LIV
Liverpool
Towarzyski
27.07.2024
01:30
BET
Real Betis
 
Osób online 1770

Delektujcie się tak wyjątkowymi wieczorami jak ten

Artykuł z cyklu Artykuły


Dla wielu kibiców trofea są wszystkim. Jednak według mnie właśnie takie wielkie wieczory, jak ten dzisiejszy są w życiu fana wyjątkowe.

Nie można zagwarantować tego, że w każdym sezonie sięgnie się po jakieś trofeum, jednak zawsze można mieć nadzieję na wielkie mecze - mecze, którymi można się delektować, i które zapamiętamy na bardzo długo, mecze, które ogląda cały świat. To jest, jak podróż. Nawet jeśli nie dotrzesz do swojego celu, to i tak może być ona wartościowym doświadczeniem, w zależności od tego, co robisz, widzisz (i czego się uczysz) po drodze.

Barcelona była kluczowym miejscem dla Liverpoolu na początku podboju Europy, a także gdy nastąpiło odrodzenie zespołu na początku obecnej dekady. Półfinał Pucharu UEFA z 1976 roku miał miejsce zaledwie rok przed pierwszym triumfem The Reds w Pucharze Europy. A w 2001 roku najpierw wywieĽliśmy bezbramkowy remis z Camp Nou, a potem Gary McAllister pokonał młodego bramkarza Pepe Reinę z rzutu karnego w Półfinale Pucharu UEFA, dzięki temu, że Patrick Kluivert bronił się we własnym polu karnym niczym koszykarz. A kilka miesięcy póĽniej Liverpool po raz trzeci zremisował 0-0 w Katalonii, gdy oba zespoły spotkały się w Lidze Mistrzów.

Przez ostatnie 25 minut listopadowego meczu na Anfield w 2001 roku, Liverpool był zespołem, który mógł tylko patrzeć na pokaz niezwykłego i efektownego futbolu. Jednak warto pamiętać, że przez te 65 minut to The Reds dominowali na boisku i mieli pecha, że nie prowadzili 2-0. Byłem na tym meczu, a także na spotkaniu z Valencią w kolejnym sezonie i muszę przyznać, że cenię sobie występ ówczesnego zespołu Rafy Beniteza wyżej, niż pokaz Katalończyków. Dominowali od samego początku do ostatniego gwizdka sędziego.

Najprawdopodobniej obecna drużyna Barceloną jest najbardziej utalentowaną spośród wszystkich zespołów z Katalonii, z którymi The Reds grali w całej swojej historii. Jednak wygląda na to, że po odniesieniu sukcesów brakuje im odrobinę głodu zwycięstw, a także ciąży na nich presja obrony kilku trofeów - w takiej sytuacji nie można uniknąć małego kryzysu.

Bardzo łatwo jest pomijać znaczenie tych wieczorów i myśleć jedynie o trofeach. Jednak czasem to właśnie takie niezwykłe starcia najdłużej pozostają w naszej pamięci. Wyjazd do Rzymu w lutym 2001 roku jest jednym z moich najmilszych wspomnień, gdy to Michael Owen dwukrotnie trafił do siatki i uciszył włoskich kibiców na wrogim stadionie. Tamtego wieczoru nie zdobyliśmy żadnego trofeum, jednak wykonaliśmy ogromny krok w kierunku Finału, który miał miejsce w maju tego samego roku.

Ja podzielam marzenie wszystkich kibiców, którzy pragną 19 Mistrzostwa Anglii, jednak nie możemy pozwolić, żeby chęć sięgniecia po tego ¦więtego Graala przysłoniła wszystkie inne rozgrywki. Im więcej o tym myślę, tym lepiej dostrzegam w kraju cztery niezwykle silne zespoły, znajdujące się na szczycie, które mają szanse na sięganie po Mistrzostwo w kolejnych latach. Te zespoły znajdowały się w czołowej czwórce w dwóch ostatnich sezonach za wyjątkiem Evertonu, który był czwarty w 2005 roku (gdy Liverpool był zajęty walką o piąty Puchar Europy). Każdy z tych czterech zespołów dysponuje możliwością zdobycia ponad 80 punktów w jednym sezonie.

