Osób online 1017

"Nie traćmy optymizmu"

Artykuł z cyklu Artykuły


Przez sześć dni toczyła się zacięta bitwa słowa przeciw słowom, walczyli tak zaciekle w gazetach, jak w bezpośrednim pojedynku na polach Anfield Road.

Kiedy Jose Mourinho przybył do Premiership jego pewność siebie była pewnego rodzaju nowością na wyspach i od razu dzięki temu zrzucił z pierwszych stron gazet Fergusona i Wengera. Ale w ostatnim tygodniu stracił sporo wielbicieli, którzy uważali go za niezwykle interesującego.

Nie ważne, jak bardzo chciał ukryć, że traktuje mecz w Lidze Mistrzów na Anfield, jak każdy inny, ciągle pozostaje ciężko ranny po zwycięstwie, które miało miejsce 3 maja. Mourinho jest w odwrocie. Od momentu, jak stanął na lotnisku imienia Johna Lennona zapach cierpkich winogron był nie do wytrzymania. Nikt nie uniknął jego narzekań (Fernando Morientes, Peter Crouch i pechowy liniowy), jak ujawniał swój mistrzowski plan, jak pokonać The Reds.

Po wielu próbach znalazł odpowiedĽ, zachować się, jak podczas oblężenia i liczyć na słowa współczucia.

Ciężko zignorować wspaniałe dokonanie Chelsea w Premiership od momentu, kiedy trenerem jest Mourinho, przegrali tylko raz w 45 meczach, a ich pogromcą okazał się Manchester City. W tym sezonie ich forma jest równie powalająca, ciągle niepokonani i stracili tylko dwie bramki.

Jedno spojrzenie na ich skład pokazuje różnicę pomiędzy nimi a resztą ligi. Musicie sobie zdać sprawę z tego, że oni są naprawdę dobrzy.

W środę widział efektywną drużynę, która dobrze współpracowała, ale nie siłę, której trzeba się bać. W meczach z nami oni zawsze się głęboko cofają i czyhają na szansę z kontry, żeby nas pogrążyć, styl podobny do tego, jaki prezentował Liverpool za czasów Gerarda Houllier. Kiedy odnosiliśmy sukcesy byliśmy tak samo krytykowani.

Oni nie są nudni. Nudne jest to, że w Premiership nikt nie stanowi dla nich wyzwania. Ale to jest właśnie Chelsea zbudowana z nieskończonych funduszy, na pewno przepłaconych piłkarzy, ale ciągle pełna umiejętności. Według mnie ich siła drzemie w dwóch osobach. Bramkarzu Petru Cechu, który daje pewność siebie obrońcom i niemal niemożliwością jest pokonanie go, a umiejętności Cladue’a Makelele są kluczowe w przejściu z obrony do ataku.

Jeśli Rafa mógłby wydać tyle samo pieniędzy to jestem pewien, że w Premiership gralibyśmy dużo bardziej konsekwentnie i szanse na walkę z Chelsea byłyby realne.

W Premiership dominują, ale w Europie już nie jest tak różowo, Barcelona i Bayern Monachium sprawili im duże problemy, zanim Liverpool zadał nokautujący cios.

W środę mogliśmy powtórzyć ten wyczyn, ale jednak czegoś zabrakło. Pewni w obronie, dominujący w pomocy, ale zabrakło instynktu zabójcy w ataku.

Jedyne problemy, jakie mieliśmy były po naszych błędach i jednej akcji Arjena Robbena. Wszyscy myśleli, że Mourinho dysponuje siłami, żeby z nami wygrać. Jednak okazało się, że są zadowoleni z jednego punktu, jaki udało im się zdobyć.

W niedzielę zagrali bardzo podobnie i mimo, że byliśmy wspierani przez fantastycznych kibiców tym razem Liverpool zagrał gorzej. Z pewnością pierwsze minuty meczu należały do nas, ale nasza nieumiejętność zamiany przewagi na bramki się zemściła, a z piłkarzem, jak Dider Drogba, którego wspierał trener, który był zdeterminowany, żeby zagłuszyć krytyków – Chelsea miała prawdziwego asa.

Londyńczycy nie rzucają się do szaleńczych ataków, tylko atakują tam, gdzie są najsłabsze punkty przeciwnika i potem powoli podkręcają tempo, przy pomocy takich zawodników, jak Damien Duff, Joe Cole, czy Robben.

Chelsea zaatakowała w najczulsze miejsca obrony The Reds i Liverpool popełnił niepotrzebne błędy, które okazały się kluczowe w końcowym rozrachunku.

Wynik 1-4 jest dołujący, ale nie odzwierciedla przebiegu meczu. Gdyby John Arne Riise wykorzystał swoją szansę na początku drugiej połowy to wszystko mogło się ułożyć inaczej. Skończyło się na tym, że Chelsea powiększyła swoją przewagą nad resztą stawki.

Niestety nie wydaje mi się, żeby wypuścili to prowadzenie z rąk i bardzo ciężko będzie z nimi walczyć o tytuł.

Tak, jak my wszyscy Rafa był zszokowany tym, co zobaczył w niedzielę, ale poprzednie mecze pokazują, że Liverpool robi postępy i nie można wszystkiego już teraz spisać na straty. Rafa na pewno nie może się doczekać kolejnego okna transferowego, a do tego styczniowego jest jeszcze trochę czasu.



Autor: Liverpoollover
Data publikacji: 05.10.2005 (zmod. 02.07.2020)