Osób online 1286

W końcu pewni siebie i gotowi do bitwy

Artykuł z cyklu Artykuły


Liverpool po raz kolejny podejmie Manchester United z nadzieją na zaprzepaszczenie szans Diabłów na zdobycie mistrzostwa kraju, aniżeli zwiększenie swoich własnych.

The Reds będą rozglądać się wyłącznie za zdobyciem trzech punktów, które pomogą zwiększyć przewagę nad piątym w tabeli ligowej Evertonem.

Pewność siebie, jaką promienieją zawodnicy podczas wywiadów, musi przenieść się na boisko.

Jeśli tak się stanie, United będą mieli przed sobą bardzo, bardzo trudną konfrontację.

Oczywiście powinniśmy uważać, by nie przesadzić z wiarą we własne umiejętności, jednak jeśli mamy dążyć od skrajności w skrajność, lepiej będzie zlekceważyć rywala. Brak pewności siebie na półmetku sezonu definitywnie zabrał nam szanse na wygranie Premier League.

Oczywiście wszyscy wiemy, że pozaboiskowe problemy miały duży wpływ na rozwój wydarzeń. Rafa musiał zapomnieć o spotkaniu z Reading, ponieważ skupienie przeniosło się na Ligę Mistrzów - gdybyśmy odpadli z rozgrywek, Benitez z całą pewnością zostałby zwolniony.

Tydzień póĽniej właściciele rozmawiali z innym trenerem za plecami Beniteza, oglądając w międzyczasie porażkę z Manchesterem na Anfield.

Rafa długo czekał na spotkanie z Gillettem i Hicksem, które wypłynęło już do mediów, jednak zamiast oczyścić sytuację przed meczem, Amerykanie woleli poczekać do póĽnego wieczora.

Rzeczą jasną jest, iż nie można obarczyć całą winą właścicieli. Będziemy jednak ślepi jeśli nie zauważymy, że to oni zaczęli okropną serię przed boxing days, gdy ledwo pokonaliśmy Derby County, by póĽniej zanotować cztery remisy i porażkę mimo, że nasi rywale nie prezentowali nadzwyczajnie wysokiego poziomu gry.

George Gillett mówił o Liverpoolu przed świętami Bożego Narodzenia, a jego kolejne oświadczenie zostało wydane po trzech miesiącach.

W tym czasie pojawiały się plotki o problemach z zaciągnięciem nowej pożyczki, kłótni między Gillettem a Hicksem, czy sprzedaży udziałów DIC.

Autorytet Rafy został jasno zakwestinowany przez Amerykanów i należy zastanowić się, czy miało to wpływ na piłkarzy. Po kilku tygodniach Benitez wypowiadał się o Hicksie w ciepłych słowach, mówił, że wszystko co najgorsze już przeminęło.

Nie wiemy, czy mówił to szczerze, czy chciał po prostu utrzymać się na stanowisku. Tylko Rafa to wie. Raportowano również, że to przede wszystkim Gillett chciał pozbyć się Hiszpana.

Gdy te informacje pojawiły się w obiegu, Gillett natychmiast zapragnął odejść z klubu. Rafa poczuł się pewniejszy siebie i wiedział, że ma pełne poparcie Hicksa.

Ogłoszenie zaciągnięcia nowego kredytu było okazją do stwierdzenia, że stanowisko Beniteza jest absolutnie bezpieczne.

Nikt nie wierzył w te zapewnienia, gdy przyszły porażki z Havant and Waterlooville w FA Cup, czy z West Hamem pięć dni póĽniej, aczkolwiek po wielu tygodniach nadeszła dobra forma i spekulacje ucichły.

Gdy w przerwie meczu z Sunderlandem rezultat wynosił 0-0, nic nie zapowiadało pewnej wiktorii w stosunku 3-0. Po ośmiu dniach jechaliśmy na Stamford Bridge bez Fernando Torresa, który odniósł uraz w międzynarodowym meczu towarzyskim.

Pomimo sporej przewagi wywieĽliśmy z Londynu zaledwie jeden punkt. PóĽniej Rafa wybrał słabszą jedenastkę na mecz z Barnsley w FA Cup, co skończyło się wielką sensacją. Postawa zawodników z pewnością dała Benitezowi trochę do myślenia.

Wtedy zaczęła się świetna passa. Liverpool naciskał na defensywnie usposobiony Inter Mediolan, by ostatecznie wygrać 2-0.

Torres strzelił hat-tricka w spotkaniu z Middlesbrough, wygranym 3-2, a największy grzech tamtego spotkania to cofnięcie się do obrony przy stanie 3-1 dla the Reds.

Liverpool długo rozkręcał się w konfrontacji z Boltonem Wanderers, jednak szczęśliwy gol zapoczątkował powrócenie do optymalnego poziomu i końcowe zwycięstwo 3-1.

Czerwoni postanowili zrewanżować się na West Hamie za porażkę na Upton Park. Skończyło się na 4-0 i kolejnym hat-tricku Nando. PóĽniej Liverpool ograł Newcastle 3-0, w 4. meczach zdobywając 13 goli.

Drugie spotkanie 1/4 Ligi Mistrzów z Internazionale zakończyło się sukcesem dzięki trafieniu Torresa, zanim Reading przybyło na Anfield by przekonać się na własnej skórze o genialnych umiejętnościach byłego gracza Atletico Madryt.

Jednak mecz z Reading, zakończony zwycięstwem 2-1, był krokiem w tył. To była dobra bramka Torresa, ale zdobyta po rzucie wolnym - a to ze stałych fragmentów gry traciliśmy najwięcej goli w tym sezonie.

Ostatnie dwie porażki z United na Anfield odnieśliśmy również ze względu na stałe fragmenty.

Rozmowa dotycząca gry Liverpoolu skupia się przede wszystkim na formie Torresa, ale Hiszpan strzelił zaledwie dwie ligowe bramki na wyjeĽdzie.

Więc, oprócz obawy przed rzutami wolnymi, Liverpool może zostać zmuszony do poszukania innego strzelca na Old Trafford.

The Reds mają zaledwie trzy punkty przewagi nad Evertonem, więc nie możemy pozwolić sobie na głupią stratę punktów w nadchodzących kolejkach.

Mamy jedenaście pkt-ów straty do United, ale nie powinniśmy marzyć o mistrzostwie nawet, jeśli wygramy z Diabłami.

Komplet oczek w niedzielę uplasowałby nas osiem punktów za Manchesterem, a jeśli Arsenal pokona Chelsea - tylko trzy za the Blues.

Z drugiej strony, porażka będzie oznaczała 14-punktową stratę do lidera i krytycy Rafy wrócą do swych ulubionych zajęć, że nie wspomnę o Evertonie, który mógłby zredukować dziurę dzielącą ich z czwartym miejscem.

Jutro możecie spodziewać się artykułów prasowych, które będą bić w naszą pewność siebie, ale musimy być twardzi. Biorąc pod uwagę, że w ostatnich tygodniach Rafa i piłkarze lali sikiem prostym na media - będzie dobrze.

Jim Boardman



Autor: Sochal
Data publikacji: 22.03.2008 (zmod. 02.07.2020)