LIV
Liverpool
Towarzyski
27.07.2024
01:30
BET
Real Betis
 
Osób online 1581

Mikel San José: Krok bliżej gwiazd

Artykuł z cyklu Artykuły


Podróż Mikela San Jose do Liverpoolu rozpoczęła się w jego mieście pochodzenia, Villaba (Navarra), w marcowe popołudnie 2007 roku. ¦rodkowy obrońca, który grał wówczas dla zespołu A młodzieżowek Athletic prowadzonego przez Julena Guerrero, obserwował jak w trakcie meczu radzili sobie jego koledzy. Nagle zadzwoniła jego komórka. „To był dżentelmen, który nie ujawnił swojej tożsamości, ale zadała kilka pytań, między innymi, czy jestem chętny do gry za granicą.” Choć na początku instynkt kazał mu pozostać czujnym i ostrożnym, młodzian zdecydował się na spotkanie w hotelu Pamplona, gdzie przybył w towarzystwie swoich rodziców. Ta sama osoba, która bała się zostać zidentyfikowaną, ujawniła swoje oblicze. Był to Paco de Garcia, skaut The Reds na Hiszpanię. Oprócz niego był tam również Eduardo Macià, były dyrektor techniczny w Valencii, a obecnie szef skautów w Liverpoolu, gdzie zarządza ponad 70 skautami na całym świecie.

Twardy dysk w komputerze Macii zawiera imiona ponad 10,000 piłkarzy. San José nie mógł w to uwierzyć. „Od samego początku jasno się określali. Przedstawili mi bardzo dobrą ofertę grania z drużyną rezerw.” Co ciekawe, 5-krotni mistrzowie Europy zaoferowali San José więcej niż proponował Athletic. „Powiedziałem Athletic, że miałem ofertę z Liverpoolu, a wszystko co oni mi zaproponowali, to gra w Baconii (trzecia liga). Przeanalizowałem sytuację i doszedłem do wniosku, że jeśli chcę grać w pierwszej lidze, to najlepiej będzie dla mnie jeśli się przeniosę. Ostatecznie, gdy zorientowali się, że moje odejście jest przesądzone, Txema Noriega (wtedy dyrektor Lezamy, akademii Athletic) zaoferował mi grę w Bilbao Athletic (drużyna B Athletic), ale daj nie był przekonywujący. To brzmiało jak by mówił ‘oferuję ci to, żebyś nie odszedł, nie dlatego, że wierzę że możesz grać na takim poziomie.”

I w ten sposób, zawodnik którego przeznaczeniem miało być stanie się legendą defensywy rojiblancas, uciekł do Liverpoolu, w którym wylądował po raz pierwszy 6 sierpnia, po wygraniu Mistrzostwa Europy U-19 z Hiszpanią. „Bałem się, miałem być sam i nie znałem języka…”

Przenieśmy się szybko dziesięć miesięcy dalej. Jest teraz bliżej uczynienia tego wielkiego kroku niż mógł się spodziewać. Poszło lepiej niż oczekiwał. Krótkie podsumowanie ostatniego sezonu: w każdym meczu grał w wyjściowej jedenastce, o ile nie występował akurat w reprezentacji, został mistrzem Ligi Rezerw, brał udział w ponad 20 sesjach treningowych z pierwszym zespołem, był nawet częścią składu, ale nie zadebiutował, gdy Chelsea grała z Liverpoolem w Premier League.

San José mieszkał ze starszą parą i dwójką ich dzieci, które są już po ślubach i żyją na własną rękę. „To ludzie cieszący się zaufaniem klubu, gościli już wcześniej innych piłkarzy, ale teraz, gdy lepiej znam już angielski, będę mieszkał sam.”

Z tego co mówi, główne zasady kultury Liverpoolu, oparte są na wysiłku i żelaznym charakterze. Zostało mu to wytłumaczone jeszcze przed pierwszą sesją treningową przez Antonio Gomeza, fizjoterapeutę. „Podszedł do mnie i powiedział ‘bądĽ gotowy od pierwszego dnia, bo gdy przyśniesz, będziesz dostawać kopniaki z każdej strony.’”

Wrzeszczący Carragher

Wyjaśnia tutaj największe różnice. W Anglii nikt nie oszczędza sił. „Mała sesja treningowa jest jak mecz Liverpool – Everton na Anfield. W Hiszpanii, w obawie przed kontuzją, ludzie unikają kontaktu. Tutaj, jeśli kogoś kopniesz, nikt nie narzeka. I to dlatego gracze tacy jak Gerrard i Carragher, którzy wywodzą się z Akademii, grają w pierwszym zespole. Zawsze się starają. Mentalność w klubie jest taka, że nawet jeśli jesteś bardzo dobry technicznie, to dalej musisz walczyć o każdą piłkę, jak by to był finał Ligi Mistrzów.”

Benitez nigdy nie odpoczywa. Za każdym razem gdy się spotykają, ma parę uwag dla San José. Twierdzi on, że Mikel ma wadę, którą jeśli uda się zniwelować, to jego potencjał zostanie w pełni uwolniony. „Mówi mi, że muszę być bardziej agresywny, że jeśli chcę grać z pierwszą drużyną, to nie mogę bronić jak mała dziewczynka.”

Pierwsi wciąż go trochę onieśmielają i dalej trzyma dystans, nawet pomimo faktu, że codziennie je z nimi śniadania i obiady. Mówi, co jest prawdziwym osiągnięciem Carraghera, ‘kapo’ obrony. „Nawet, gdy Anfield jest zapełnione i wszyscy śpiewają „You’ll Never Walk Alone”, to jego krzyki i instrukcje dla innych obrońców słyszalne są wszędzie na boisku.” O Gerrardzie nie mówi inaczej niż dobrze. „Mówi do mnie ‘cześć’, ale przez moje problemy z językiem, praktycznie nie rozmawialiśmy. Jedna rzecz jest prawdziwa, regularnie rozmawia z angielskimi kolegami w moim zespole.”

Z Hiszpanami ma częstszy kontakt. Nie są wyniośli, nie pokazują poczucia wyższości. „Torres jest nieśmiały, to dobry człowiek. Arbeloa spędza cały dzień na opowiadaniu dowcipów i śmianiu się razem z Reiną. Xabi Alonso był dla mnie bardzo ważny. Podszedł do mnie pierwszego dnia i zawsze dawał mi dobre rady.”

Wszystko układa się dla niego tak dobrze, że nawet nie myśli o powrocie, „nawet pomimo tego, że z Athletic byłem od małego. Nie oczekiwałem, że będę tyle grać, że tak dobrze się przystosuję. Teraz nie jest czas aby mówić o powrocie. Moim celem na przyszły sezon jest debiut w pierwszym zespole i osiąganie w nim sukcesów”. Jeśli mu się to uda, ból kibiców rojiblancos będzie jeszcze większy, gdyż Athletic nie potrafił docenić, wedle opinii niektórych, najlepszego obrońcy swojego pokolenia.

J . Ortiz De Lazcano

Ľródło: El Correo za This Is Anfield



Autor: Alex
Data publikacji: 14.06.2008 (zmod. 02.07.2020)