę go w naszej drużynie nawet jeśli grubo przekroczy
trzydziestkę.
Jego gra troszkę przypominała mi grę jaką pokazywał nam Roy Keane. Był
niesamowity w destrukcji a jego krótkie i silne podania były
oszałamiające a do tego kierował grą jak nikt inny. Oczywiście Roy Keane
nigdy nie potrafił strzelać tak jak Gerrard i podawać dalekie piłki, ale
jeśli Gerrard utrzyma ten poziom to będziemy mieli z niego duży pożytek.
Ciężko jest mi wytłumaczyć dlaczego ciągle derby znaczą tyle dla mnie.
Ludzie spoza Liverpoolu (w tym i ja) przyciągani są magią ferworu walki.
Kiedy Czerwoni walczą na boisku jesteśmy tam razem z nimi. Byłem wiele
razy na derbach i choć atmosfera może nie jest za wesoła to wciąga na
całego. Jeśli fani w mieście czują się dobrze, to cała drużyna tak też
się czuje.
Lokalni prawdziwi fani Liverpoolu mogą troszkę czuć się "rozcieńczeni"
przez przyjezdnych i ja doskonale to rozumiem, bo każdy broni tego co
wydaje mu się że jest jego i tylko jego, nawet jeśli nie mamy prawa do
tego. wydaje mi się, że gdybym był prawdziwym Scouserem, to czułbym to
samo, a oni czuliby to samo co ja gdyby kochali klub, który jest daleko
od nich.
Prawda jest taka, że Everton ostatnimi laty poza rokiem 2005 był niżej od Liverpoolu i dostarczał nam sporo punktów. Mimo tego fani tego klubu ciągle murem stoją za swoją drużyną i uważają, że ich przywiązanie jest jednym z prawdziwszych i nieskażonych w całej Anglii.
Dobrze się stało, że swoja niemoc strzelecką przełamał wreszcie Torres. Miejmy nadzieję, że taka bariera nie pojawi już się do końca tego sezonu i Hiszpan będzie regularnie trafiał do siatki.
Wielką rolę z tym meczu odegrał Keane, którego występ przypominał trochę te występy, które podziwiałem w jego wykonaniu w poprzednim klubie. Jego asysta była idealna, a trzeba przyznać, że była wykonana lewą nogą. Druga bramka to kombinacja trzech zawodników. Do dwóch wyżej wymienionych tym razem dołączył się Kuyt. Te trio wykonała naprawdę kawał dobrej pracy. Na pochwałę również zasługuje nowa twarz w Liverpoolu - Albert Riera, który popisał się kilkoma świetnymi odbiorami i rajdami lewą flanką.
Cieszy mnie również postawa dwóch innych Hiszpanów. Alonso widać, że wraca do dawnej wyśmienitej formy, a Arbeloa pokazuje, że jego drugi sezon na Anfield może być tylko lepszy. Dossena stale robi postępy i coraz lepiej zgrywa się z kolegami. jego długie podania mogą napsuć sporo krwi przyszłym rywalom.
Wydaje się, że Skrtel wygryzł ze składu bardzo dobrego zawodnika jakim jest Agger, a to pokazuje, że na środku obrony jest bardzo dobrze. Do pierwszego składu również głośno puka Babel, który powoli odzyskuje świeżość po kontuzji i Igrzyskach Olimpijskich.
Wydaje się tylko, że do pełni szczęścia potrzeba, aby swą niemoc strzelecką wreszcie przełamał Robbie Keane, tak jak zrobił to Torres, który momentalnie odzyskał swój dawny blask.
Nie możemy zawracać sobie głowy i martwić się wynikami takimi jak ze Stoke, bo patrząc na całokształt, nasza drużyna idzie w bardzo dobrym kierunku. Wiadomo, że sporo może się zmienić przez najbliższe 8 miesięcy, ale póki co jest dobrze i możemy sporo wygrać w tym roku.
Wydaje mi się, że teraz nasza drużyna jest idealnie wyważona we wszystkich formacjach. Miejmy nadzieję, że z takim składem wejdziemy w 2009 rok i nie będą nas trapić żadne kontuzje.
Dziewiętnasty rok czekana na dziewiętnasty triumf w lidze ma poetycki wydĽwięk, ale wydaje mi się, że teraz jesteśmy na tyle silni, że możemy w końcu po ten tytuł sięgnąć.
Paul Tomkins
Ľródło: liverpoolfc.tv
Autor: Majamajewski
Data publikacji: 01.10.2008 (zmod. 02.07.2020)