EVE
Everton
Premier League
24.04.2024
21:00
LIV
Liverpool
 
Osób online 1093

19.10.2014, QPR 2:3 Liverpool

Artykuł z cyklu Oceny LFC.pl


Prezentujemy Państwu oceny redakcji LFC.pl za niedzielny mecz z Queens Park Rangers. Podopieczni Brendana Rodgersa po słabym spotkaniu cudem uratowali trzy punkty. Samobójcze trafienie Dunne'a w drugiej połowie dało the Reds prowadzenie, lecz w 87 minucie wynik wyrównał Vargas. Minutę przed regulaminowym końcem spotkania bramka Coutinho znów dawała Liverpoolowi wygraną, jednak chilijski napastnik ponownie trafił do siatki. Na szczęście w ostatniej akcji meczu Caulker skierował podanie Sterlinga do swojej bramki.

WYJŚCIOWA XI:

Simon Mignolet - GRACZ MECZU - 7,5 - Po wielu nieprzekonujących meczach Belga nareszcie doczekaliśmy się spotkania, w którym naprawdę zaimponował. Dziurawa obrona Liverpoolu przepuszczała ataki rywala jak sito, to właśnie dzięki interwencjom Mignoleta możemy cieszyć się z trzech punktów. Już w pierwszych minutach meczu dobrze poradził sobie z obroną sytuacji sam na sam. Przeciwnicy zasypywali go strzałami, ale Belg za każdym razem stawał na wysokości zadania, zwłaszcza przy potężnym strzale Sandro ze skraju pola karnego. Na minus możemy zapisać mu niepewne wyjście do dośrodkowania, pamiętajmy jednak, że Skrtel wcale nie ułatwił mu tego zadania. Przy wpuszczonych bramkach był bez szans.

Jose Enrique - 3,5 - Jeżeli ktoś uważał, że po transferze Moreno nasza lewa obrona jest solidnie obsadzoną pozycją to wczorajszy występ Hiszpana odarł go ze złudzeń. Jose Enrique pokazał swoją słabość już na początku spotkania, kiedy napastnik QPR schodzący do środka pola karnego minął go jak dziecko. To przez jego fatalne krycie straciliśmy pierwszą bramkę. Gospodarze mieli okazję do jej zdobycia o wiele wcześniej, kiedy lewy obrońca Liverpoolu dał uciec Henry'emu, który wystawił piłkę Ferowi jak na patelni. W ostatnich minutach meczu nie pokrył Vargasa, a ten bez problemu wbił piłkę do siatki. Wygląda na to, że Hiszpan jeszcze nie powrócił do siebie po kontuzji, a brak regularnych występów skutecznie zabił jego formę. Jedynym atutem Jose Enrique, który zachował z dawnych lat pozostała jego siła.

Dejan Lovren - 5,5 - Bardzo niekonsekwentny występ Chorwata. Dobrze zaczął mecz, ale potem nie najlepiej radził sobie z Bobbym Zamorą. Potem zostawił Sandro zbyt wiele miejsca, dając Brazylijczykowi możliwość przetestowania Mignoleta silnym strzałem z dystansu. Razem z Johnsonem nie zatroszczyli się o krycie rywala w końcówce, przez co Belg po raz kolejny musiał ratować nam skórę. Obrońca zanotował wiele skutecznych wybić i interwencji. W jego grze było dużo chaosu, jednak mimo wszystko możemy pochwalić Lovrena za powstrzymanie kontry QPR po rzucie rożnym dla Liverpoolu.

Martin Skrtel - 5 - Interwencja Słowaka pod bramką, w której minął się z piłką i pozwolił Austinowi na zagrożenie bramce Liverpoolu dosłownie zmroziła serca kibiców. Tylko szczęście sprawiło, że nie piłka nie znalazła się w siatce. Skrtel starał się oddalać zagrożenie kiedy tylko mógł, ale od czasu do czasu grał bardzo nerwowo.W jednej sytuacji wybił piłkę wprost pod nogi rywala, a chwilę potem nie dosięgnął do jego dośrodkowania i zderzył się z Mignoletem. Popełniał sporo błędów, a za ostre wejście został upomniany żółtą kartką.

