Osób online 918

Nie było kryzysu, nie ma żadnych długów.

Artykuł z cyklu Artykuły


Ostatni tydzień ukazał klasyczny problem każdego kibica. Ludzie zaczęli mierzyć istotę futbolu wahadłem, nie barometrem.

To jest dwoma skrajnościami zupełnie różniącymi się. Tak krótko można zrelacjonować sytuację Liverpoolu w ostatnich tygodniach.

Po pierwsze, było mnóstwo pogłosek o rzekomym kryzysie zespołu, co jest śmieszne. Minęło siedem dni i nagle Manchester United znalazł się w głębokim dołku. Takie myślenie jest nonsensem kiedy szanuje się ich moc.

Tylko pokonaliśmy w Lidze Mistrzów Anderlecht i w Premiership West Ham, a "zwolennicy" kryzysu nagle schowali się w cień. To nie znaczy, że podochodzimy do naszej sytuacji w lidze bardzo nierozsądnie. To także nie znaczy, że porażki nie wpływają na nas.

Jak już każdy zauważył w Lidze Mistrzów spisujemy się znacznie lepiej niż w ubiegłym sezonie, kiedy to rzutem na taśmę w meczu z Olimpiakosem awansowaliśmy do dalszej rundy.

Nasza grupa jest trochę jak mini liga- teraz to my patrzymy wstecz oglądając się za naszymi rywalami. Mamy wyborową okazję do dalszego awansu. Nie można powiedzieć, że złapaliśmy wiatr w żagle, ale wszystkich sceptyków pytam: gdzie ten kryzys?

Miałem dziwne odczucia czytając w prasie, że Liverpool popada w długi, które już wynoszą 30 mln funtów i idzie tą samą drogą co Leeds United. To jest tak zabawne, że musiałem skomentować dwa razy, by wytłumaczyć kibicom by się nie martwili.

Póki co nie ma powodu do pesymizmu. Domowe zwycięstwo 3-0 z Anderlechtem było dobrym wynikiem, podobnie jak atmosfera na trybunach. Fani byli szczęśliwi, a osiągnięcie przerażające. Udowadnia to, iż mamy lepszy zespół niż w ostatnim roku.

Inny aspekt poruszany w felietonach dotyczy liczby Anglików w drużynie. Chyba już wszyscy zapomnieli jaki wysiłek włożyliśmy w zatrzymanie Stevena Gerrarda latem. W pewnych względach to był najważniejszy transfer Anglika podczas okna transferowego, gdyż jedną nogą był już w Chelsea.

To było dla nas ważne. Wysłaliśmy w ten sposób sygnał do fanów i reszty zespołu, że nasze cele nie zakończyły się z końcem tamtego sezonu.

Możemy znów zdobyć Ligę Mistrzów.

Dostałem kilka listów, w których ludzie piszą o Stambule jako wydarzeniach odległych.

Mamy piłkarzy, którzy pokonali Juventus, Chelsea i AC Milan i zdobyli już Ligę Mistrzów. Umocniliśmy skład, który od tego z Turcji jest mocniejszy.

Praktycznie wszędzie mówi się, że Liverpool drugi raz nie wygra. Moja odpowiedĽ brzmi: Dlaczego?

Te komentarze chodziły mi po głowie ostatniej środy, gdy The Kop śpiewało nową piosenkę. Zamiast "Zwyciężyliśmy pięć razy!" zaśpiewali: "Zwyciężymy sześciokrotnie!". Moja odpowiedĽ jest dokładnie taka sama. Ważne, że The Kop wierzy.

Różne rzeczy na nasz temat można przeczytać w prasie. Ostatnio "łupem" dziennikarzy padła nasza forma ligowa. Nie ma do tego wytłumaczenia. Jedno co mogę powiedzieć tyczy się zmiany tej sytuacji. Ona napewno się zmieni. Jak The Kop tak i ja w to wierzę.

Momo z przyszłością w Reds.

Jestem rozczarowany komentarzami, że Momo Sissoko prowokował do incydentu w meczu z Anderlechtem. Nie było w tym jego winy.

Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca na żadnym stadionie. Tymbardziej, że jak na ironię miało to miejsce zaraz po Angielskiej kampanii 'Kick it out' przeciwko rasizmowi.

Nie chcę dalej polemizować na ten temat. Wygraliśmy ten mecz w wielkim stylu i w ważnym dla nas momencie, a Momo Sissoko rozegrał świetną partię. Tymbardziej to dostrzegam, gdyż to bardzo młody piłkarz, który już ukazuje dojrzałą grę.

Następne wyzwanie.

Po naszym zwycięstwie z Belgami zaskoczył mnie wynik spotkania Chelsea- Betis.

Dla nas porażka stołecznego klubu była jak najbardziej na rękę. Dzięki temu mamy wyborną okazję do awansu. Teraz najważniejszy będzie mecz z Betisem. Byłoby świetnie, gdybyśmy dopięli wszystko na ostatni guzik. Musimy więc tak zrobić. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby z nimi wygrać.

Debata na temat nowych zawodników.

Możnaby dużo debatować na temat nowych transferów. Priorytetem jest skrzydło. Tą pozycję Rafa weĽmie pod uwagę na początku okna transferowego. Transfer Marka Gonzaleza jest już ustalony, pozostaje nam czekać na pozwolenie o pracę.

Ta sytuacja przypomniała mi, że Liverpool zwykle miał problemy ze skrzydłami. Ostatnim naprawdę dobrym skrzydłowym był chyba Stevie Heighway.

Zawsze graliśmy środkiem pola. Nie zamierzamy sprowadzać byle kogo. Nie chcemy ulegać emocjom. Jeśli nie uda się sprowadzić nominalnego skrzydłowego, zawsze pozostaje Stevie, który radzi sobie na tej pozycji bardzo dobrze.

Rick Parry

Ľródło: liverpoolfc.tv



Autor: Daniel
Data publikacji: 11.11.2005 (zmod. 02.07.2020)