Osób online 908

25.02.2016 Liverpool 1:0 Augsburg

Artykuł z cyklu Oceny LFC.pl


Święta, święta… no i po świętach. Dla niektórych graczy było to niezbyt szczęśliwe przedwczesne Boże Narodzenie. Ale przynajmniej jeden z niemieckich menedżerów dostał na koniec prezent od swoich piłkarzy. Który z graczy zasługuje na pochwałę, a który na rózgę?

WYJŚCIOWA XI:

Simon Mignolet – 7,5

Kilka razy ratował nam skórę. Po błędzie Lucasa, kiedy wyszedł z bramki, nieco ograniczając pole do manewru Caiuby’emu. Po wyjściu Wernera w 71. minucie kiedy udało mu się w ostatniej chwili wybić mu piłkę. Nieźle też sparował strzał z dystansu Stafylidisa. Poprawnie na linii, nieźle na przedpolu, a nawet dokonał rzeczy niemożliwej w postaci celnego podania pod presją.

Nathaniel Clyne – 7,5

Całkiem dobry występ Anglika, szczególnie na początku, kiedy miał możliwość podłączania się do szybkich ataków tuż po przejęciu piłki. Dynamiczny, zwrotny i konkretny, jak przy szybkim przejęciu piłki po jedynej przewrotce Milnera jaką można uświadczyć w jego wykonaniu i następnie podaniu pomiędzy nogami zawodnika Augsburga. Mimo, że w żadnym elemencie nie był genialny, potrafił zacierać wszelkie niedoskonałości umiejętnością szybkiego podejmowania decyzji. Miano najnormalniejszego nabytku z Southampton ma już dawno w kieszeni.

Lucas Leiva – 4

Zawodnik, który w praktyce stosuje zasadę „divide et impera”, tj. dzielić kibiców i rządzić w destrukcji – zarówno ofensywy rywala, jak i defensywy swojego zespołu. Chociażby w 1. minucie, gdzie po jego niecelnym podaniu i następnie nieudolnym wyjściu po piłkę, Caiuby miał niezłą okazję na zdobycie gola. W 35. minucie ponownie nieodpowiedzialnie zagrał do wspomnianego gracza gości, który cudem nie zakończył tej akcji bramką. W swoim unikalnym stylu sfaulował też Bobadillę blisko pola karnego w końcówce spotkania. Ratuje go kilka ważnych odbiorów, przejęć i fakt, że zdumiewająco dobrze radził sobie w powietrzu, ale powiedzmy sobie szczerze – to tak, jakby ktoś zaśpiewał przyjemną piosenkę by za chwilę rzucić w słuchaczy granatem.

Mamadou Sakho – 8 GRACZ MECZU

Odpowiedział celną ripostą na ostatnią krytykę pod jego adresem. Znacznie lepiej od Lucasa wychodziło mu utrudnianie życia przeciwnikowi bliżej środkowej strefy. Utrudnianie, bo bardziej od szlifowania statystyk dotyczących odbiorów, skupiał się na uniemożliwieniu ofensywnym graczom Augsburga zawiązania jakiejkolwiek akcji. Grał agresywnie, ale nie tracił przy tym głowy. Nawet jego faul z 68. minuty bliżej pola karnego wydawał się odgwizdany lekko na wyrost. Mimo, że rozsądek podpowiadałby, żeby tytuł gracza meczu powędrował do rewelacyjnego Coutinho, to ze względu na niezwykłą przydatność Francuza, stawiam właśnie na niego.

Alberto Moreno – 6,5

Pokazał się głównie w akcji, w której po zgraniu futbolówki do Firmino, Brazylijczyk instynktownie oddał strzał z pierwszej piłki na bramkę. Mimo, że technicznie jest lepszy od Clyne’a, Anglik bije go na głowę w ustawianiu się na boisku. Po raz kolejny Hiszpan miał problem z powrotem na własną połowę, co tworzyło spory korytarz dla zawodników gości. Nieco też kulała celność podań. Ale zaliczył kilka udanych dryblingów i całkiem nieźle sobie radził przy pressingu przeciwnika. Ogólnie występ na mały plus.

Emre Can – 6,5

Tragedii nie było, fajerwerków również. Ładnie zagrał do Coutinho w 39. minucie, kiedy po podaniu Brazylijczyka Sturridge trafił w słupek. Poza wspomnianą akcją i kilkoma drobnymi wypadami, nie błyszczał ani w rozgrywaniu piłki, ani w pressingu. Kilka razy pomógł w defensywie i pokazał się bliżej pola karnego rywala.