Glen Johnson - 4,5 - Razem z Hendersonem i Skrtelem wziął udział w kuriozalnej komedii pomyłek na początku spotkania, kiedy nie doszedł na czas do zrykoszetowanej piłki, a po kilku sekundach QPR znalazło się w groźnej sytuacji bramkowej. Anglik był fatalny w obronie, nie stanowił dla rywali żadnej przeszkody. Często zapędzał się na połowę rywala, gdzie próbował swoich sił w ofensywie. Oddał dwa niegroźne strzały, raz po łatwej stracie piłki gospodarze przeprowadzili niebezpieczny kontratak jego flanką. Wkład Anglika w atak byłby całkowicie bezproduktywny, gdyby nie zagranie w pole karne, które Dunne zamienił na piękną i jakże potrzebną bramkę.

Emre Can - 5,5 - W pierwszej połowie pokazał się z dobrej strony, przytomnie rozdawał podania i wychodził spod pressingu, jednak z czasem wyraźnie przygasł. Widać było po nim oznaki niedawnej kontuzji, zwłaszcza w momencie, kiedy nie nadążył za rozpędzoną akcją QPR zakończoną strzałem Fera w obramowanie bramki. Próbował pójść w ślady Hendersona i być we wszystkich miejscach na boisku jednocześnie, ale w tym aspekcie wiele mu brakowało do naszego mistrza, w rezultacie nasz środek pola często pozostawał narażony na ataki rywala. W drugiej części spotkania bezmyślnie kopnął Sandro w krocze tuż przed polem karnym, czym podarował gospodarzom świetną okazję do zagrożenia bramce Mignoleta. W 65 minucie zastąpił go Joe Allen.

Jordan Henderson - 6,5 - Rozegrał kolejny dobry mecz, ale nie ustrzegł się błędów. W pierwszych minutach spotkania nie udało mu się opanować piłki, a dalszy koncert pomyłek doprowadził do groźnej sytuacji bramkowej gospodarzy. Dzielił i rządził w środku pola, skutecznie regulował grę długimi podaniami. Był bardzo dynamiczny, mocno angażował się w pressing. Po podaniu Gerrarda fantastycznie wybiegł na wolne pole, opanował piłkę i zagroził golkiperowi rywala, jednak sędzia niesłusznie odgwizdał spalonego. Na ogół dobrze współpracował z Adamem Lallaną, jednak w drugiej połowie zmarnował świetną akcję przeprowadzoną po kontrze. W ostatnich minutach nie upilnował Vargasa przy rzucie rożnym, przez co straciliśmy prowadzenie i do ostatnich sekund meczu musieliśmy gonić wynik.

Steven Gerrard - 6 - Po dłuższym okresie wystawiania Gerrarda jako cofniętego rozgrywającego Rodgers przesunął kapitana na wysuniętą pozycję za plecami napastnika. Nie radził tam sobie najlepiej, wydawał się nieco zagubiony (dosyć często traciliśmy przez niego posiadanie), a jego małe zaangażowanie w pressing pozwalało QPR na swobodne rozgrywanie piłki. W drugiej części gry menedżer zdecydował się go nieco cofnąć, co pomogło mu nieco odżyć. Posłał piękne firmowe podanie do Balotellego, jednak Włoch został zablokowany. Niedługo potem otrzymał dobrą piłkę od Włocha w polu karnym, ale nie był w stanie znaleźć dobrej pozycji do strzału i jego uderzenie minęło się z bramką. Kwestia optymalnej pozycji dla Stevena wciąż jest otwarta.

Adam Lallana - 6 - Po dwóch obiecujących spotkaniach Anglik był mało widoczny. Wprawdzie angażował się w kombinacyjne akcje, dobrze dogrywał piłki, a kiedy było trzeba wracał do obrony, ale wyraźnie brakowało mu dawnej iskry. Wszyscy oczekiwaliśmy od niego o wiele więcej. Po 65 minutach gry zmienił go Philippe Coutinho.

