Osób online 876

Everton, czy United?

Artykuł z cyklu Artykuły


Na fali całej serii zwycięskich spotkań the Reds wkraczają w rozstrzygający etap rozgrywek pełni pewności siebie oraz chęci, aby osiągnąć wszystko, co pozostało do osiągnięcia.

Biorąc pod uwagę formę w jakiej się znajdujemy, nikogo nie dziwą spekulację fanów, co by było gdyby Liverpool grał bardziej konsekwentnie, w szczególności na przełomie starego i nowego roku. Podobnie jak większość kibiców, jeszcze kilka tygodni temu czwarte miejsce wziąłbym w ciemno. Ale po naszych ostatnich zwycięstwach pojawiła się nowa fala optymizmu i nadzieja, że na zakończenie rozgrywek LFC usadowi się w pierwszej trójce.

Najpierw mecz z Red Devils na Old Trafford, póĽniej przyjmujemy na Anfield gości z Evertonu, a na zakończenie wyjazd do Londynu na mecz z Arsenalem. Wyniki trzech wymienionych spotkań spowodują, że tegoroczny finisz rozgrywek Premier League stanie się niespodziewanie zakręcony, albo okrutnie zakończą wszelkie romantyczne wyobrażenia the Reds.

Wierzę, tak jak wielu innych, że tym razem jedziemy na Old Trafford z prawdziwymi nadziejami, mogąc wywrzeć decydujący wpływ na to, gdzie w tym roku trafi mistrzowski tytuł. Poza świętowaniem własnych sukcesów, nic nie daje kibicom Liverpoolu większej satysfakcji, niż powodowanie trudności na drodze United do mistrzostwa.

Co prawda od czasu gdy Rafa zjawił się na Anfield nie potrafiliśmy odnieść ligowego zwycięstwa nad Man Utd, ale obie drużyny zawsze dzieliło bardzo niewiele. Decydującą rolę odgrywała umiejętność wykorzystywania okazji strzeleckich.

Mecze pomiędzy tymi dwoma odwiecznymi rywalami rzadko kiedy kończą się bramkową kanonadą. Ale United potrafili wykorzystywać swoje szanse, a Liverpool nie mógł odnaleĽć w sobie instynktu zabójcy.

Tym razem mamy w swoich szeregach najgroĽniejszego snajpera w Europie. Wiemy, że gdy Fernando Torres dostanie swoją szansę, to jest bardziej niż prawdopodobne, że ją wykorzysta. Ta pewność udziela się całej drużynie. Od czasów Michaela Owena nie mieliśmy zawodnika takiego kalibru. Zawodnika, który w najważniejszych meczach, potrafi przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść.

Właśnie tego typu umiejętności brakowało Liverpoolowi w czasie ostatnich wizyt na Old Trafford i mimo, że nie możemy pokładać całych naszych oczekiwań tylko w Torresie, to miło jest widzieć, w jak fenomenalnej formie znajduje się obecnie Hiszpan. Kwestia dobrego samopoczucia może odegrać decydującą rolę w przygotowaniach the Reds przed wyjazdem do Manchesteru. Biorąc pod uwagę serię ostatnich zwycięstw oraz fakt, że zespół strzela sporo bramek, mamy największą od lat okazję, aby zwyciężyć w „Teatrze Marzeń”.

Wiara we własne siły, która charakteryzowała LFC na początku sezonu, powróciła i to nie tylko w ataku. Kilku zawodników, którzy przez ostatnie tygodnie byli bez formy, zabłysnęło na nowo.

Stawka meczu jest naprawdę wysoka. Przewagą Rafy jest czas. Liverpool ma tydzień na przygotowanie się do meczu, a Man Utd rozgrywa w tym czasie dodatkowe spotkanie.

Zwycięstwo na Old Trafford byłoby idealnym przygotowaniem przed zbliżającymi się derbami Merseyside.

Przy ważnych meczach nadchodzących jeden po drugim, jest to być może idealny czas, aby ocenić, który z tych przeciwników, a raczej zwycięstwo nad którym z tych przeciwników, będzie więcej znaczyło dla kibiców.

Biorąc pod uwagę fakt, że musimy zabezpieczyć czwartą pozycję w tabeli, łatwo nasuwa się odpowiedĽ, że kluczowy będzie mecz z Evertonem. Ale nawet w innych okolicznościach zawsze wybrałbym zwycięstwo nad naszymi najbliższymi sąsiadami

Co się tyczy rywalizacji Liverpool/Everton, oni zawsze byli dla mnie zespołem, który trzeba pokonać. Odkąd sięgam pamięcią, mecz derbowy był zawsze tym meczem, na który czekałem od samego początku sezonu. Gdy dorastałem i grałem z kolegami w piłkę na ulicy, zawsze było Red vs. Blue. United mnie wtedy nie obchodzili.

Prawda – zawsze byliśmy zapalonymi rywalami, ale wrogość pomiędzy nami, a United zwiększyła się w drugiej połowie lat 80-tych, wraz z przybyciem do Manchesteru Alexa Fergusona.

Dla młodszych kibiców the Reds, którzy prawdopodobnie nigdy nie widzieli Evertonu osiągającego więcej od nas, największym rywalem jest oczywiście Manchester United.

Ale w latach 60. oglądałem zwycięstwa drużyny Billa Shankly nad lokalnymi rywalami ze Stanley Park, zwycięstwa, które dawały the Reds pierwszeństwo w mieście, a kibicom LFC okazję do przechwałek. Ale od 20 lat zachowujemy przewagę nad Evertonem i być może niektórzy przyjmują ją jako oczywistość.

W meczach derbowych chodzi o coś innego: rozgrywane są zawsze w szybszym tempie, a zwycięstwo smakuje lepiej, niż wszystkie pozostałe.

Wiem to z własnego doświadczenia. Miałem to szczęście, że strzeliłem bramki zarówno Evertonowi, jak i Man Utd. I to bramka przeciwko the Blues wydawała mi się bardziej wyjątkowa. To było jak spełniony sen. Mimo, że mecze z United zawsze były wielką walką, nie charakteryzowały się one, taką jak obecnie, rywalizacją między kibicami.

W zależności od wyniku niedzielnego meczu, spotkanie z Evertonem może być decydujące. W tygodniach poprzedzających porażkę z Fiorentiną the Blues emanowali pewnością siebie. Ale przegrana z Fulham obnażyła ich słabe punkty, w które powinniśmy ugodzić, aby skończyć ich marzenia o upragnionym czwartym miejscu. Ich defensywa wydaje się rozciągnięta, a raz zmuszeni do wymiany ciosów będą mieli problemy spowodowane wąską kadrą.

Wiadomo, że mecze derbowe rządzą się własnymi prawami. Wynik będzie zależał od dyspozycji dnia, ale jeśli Liverpool wygra na Old Trafford, Everton będzie musiał szukać trzech punktów podczas wyjazdowego meczu z Arsenalem.

Po dwóch wymienionych wyżej kluczowych meczach, będziemy mieli do czynienia z dziwną sytuacją: w ciągu siedmiu dni trzykrotnie zagramy z Arsenalem. Będzie wymagało wielkiego wysiłku, aby po tych pięciu spotkaniach, pozostawić marzenia the Reds nietkniętymi.

David Fairclough



Autor: Mendel
Data publikacji: 20.03.2008 (zmod. 02.07.2020)