LIV
Liverpool
Towarzyski
27.07.2024
01:30
BET
Real Betis
 
Osób online 1751

Juventus zgładzony w Turynie – chwalmy Rafalution

Artykuł z cyklu Artykuły


Jak ja mam napisać podsumowanie meczu, jeśli moje palce bez przerwy się trzęsą, także ciągle mam oczopląsy, mam otwarte usta przygotowane do obgryzania paznokci, albo ciągle trzymam kciuki.

Oglądanie takiego meczu to coś zbliżonego do chińskich tortur. Nie bawisz się tymi meczami Ty je przeżywasz. Kibice mogą oglądać 4-5 takich spotkań na sezon, więcej niż tyle grozi zawałem serca i jest tak szkodliwe, jak palenie 200 papierosów dziennie (stojąc na stacji benzynowej po kostki w benzynie).

W dwumeczu wygrała drużyna lepsza. Mogę to powiedzieć, mimo, że ledwo, co mogę mówić i najpierw pisałem: ocer thh twi ligs tha nest ream eon (mam nadzieję, że w takich okolicznościach wybaczycie mi to). Spowodowaliśmy, że Juventus wyglądał zwyczajnie w obu meczach. Nie pozwoliliśmy im na grę, oprócz drugiej połowy na Anfield, kiedy my byliśmy zmęczeni, a oni nie, ponieważ nie grali meczu w weekend i za to zapłaciliśmy. Nawet w takim momencie udało im się tylko zdobyć bardzo szczęśliwą bramkę. Dziękuje Bogu, że Scott Carson może się teraz szeroko uśmiechać.

Brazylijczyk Emerson (który miał to szczęście grać na Anfield w barwach Romy w przegranym 0-2 meczu) powiedział, że nie tyle, że Juventus miał pecha, ale także, iż „Liverpool nie ma dobrego składu”. Stwierdził również, że nie ma takiej możliwości, żeby Liverpool nie stracił bramki w Turynie.

Teraz zacytuję Homera Simpsona: „D’oh!”

Fabio Capello, który był menadżerem tamtej drużyny miał więcej respektu dla The Reds, ale na pewno musi nienawidzić Liverpoolu, ponieważ już po raz drugi wyeliminowali jego drużynę z Ligi Mistrzów. Pavel Nedved powiedział, że zwycięzca tego dwumeczu, wygra Ligę Mistrzów i miejmy nadzieję, że jego przepowiednia się spełni.

Może się mylę, choć pomeczowa histeria już trochę minęła, ale mogę przysiąc, że Xabi Alonso (Legenda Liverpoolu w tworzeniu) nie tylko, zagrał pierwszy mecz od czterech miesięcy, ale grał wspaniale i Djibril Cisse, którego nie widzieliśmy na boisku od września, wszedł na boisko, jako zmiennik (najlepszy moment w sezonie) i The Reds wybiegali sobie zwycięstwo 2-1 w dwumeczu. W drugiej połowie Liverpool był drużyną lepszą i ludzie, mimo słabej formy w lidze muszą traktować Beniteza poważnie. WyobraĽcie sobie, co on może zrobić z pełni zdrowym składem (ciągle nie miał tego luksusu, żeby wystawić najsilniejszą jedenastkę), gdyby wspaniali piłkarze zostali poprowadzeni przez niego i można by jeszcze kogoś kupić.

Jednak najlepsze w tym wszystkim jest to: Liverpool do meczu z Chelsea podejdzie skazany na porażkę. W końcu The Reds nie wydali 278 milionów funtów, żeby awansować do półfinału. Chelsea wydała te pieniądze w akcie desperacji, żeby, choć trochę mieć tak barwną historię, jak Liverpool i jest pod ogromną presją. Liverpool był faworytem do odpadnięcia w każdej fazie, nawet nie byli faworytami, żeby załapać się do kwalifikacji Champions League. Teraz Liverpool z pewnością chce wygrać, ale i tak półfinał to bardzo dobre osiągnięcie. Chelsea po prostu musi wygrać, patrząc na ich ligową formę i wydane pieniądze.

Ta sytuacja jest bardzo podobna do tego, że Chelsea nigdy nie mogła pokonać Arsenalu ( co im się w końcu udało zrobić trzy razy w ostatnim sezonie), pokonała Kanonierów w najmniej spodziewanym momencie i wyeliminowała ich z Ligi Mistrzów. Chelsea może sobie myśleć, że ma nad nami ogromną przewagę, ale kiedy presja była na nas, kiedy graliśmy w Cardiff (wszyscy mówili, że to nasza ostatnia szansa na jakieś trofeum w tym sezonie) to tym razem Londyńczycy grają pod ogromną presją. Może w końcu także szczęście się do nas uśmiechnie: powinniśmy mieć dwa karne w meczu na Anfield, jednego w Finale Carling Cup, głupi samobój na 9 minut przed końcem w Cardiff i kolejny gol Chelsea po rykoszecie w Nowy Rok. I w końcu, jak wiele Frank „kolejny gol po rykoszecie” Lampard jest winny Xabi’emu Alonso za wszystkie łzy wylane przez Hiszpana?

