LIV
Liverpool
Premier League
14.04.2024
15:00
CRY
Crystal Palace
 
Osób online 1022

02.02.2016 Leicester City 2:0 Liverpool

Artykuł z cyklu Oceny LFC.pl


Liverpoolowi nie udało się zdobyć ani jednego punktu na trudnym terenie lidera tabeli. Mimo epizodycznych fragmentów dobrej gry, podopieczni niemieckiego szkoleniowca musieli uznać wyższość piłkarzy Leicester City. Jak zagrali The Reds?

Simon Mignolet: 7/10, MOTM

Przy bramkach gospodarzy niemal bezradny. Dwoił się i troił, wyciągając dwie-trzy bardzo trudne do obrony strzały. W mojej opinii, żadna ze straconych bramek nie obciąża jego konta, choć wiele osób może dyskutować nad zasadnością wychodzenia z pola bramkowego przy pierwszym golu. W mojej jednak opinii, postawa Belga była jak najbardziej prawidłowa. Nie mógł przewidzieć tego, że Sakho przewróci się o swoje własne nogi a Vardy'emu wyjdzie tak doskonały strzał, będący jednym z mocnych kandydatów do gola sezonu.

Nathaniel Clyne 4/10

Przyzwyczaił nas do spotkań rozgrywanych na wysokim "C" i trzeba mu oddać, że na tle kolegów z bloku defensywnego wypadł względnie dobrze. Wykreował gospodarzom jedną groźną sytuację, gdy "na pamięć" podawał do Lucasa, jednak w ostatecznym rozachunku trudno winić go za utracone gole. Usiłował rozciągać grę pod bramką rywali, jednak wczorajszego wieczora jego koledzy z drugiej linii niezbyt kwapili się do gry.

Dejan Lovren: 4/10

Były to pierwsze ligowe zmagania w których przyszło mu brać udział po kontuzji, która wyłączyła go z gry na kilka tygodni. Radził sobie przeciętnie, kilka razy dając się ograć jak dziecko jednak w kluczowych momentach zazwyczaj podejmował niezłe decyzje. W miarę precyzyjnie adresował podania do kolegów z drugiej linii, choć można się doszukiwać jego winy przy bramce na 2-0 dla gospodarzy. Jednak tego dnia głównym generatorem problemów Liverpoolu w defensywie był pewien gentelmen z zapadającą w pamięć fryzurą.

Mamadou Sakho: 3/10

Zagrywał fatalnie, potykał się o własne nogi a jego składanie się do podań sprawiało, że mój telewizor zaczynał mieć już dość. Trudno znaleźć jakieś pozytywne akcenty opisujące grę Francuza zarówno w tym meczu, jak i w kilku ostatnich spotkaniach. Z ostoi defensywy przeszedł długą drogę aby po meczu z Leicester City stać się współwinnym obydwu utraconych bramek, będąc na dodatek zawodnikiem który dopuścił do kilku bardzo niebezpiecznych sytuacji w naszym polu karnym. Usiłował szukać piłki wpolu karnym gospodarzy przy stałych fragmentach gry, jednak bezskutecznie. Wczorajszy wieczór Francuz musi jak najszybciej wymazać z pamięci.

Moreno: 4/10

Biegał, wrzucał, biegał z powrotem na swoją flankę defensywy, bo koledzy nie kwapili się do asekurowania jego pozycji i tak przez całe 90 minut. "Hiszpański Ekspres" nie dojechał zbyt daleko, jednak trudno winić Alberto Moreno za niemoc pozostałych piłkarzy w czerwonych koszulkach.

Lucas Leiva: 3,5/10

Błysnął kilkoma bombami, które zatrzymywały się w wyższych partiach sektora zajmowanego przez kibiców gospodarzy. Kilka razy ładnie zaasekurował Mamadou Sakho, jednak tego wieczoru to było po prostu za mało aby zatrzymać niezwykle groźnie poczynających sobie w grze z kontry zawodników gospodarzy.

James Milner: 4,5/10

Czwórka za grę i dodatkowe pół punktu za bieganie. Często dawał się osaczyć nieopodal narożnika, nie można też powiedzieć wiele dobrego o egzekwowanych przez Jamesa stałych fragmentach gry. Mimo wszystko - jak na ironię - był jedną z wyróżniających się postaci na tle ospałych kolegów.

Emre Can: 4/10

Dwa razy znalazł się w doskonałych sytuacjach strzeleckich, jednak obydwie zmarnował. Niezbyt widoczny w defensywie. Sprawiał wrażenie faceta, któremu ktoś wyszeptał do ucha, że najlepszym sposobem będzie przedryblowanie całej drużyny gospodarzy i pokonanie golkipera z duńskim paszportem mierzonym strzałem pod poprzeczkę. Żadnego elementu tego planu nie udało się naszemu zawodnikowi wdrożyć w życie.

Jordan Henderson: 3,5/10

Powinna być trója, jednak ze względu na jubileuszowy mecz jest dodatkowe 0,5 do oceny w pakiecie ;) A tak na poważnie: przypominał tego Hendersona, którego Brendan Rodgers niemal sprzedał za kilka milionów funciaków do bynajmniej nie topowego klubu. Można więc powiedzieć, że dla naszego kapitana ten mecz faktycznie stanowił pewnego rodzaju powrót do przeszłości. Oby kolejne 99 spotkań znowu zagrał na wysokim"C', do czego na przestrzeni minionego roku zdążył nas przyzwyczaić.

Adam Lallana: 4/10

W pierwszej połowie robił dym, jednak wraz z utratą nadziei na dobry wynik zawodów, gasł w oczach. Po niesamowitym come-back'u jaki zanotował w meczu z Norwich wrócił do świata przeciętności. Trudno nie zauważyć serca do walki, jednak wczoraj to było zbyt mało aby Adam utrzymał Liverpool w grze. A przecież tego należy oczekiwać od graczy z jego charakterystyką.

Roberto Firmino: 2.5/10

Stłamszony przez doskonale poukładaną defensywę gospodarzy. Nie miał nic do powiedzenia z czego zdawał sobie świetnie zdawać sprawę, cofając się coraz bardziej, aż w pewnym momencie spotkania operował już przy linii środkowej boiska. Wydaje się, że jego wiedza na temat tego, jak radzić sobie z typami pokroju Hutha jest jeszcze niewielka. Kilka technicznych sztuczek to za mało, żeby zrobić jakieś wrażenie na rosłym Niemcu. Oby za rok, podczas kolejnego starcia obydwu ekip Roberto był lepiej przygotowany, bo nikt nie może mu odmówić ogromnego potencjału.

Rezerwowi:

Christian Benteke: 2/10

Wszedł jako wielkolud z dobrym strzałem i dryblingiem, który miał stanowić przeciwwagę dla defensywy Leicester. I tyle. Dwa razy usiłował rozgrywać, nie jestem w stanie przypomnieć sobie czy nasz Belg zdołał oddać choćby jeden strzał na bramkę Leicester.

Joe Allen: 6/10, wyjściowa

Nasz "zbawiciel", jedyny który choćby zdawał się być w formie przed tym spotkaniem tym razem nie wpłynął na losy widowiska. Widać po nim, że jest głodny gry. To akurat dobrze.

Joao Carlos Teixeira: brak oceny

Dostał kilka minut. Kilka razy dotknął piłki.



Autor: Kinio25
Data publikacji: 03.02.2016 (zmod. 02.07.2020)