Osób online 975

Heroiczne, europejskie boje zawsze będą największymi

Artykuł z cyklu Artykuły


Podobno według niektórych gazet w ostatnim tygodniu byliśmy świadkami największego ‘comebacku’ w historii europejskich rozgrywek. Nie rozśmieszajcie mnie!

Zwycięstwo Middlesbrough 4-1 nad FC Basel w Ćwierćfinale Pucharu UEFA jest z pewnością wielkim osiągnięciem i należy im się wielkie uznanie za to, że mimo pierwszego przegranego 0-3 meczu udało im się awansować.

Ale najwspanialszy w historii? Przepraszam, ale to nawet się nie zbliża do największych spotkań. Miałem szczęście być na stadionie i komentować ten mecz dla Setanta Sports. To było niewiarygodne, ale nie ma co porównywać tego meczu do przynajmniej trzech, czy czterech innych europejskich spotkań. Niektóre osoby mają naprawdę krótką pamięć.

Dla większości piłkarzy Boro był to z pewnością najbardziej dramatyczny mecz, w jakim wzięli udział i również miejscowa publiczność dała z siebie wszystko, żeby stworzyć wspaniałą atmosferę. Nie wiedziałem, co sądzić po tym, jak szybko stracili bramkę, ale z potężnymi napastnikami, którzy chyba lepiej sobie radzą w Europie niż w Premiership, Boro odrobiło straty.

Jednak miałem też to szczęście być obecnym na trzech największych europejskich meczach Liverpoolu i tak szczerze mówiąc to w całym futbolu.

Uważam siebie za wielkiego szczęściarza, że zagrałem w niesamowitym Finale Pucharu UEFA przeciwko FC Bruges na Anfield w 1976 roku. Pewnie już niewiele osób pamięta ten mecz, ale zasłużenie zasługuje na miano jednego z najlepszych występów The Reds w historii. To był mój pierwszy sezon w drużynie i wydawało się, że mogę tylko marzyć o występie w Finale, jako 19-latek.

Przed tym meczem graliśmy wspaniale i byliśmy niezwykle pewnie siebie, ponieważ brakowało nam zaledwie punkty w wyjazdowym meczu z Wolves by zostać Mistrzami Anglii. Jednak Belgowie nas zaskoczyli w ten chłodny wieczór i już po 15 minutach prowadzili dwoma bramkami.

W przerwie meczu Jimmy Case zastąpił Johna Toshacka, co okazało się kluczowe dla losów meczu i gdy KK wykorzystał karnego na początku drugiej połowy wiedzieliśmy, że damy radę. Casey zdobył drugą bramkę, a Ray Kennedy po raz trzeci umieścił piłkę w siatce po raz trzeci w meczu przeciwko czołowej europejskiej drużynie, z którą dwa lata przyszło nam się zmierzyć w Finale Pucharu Europy na Wembley.

Kolejnym meczem jest spotkanie z Olimpiakosem z ostatniego sezonu. Porównuje się ten mecz z wielkim spotkaniem przeciwko St Etienne i w niektórych elementach dostrzegam podobieństwo, ponieważ mecz wzbudził wiele emocji i miał dramatyczną końcówkę. Z pewnością mecz przeciwko Grekom dał nam wiele pewności siebie, której tak bardzo na tym etapie sezonu potrzebowaliśmy i bez wątpienia ten mecz zainspirował Liverpool do póĽniejszego zwycięstwa w tych rozgrywkach.

Teraz czas na Finał w Stambule. Ten mecz nigdy nie zostanie pobity pod względem dramaturgii i na zawsze zapadnie w pamięci wszystkich, którzy byli jego świadkami. Odrobić trzybramkową stratę, w najważniejszym meczu w sezonie, przeciwko jednej z najlepszej drużyn to taki sportowy cud. Z całym szacunkiem dla Boro i całego wysiłku, jaki włożyli w ten mecz nie można tego porównywać do żadnego z tych trzech spotkań.

***

Gra w Finale Pucharu jest dla każdego piłkarza w pewnym sensie podkreśleniem jego całej kariery, a w czwartkowy wieczór Młodzieżowa drużyna Liverpoolu rozegra najważniejsze spotkanie w ich jak na razie krótkim życiu, gdy będą podejmować Manchester City na Anfield w Finale Młodzieżowego FA Cup.

Nigdy nie miałem okazji zagrać w takim Finale, ale sama gra w tej drużynie wzbudza wiele emocji. Dla tych młodych ludzi ten dwumecz z Manchesterem City jest najważniejszym wydarzeniem w ich dotychczasowej karierze i na pewno zapadnie w ich pamięci na długi czas.