W drużynie The Reds nikt nie będzie zawieszony i – odpukać w niemalowane – Stevie Gerrard wróci do gry (oczywiście, jeśli znajdzie się dla niego miejsce w składzie). Także Xabi Alonso wróci do zdrowia, Djibril Cisse, który chciał grac na własną prośbę, może już będzie gotowy na 100%. Pierwszy raz w tym sezonie powinniśmy grać z Chelsea w naszym najsilniejszym zestawieniu, ale także z pewnością siebie po zwycięstwach z finalistami Ligi Mistrzów z ostatnich lat – AS Monaco, Bayerem Leverkusen i Juventusem. Również wyeliminowaliśmy Półfinalistę z ostatniego sezonu – Deportivo La Coruna.

Ciężko wytypować bohaterów w takim meczu. Jednak Alonso był najlepszy, wspaniale podawał i potrafił zachować stoicki spokój (także przyćmił Nedveda), ale nikt nie zawiódł drużyny, nawet Milan Baros, który nie rozegrał najlepszego meczu, biegał, biegał i jeszcze raz biegał. Traore momentami doprowadzał fanów do szału, jednak wygrał mnóstwo ważnych górnych piłek Nawet Le Tallec, który na początku sezonu był wypożyczony (jak szczęśliwy jest teraz?) i Vladimir Smicer przyczynili się do tego sukcesu. Igor po raz kolejny zaliczył bardzo doby występ, a Steve Finnan znowu udowodnił, że jest najlepszym prawym obrońcą w kraju.

Dwóch piłkarzy zasługuje na specjalne wyróżnienie: Sami Hyypia, który grał tak dobrze, jak nigdy i Jamie Carragher, razem pozwolili stworzyć Włochom zaledwie jedną okazję do zdobycia bramki.

To był wspaniały występ z defensywnego punktu widzenia, The Reds cały czas kontrolowali wydarzenia na boisku i Rafa wyraĽnie przewyższył taktycznie swojego nauczyciela (uczeń przerósł mistrza). Riise grał trochę cofnięty, co spowodowało, że Traore grał takiego ‘fałszywego środkowego obrońcę’. Największą niespodzianką było to, że kiedy mecz zrobił się trochę bardziej otwarty, to Liverpool stworzył najlepszą okazję w meczu i wiele takich małych okazji, a najlepszą sytuacją Juventusu była kolejna główka Cannavaro.

To z pewnością jeden z wspaniałych wieczorów w historii The Reds, ponieważ tym razem Liverpool nie był faworytem, jak to miało miejsce w przeszłości. Także trzeba pamiętać o wielu kontuzjach, które skomplikowały życie Rafie, co spowodowało, że wykorzystał każdego piłkarza, którego miał w kadrze, co do jednego. To pozwoliło na awans do półfinału.

Każdy piłkarz ma kilka minut w Lidze Mistrzów. Zapomnijmy o tym, że rezerwy grają średnio w tym roku i pamiętajmy, że wielu z tych piłkarzy miało duży udział w awansie do Finału Carling Cup i odegrali swoją rolę, żeby doprowadzić Liverpool do kolejnego spotkania z Chelsea, tym razem w Lidze Mistrzów. Wielcy piłkarze stanęli na wysokości zadania, ale bohaterami są także: Welsh, Potter, Warnock, Le Tallec, Sinama-Pongolle, Mellor i Carson. Może ktoś mi teraz powie, że Liverpool to drużyna jednego zawodnika.

Pewność siebie, jaką drużyna zaczerpnie z tego zwycięstwa jest ogromna, ale teraz czeka nas jakiś mecz z Tottenhamem, który miał wolne w tym czasie, jak Liverpool grał z Juventusem. Na pewno Alonso będzie miał kłopoty, żeby się zmobilizować i dać radę zagrać pełen 90 minut w tym meczu. Jednak na Anfield gramy wspaniale w każdych rozgrywkach. Liga Mistrzów, może pomoże w zdobyciu 4 miejsca, może przeszkodzi, jednak na pewno pomoże klubowi.

Powoli wszystko zaczyna wyglądać coraz lepiej (przynajmniej w Europie, gdzie jest niemal perfekcyjnie). Piłkarze wracający po kontuzjach dodadzą wiary w siebie. Z osobistego punktu widzenia ten mecz przypomniał mi o wydarzeniu z 1988 roku, kiedy to Liverpool najprawdopodobniej rozegrał najlepszy mecz w historii pokonując Nottingham Forest 5-0 na Anfield Road.

Czasem prezenty są zapakowane na czerwono.

Ľródło: redandwhitekop.com



Autor: Liverpoollover
Data publikacji: 15.04.2005 (zmod. 02.07.2020)