Jordan Henderson – 7,5

Kapitan powoli wraca do gry. Był mniej widoczny od Milnera w pressingu wyłącznie dlatego, że stosował go w bardziej przemyślany sposób, a i tak nie zapomniał zostawić płuc na boisku. Nie jest jeszcze w optymalnej formie, co widać było przy dłuższych podaniach, ale potrafił odnaleźć się w ofensywie. Szkoda, że nie strzelił gola po wykorzystaniu zamieszania w szeregach rywala i przejęciu piłki w polu karnym. Dokładność przy „hollywood passach” przyjdzie z czasem, jednak w niemal każdym elemencie był co najmniej bardzo solidny.

James Milner – 7

Zdobył bramkę z rzutu karnego. Podobnie jak kolega powyżej, mocno angażował się w każdej strefie boiska. Gorzej, że ambicja i stabilna forma nie idą u niego w parze z myśleniem. To piłkarz, którego da się lubić za waleczność, ale trudno wielbić za brak boiskowej dojrzałości. Nie da się też przejść obojętnie koło rzutów rożnych, gdzie wcielił się w rolę „odwróconego Roberto Carlosa”. Na dziesięć prób udało mu się sześć razy trafić w piłkarza Augsburga i po mistrzowsku zepsuć zagranie po ziemi. Ale za harcerską postawę, poza stałymi fragmentami, dostaje przyzwoitą notę.

Phillipe Coutinho – 8

Motor napędowy ofensywnego trio. Grał błyskotliwie i ambitnie, czego dowodem są głównie dwie sytuacje. Pierwsza z 21. minuty, kiedy najpierw sprytnie wyczekał podanie Koo, by po chwili przejąć piłkę i rozegrać ją ze Sturridge’em i oddać strzał na bramkę Hitza. Druga, kiedy przyczaił się na podanie od wspomnianego bramkarza do obrońcy gości i od razu wygarnął futbolówkę, z czego ponownie skorzystał nasz snajper. Jak już napisałem przy okazji oceny Cana, prawie też zanotował asystę przy słupku Daniela. Na pierwszy rzut oka widać, że brakowało Brazylijczykowi kolegów, którzy nie zapadną się pod ziemię przy pierwszej lepszej próbie klepki.

Roberto Firmino – 7,5

Na początku mógł nieco irytować egoistycznymi strzałami, ale później nieźle wkomponował się w popisy kolegów z ofensywy. Błysnął w kilku sytuacjach, ale przede wszystkim pokazał, że cholernie trudno odebrać mu piłkę. Niektórzy kibice porównują go z Suárezem, ale nie musi nim być – przynajmniej nie jak uczestniczy w trio złożonym z Coutinho i Sturridge’a.

Daniel Sturridge – 7,5

Poza skutecznością był to Sturridge, na którego wszyscy czekaliśmy. W poprzednich meczach było widać lekką ostrożność w poruszaniu się po boisku i uczestniczeniu w ataku Anglika. Teraz był po prostu wszędzie. Podobnie jak w przypadku Firmino – jeśli sam gdzieś niecelnie nie zagrał piłki to obrońcy, nawet w większym tłoku, zwyczajnie nie byli w stanie mu jej odebrać. Miał swoje okazje, z którymi nie będę się jednak powtarzał. Jeśli wskoczy na swój poziom strzelecki, demony oskarżeń o brak ambicji odejdą w zapomnienie – razem z irracjonalnymi historiami wiążącymi jego wiarę z podejściem do futbolowych obowiązków.

REZERWOWI:

Divock Origi – 6,5

Zrobił to, co do niego należało. Utrzymywał się przy piłce i pokazywał się w coraz bardziej śladowych akcjach ofensywnych. Tak jak w akcji z 85. minuty, gdzie może Belg nie powalił siłą strzału, ale widać było, że znacznie lepiej trzyma się na nogach niż jego zamyślony na ławce kolega z reprezentacji.

João Carlos Teixeira – 6

Nic wielkiego, nic strasznego. Był po prostu idealnym zmiennikiem dla Coutinho na końcówkę meczu.



Autor: Raf
Data publikacji: 26.02.2016 (zmod. 02.07.2020)