Sukces Liverpoolu w 2005 roku, awans Arsenalu do Finału w ubiegłym sezonie, udział wszystkich czterech angielskich zespołów w tegorocznej fazie pucharowej Ligi Mistrzów - te fakty ukazują siłę ligi angielskiej i potwierdzają moje stwierdzenie, że Rafa Benitez znacząco poprawił Liverpool od momentu swojego przybycia do klubu, jednak nie widać tego tak wyraĽnie z tego względu, że poprzeczka jest zawieszona coraz to wyżej. Jak wiele zespołów zajęło trzecią lokatę z 82 punktami na koncie?

Alex Ferguson sam przyznał, że nie miał w tym sezonie wielu problemów z kontuzjami, w poprzednim sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, a Chelsea już traciła swoich kluczowych zawodników ze względu na urazy. W przypadku Liverpoolu też nie obyło się bez kontuzji, zwłaszcza w pomocy i też terminarz nie był dla nas pomyślny - był to chyba jeden z najtrudniejszych początków sezonu w całej historii klubu.

Bardzo często używam lat 90-tych jako punktu odniesienia, żeby wyrównać nasze oczekiwania, gdy zaczynamy sobie przypominać czasy naszej świetności. Uważam to za pewien rodzaj memento mori: przypomnienie, że może być znacznie gorzej.

W czasie tej dekady bardzo często chodziłem na Anfield i ujrzałem bardzo niewiele sukcesów. W połowie lat 90-tych byłem świadkiem naprawdę dobrego ofensywnego futbolu i na pewno miło się to oglądało, jednak ten okres chyba został najlepiej podsumowany przez niezwykły, wygrany 4-3 mecz z Newcastle - wspaniali w ataku, bardzo słabi w defensywie.

W tamtych czasach nawet nie śmiałem marzyć o piątym Pucharze Europy. Staram sobie przypominać, jak bardzo nieprawdopodobny wydawał się taki sukces w tamtym okresie. I na pewno nie ma wielu fanów, którzy w 1999 roku nie powiedzieli by 'tak', gdyby mieli możliwość zdobycia następujących trofeów w ciągu ośmiu lat: dwa Puchary Ligi, dwa FA Cup, Puchar UEFA, dwa Superpuchary Europy, Puchar Europy i dwa sezony z przekroczoną granicą 80 punktów w lidze. (W latach 90-tych udało nam się najwięcej zdobyć 70-kilka punktów i to jeszcze, gdy rozgrywano 42 spotkania w lidze; od czasu gdy zmniejszono liczbę zespołów górna granica oczek wynosiła 71.)

Ja oczywiście chciałbym, żeby The Reds ponownie pokonywali wszystkich, którzy stają na ich drodze, jednak nigdy nie zapomnę, czego pragnąłem w latach 90-tych: żeby znaleĽć się w czołówce Premiership i coś znaczyć w europejskich rozgrywkach. Przez kilka lat pod wodzą Roy'a Evansa pierwszy warunek spełnialiśmy, jedna do drugiego było nam daleko, mimo że raz znaleĽliśmy się w Półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów. Klub nawet był ośmieszany w Europie - choćby w 1991 roku, gdy wróciliśmy tam po zawieszeniu. Jednak tego można było się spodziewać po sześcioletnim wygnaniu.

Obecnie awans do Ligi Mistrzów jest łatwiejszy niż za czasów Evansa ze względu na zwiększoną ilość miejsc dla zespołów z ligi angielskiej. Jednak wtedy nie było takiego klubu, jak Chelsea, który w zasadzie ma zagwarantowane miejsce w czołówce tabeli ze względu na swoje astronomiczne pieniądze; nawet bardzo bogate ówcześnie Blackburn nie miało takiej przewagi, jak obecnie Londyńczycy. Każdy, kto wspomina przeszłość, musi pamiętać, że nigdy wcześniej w historii futbolu nie było takiego przypadku, jak obecny zespół ze Stamford Bridge.