Widziałem, jak grają obie drużyny w tym sezonie i spodziewam się niezwykle interesującego meczu i myślę, że wygra drużyna, która lepiej wykorzysta atut własnego boiska. Liverpool z pewnością z każdym meczem w tym turnieju gra coraz lepiej i teraz przystąpi do tego Finału z ogromną pewnością siebie, czego podstawą jest solidna defensywa i utalentowana linia ataku. Tymczasem City ma bardziej doświadczoną drużynę, w której wystąpią piłkarze, którzy grali w dorosłej drużynie City.

To będzie pierwszy Finał Młodzieżowego FA Cup dla The Reds od 1996 roku, gdy wystąpili w nim Jamie Carragher i Michael Owen. W ciągu trzech lat, gdy ja występowałem w tym zespole nie odnieśliśmy żadnych spektakularnych sukcesów, ale pamiętam, że wszyscy marzyliśmy, by kiedyś dostać szansę gry w pierwszym zespole. Niestety w ciągu tych trzech lat tylko Max Thompson spodobał się Billowi Shankly’emu, który wystawił go do składu, gdy ten miał 17 lat. Potem Max tylko kilka razy wszedł z ławki rezerwowych za kadencji Boba Paisleya.

Jednym piłkarzem, który zrobił naprawdę niezłą karierę w niższych ligach był lokalny chłopak Tommy Tynan. Niestety nie udało mu się przebić w Liverpoolu, ale był wspaniałym egzekutorem, który potrafił zdobyć bramkę z każdej pozycji.

Interesujące jest to, że Tommy trafił do tej drużynie dzięki konkursowi zorganizowanemu przez Liverpool FC i Liverpool Echo, który nosił nazwę „W poszukiwaniu Gwiazdy”. Coś w stylu współczesnego Idola, tylko tam szukano utalentowanego piłkarza, dla którego nagrodą było podpisanie kontraktu z Liverpoolem. Nie było to pokazywane w telewizji, ale jak na tamte czasy była to zupełna nowość.

Mimo, że nie grałem razem z piłkarzem, którzy potem zrobiliby oszałamiające kariery to zdarzyło mi się wystąpić przeciwko kilku takim zawodnikom. W jednym z naszych pierwszych spotkań na Anfield pokonaliśmy Nottingham Forest, gdzie grali Viv Anderson i Tony Woodcock, a potem wyeliminowaliśmy Man City z póĽniejszym reprezentantem Anglii Peterem Barnesen na skrzydle.

Życzę powodzenia chłopakom z Liverpoolu w tegorocznym Finale i mam nadzieję, że spełnią swój potencjał i będą się cieszyć grą w piłkę.

***

W tym tygodniu będziemy wspominać tragedię z Hillsborough i będzie to 17 rocznica tych okropnych wydarzeń. Jest to ciężki czas dla wszystkich fanów Liverpoolu, a zwłaszcza tych, którzy stracili tam swoich bliskich.

W czasie tragedii grałem w Belgii i mimo, że tamte zdarzenia bardzo mnie dotknęło, na pewno nie czułem tego smutku, którym ogarnięte było całe Merseyside, ponieważ byłem zbyt daleko.

W to smutne sobotnie popołudnie, gdy miały miejsce wydarzenia z Sheffield, ja przybyłem na nasz stadion w Beveren, by przygotować się do meczu. Zazwyczaj przed spotkaniem wypiliśmy sobie kawę i oglądaliśmy dobry, angielski mecz, zanim udaliśmy się na przedmeczowy posiłek.

Oczywiście tamtego dnia oglądaliśmy Półfinałowe starcie pomiędzy Liverpoolem a Nottingham Forest, ale komentarz nie był zbyt dobry, a obraz ciągle się psuł. Było pewne, że stało się coś złego, gdy fani znaleĽli się na placu gry, ale nie mogliśmy dokładnie dowiedzieć, co się wydarzyło i dochodziły do nas różne słuchy. Gdy opuszczaliśmy stadion byliśmy zaniepokojeni, ale nie wyobrażaliśmy sobie, że zdarzyła się taka tragedia i nie spodziewaliśmy się usłyszeć o śmierci kibiców.

Kilka godzin póĽniej dowiedzieliśmy się, że mecz został odwołany i zaczęły krążyć plotki, że wielu fanów straciło swoje życie tego dnia. Bardzo ciężko było nam uwierzyć, że taka tragedia jest możliwa na meczu piłkarskim, a z biegiem czasu liczba zabitych rosła i mogłem sobie tylko wyobrażać, co czuli fani wracający do domów. Dopiero następnego dnia skontaktowałem się z kolegami z Liverpoolu i wtedy poczułem ten smutek, który wypełnił moje ukochane miasto.

Wydarzenia z Hillsborough na zawsze pozostaną w naszej pamięci, jesteśmy razem dzięki naszej miłości do futbolu, a zwłaszcza do Liverpoolu, a fakt, że wszystko wydarzyło się podczas mecz dodaje tylko głębi tym zdarzeniom i jest wielką więzią, która nas łączy.

David Fairclough



Autor: Liverpoollover
Data publikacji: 11.04.2006 (zmod. 02.07.2020)