Mario Balotelli - 3 - To właśnie Włoch stał się obiektem największej krytyki po meczu, głównie za sprawą sytuacji, w której po strzale Lallany nie trafił na pustą bramkę. Takie sytuacje zdarzają się nawet najlepszym, z pewnością można by było puścić ją w niepamięć, gdyby nie narastająca irytacja spowodowana stylem gry Mario. Nie można odmówić mu tego, że się stara, ostatnio nawet próbuje wychodzić na pozycje i o wiele mniej fauluje, jednak jego styl wydaje się być całkowitym przeciwieństwem dawnych idei Rodgersa. Gra zbyt indywidualnie, przez co łatwo traci piłkę, a co gorsza ciągle spowalnia nasze akcje czy to brakiem ruchu w kierunku przewidywanego kierunku podania, czy też bezsensownym przetrzymywaniem piłki. Pokazał kilka dobrych zagrań, na przykład niezłe podanie wypuszczające Sterlinga na wolne pole, ale na ogół ignorował lepiej ustawionych kolegów. Jakość jego strzałów woła o pomstę do nieba, ale to nie najsłabszy element gry Włocha - jest nim myślenie. Balotelli będzie mógł być dla nas wartościowym piłkarzem dopiero wówczas, gdy zacznie lepiej czytać grę. Dopóki się to nie stanie będzie dla kolegów tylko balastem.

Raheem Sterling - 7 - Angielski skrzydłowy pokazał, jak niedorzeczne były słowa Roya Hodgsona o jego przemęczeniu. Raheem biegał za trzech, ciągle napędzając ofensywę Liverpoolu. W pierwszej połowie spotkania posłał piękną prostopadłą piłkę do Balotellego, w drugiej rozegrał ładną kombinacyjną akcję z Lallaną w polu karnym przeciwnika. Zaimponował świetnie schodząc ze skrzydła i zagrywając w pole bramkowe, ale Balotelli był wtedy w swoim własnym świecie... Sterling odegrał wielką rolę w zwycięstwie Liverpoolu współpracując z Coutinho przy jego bramce i 'wymuszając' samobójczego gola Caulkera w ostatniej akcji meczu. Rodgers będzie musiał przemyśleć jego optymalną pozycję na boisku, wydaje się, że prawa flanka w pewnym stopniu go ogranicza.

REZERWOWI:

Philippe Coutinho - 7,5 - Brazylijczyk wszedł za Adama Lallanę i od razu rozpoczął groźny rajd na bramkę rywala. Filigranowy pomocnik czarował swoim dryblingiem, skupiając na sobie uwagę przeciwników i przytomnie odgrywając piłkę. Publiczność na Loftus Road oniemiałą, kiedy w krótkim czasie ośmieszył dwóch rywali w stylu Luisa Suareza. Po wyrównaniu przez QPR przeprowadził fantastyczny rajd lewą stroną boiska i strzelił bramkę na 1:2. Po wyrównaniu stanu gry przez Rangersów świetnie wyprowadził Raheema Sterlinga na pozycję, a sekundę później piłka trzepotała już w siatce. W obecnej formie Coutinho zdecydowanie góruje nad Lallaną, pytanie, czy znany ze swojej niekonsekwencji pomocnik będzie w stanie ją utrzymać.

Joe Allen - 5,5 - W 65 minucie zastąpił Emre Cana. Próbował uspokoić grę, ale na niewiele się to zdało - do końcowego gwizdka zaliczył zaledwie sześć kontaktów z piłką. Miał szansę wybić strzał Vargasa prowadzący do drugiej bramki gospodarzy, ale piłka leciała zbyt szybko.

Kolo Toure - bez oceny - Wbiegł na ostatnie chwile meczu, by bronić szczęśliwie wywalczonej wygranej.



Autor: PiotrekB
Data publikacji: 20.10.2014 (zmod. 02.07.2020)