Tymczasem Manchester United powrócił na szczyt, gdzie spędził większą część lat 90-tych. Jednak tej dekady już tak bardzo nie zdominowali. Czerwone Diabły scementowały swoją siłę, gdy powstała Premiership i do futbolu wkroczyły większe pieniądze. Wydali mnóstwo pieniędzy na kręgosłup swojej drużyny (prawie 100 milionów na dwóch napastników, pomocnika i obrońcę), jednak mają nadzieję, że obiecujący młodzi piłkarze zapewnią im przyszłość pełną sukcesów, ponieważ starsi (jednak wciąż znaczący) wychowankowie zbliżają się do końca swoich karier.

No i jest jeszcze Arsenal. Klub, w którym stabilność i przyszłościowe myślenie stanowią podstawę już od dobrych dziesięciu lat. W 2000 roku można było usłyszeć sfrustrowanych kibiców Kanonierów, którzy domagali się głowy Arsene'a Wengera i ja nie mogłem uwierzyć, jak bardzo są oni krótkowzroczni. Wenger miał okres czterech lat bez żadnego trofeum, jednak w tym czasie Arsenal nie był daleko od czołówki, choć w Europie im się nie powodziło i od czasu do czasu przegrywali w finale różnych pucharów (po raz kolejny dzięki Michaelowi Owenowi). Jednak w roku 2002 i 2004 poprowadził zespół do sukcesów.

Wenger teraz ma ogrom młodych piłkarzy, których szkolił od kilku dobrych lat i teraz rozgrywa swoje mecze na większym stadionie, który zwiększy zyski klubu i pomoże Arsenalowi na utrzymanie się w ścisłej czołówce. Zanim Benitez przybył do Anglii, Arsenal zazwyczaj na koniec sezonu wyprzedzał Liverpool o 15-30 punktów. Teraz sprawy wyglądają inaczej.

I mimo tych wszystkich zalet wielkich klubów, Liverpool wciąż utrzymuje swoje miejsce w elicie. Houllier poprawił wizerunek klubu w Europie dzięki zdobyciu Pucharu UEFA i awansowi do Ćwierćfinału Ligi Mistrzów, jednak już w kolejnym sezonie Valencia Rafa dała nam porządną lekcję futbolu, The Reds odpadli już w fazie grupowej i zakończyli rozgrywki ligowe na piątym miejscu, co oznaczało udział w Pucharze UEFA.

Oceniając okres pracy Beniteza, warto spojrzeć na to, że pod jego wodzą klub jeszcze nie 'zawiódł' w Pucharze Europy, w każdym sezonie awansował do fazy grupowej, a nawet dalej. No i oczywiście na przekór wszystkim zwyciężył w 2005 roku. Liverpool w ostatnich trzech latach ma lepsze osiągnięcia w europejskich rozgrywkach od pozostałych trzech czołowych angielskich zespołów. Nie powinniśmy o tym zapominać.

Żaden menadżer nie powinien żyć osiągnięciami z przeszłości (nie, żeby chciał, biorąc pod uwagę ambicje), jednak warto pamiętać o tym, co potrafi osiągnąć dany trener. Wszyscy wiemy, że wiele trzeba, żeby dwukrotnie zdobyć Mistrzostwo w silnej lidze - a także sięgnąć po Puchar Europy - i jeszcze na dodatek prowadząc dwa zespoły nieuznawane za faworytów - niewielu menadżerów może pochwalić się takimi osiągnięciami.

Dzisiejszy mecz jest ogromnym sprawdzianem dla Benitez i jego piłkarzy. Jestem pewien, że Liverpool jest w stanie wygrać różnicą dwóch bramek na Anfield, jeśli od początku narzucą wysokie tempo, a na stadionie będzie pamiętać przytłaczająca atmosfera. Jednak najpierw trzeba wywieĽć korzystny rezultat z dzisiejszego starcia.

Ludzie ciągle pragną tego 19 Mistrzostwa Anglii, które w tym sezonie jest już poza naszym zasięgiem, jednak ja mogę jeszcze poczekać rok, albo dwa, jeśli w zamian dostanę szósty Puchar Europy.

Paul Tomkins



Autor: Liverpoollover
Data publikacji: 21.02.2007 (zmod. 02.07.2020)