player
 
Osób online 428

Mané zasłużył na nowy kontrakt

Artykuł z cyklu Artykuły


Został uściskany a następnie poczochrany po głowie przez swojego menadżera.

Sadio Mané w końcu się oswobodził, jednak przy wejściu do tunelu prowadzącego do szatni czekał już Robbie Fowler, który przyjacielsko go objął. Dwaj legendarni napastnicy Liverpoolu zjednoczeni we wspólnej radości. Obaj darzący się wzajemnym szacunkiem.

Mané dołożył kolejny bezcenny moment do swojej już i tak niezłej kolekcji.

- Tak przy okazji, to całkiem ładny gol - śmiał się przed kamerami telewizyjnymi, gdy wraz z Jordanem Hendersonem podczas udzielania wywiadów obejrzał powtórkę swojej bramki zdobytej główką po dośrodkowaniu Luisa Díaza.

Dwa sezony temu reprezentant Senegalu zdobył w dramatycznych okolicznościach zwycięską bramkę na Villa Park, co zapoczątkowało triumfalny marsz drużyny Jürgena Kloppa w Premier League. Wtedy świętowanie było wręcz szalone.

Teraz ponownie był kluczową postacią na tym samym stadionie, dzięki czemu wyścig o mistrzostwo prawdopodobnie przedłuży się do ostatniej kolejki. Jeśli sobotni remis z Tottenhamem trochę wstrzymał Liverpool, to zwycięstwem nad Aston Villą the Reds wysłali Manchesterowi City wiadomość, że to jeszcze nie koniec walki. Ciągle mają szansę. Nie poddadzą się tak łatwo.

Klopp oczekiwał walki i Mané był uosobieniem umiejętności, które pomogły Liverpoolowi wrócić do gry po fatalnym początku, gdy Douglas Luiz wyprowadził Villę na prowadzenie.

- Sadio jest maszyną - stwierdził Klopp.

- Jego fizyczność jest niesamowita. Uwielbiam tą mieszankę techniki, pasji i fizyczności. Fantastyczny gol, światowej klasy zawodnik.

Mané ma obecnie również wiarę w sporą liczbę trofeów. Ta wiara rosła w nim od czasu ekstazy towarzyszącej poprowadzeniu swojego kraju do wygrania Pucharu Narodów Afryki w lutym.

Zanim został wybrany zawodnikiem tamtejszego turnieju, strzelił 10 bramek w 26 występach dla Liverpoolu we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie. To mniej niż wskazywałoby xG, które w jego wypadku kształtowało się na poziomie 12,3. Średnio 14 proc. jego strzałów wpadało do bramki. Trafiał co 205 minut. Jego forma była w kratkę.

W 22 meczach po Pucharze Narodów Afryki strzelił 12 goli, czyli więcej niż xG będące na poziomie 10,6. Wzrosły również pozostałe statystyki. Teraz Senegalczyk strzela gola co 133 minuty, a 25 proc. jego strzałów trafia do siatki. Wszedł na wyższy poziom.

Nie chodzi tylko o ilość bramek, ale również ich wagę. To właśnie dzięki nim Liverpool pozostaje w grze na wszystkich frontach.

Strzelił zwycięską bramkę w meczu z West Hamem, wyrównującą w meczu z City w lidze na Etihad oraz ustrzelił dublet przeciwko ekipie Guardioli w półfinale FA Cup na Wembley, dzięki czemu Liverpool zagra w finale. W Lidze Mistrzów trafił w ćwierćfinale w Lizbonie przeciwko Benfice. Trafiał również w obu półfinałowych spotkaniach przeciwko Villarreal.

Mané jest wyjątkowo wszechstronnym graczem. Na początku swojej przygody na Anfield w 2016 roku grał na prawej stronie. Później przeniósł się na lewą po przybyciu Mohameda Salaha, a teraz od stycznia gra na środku, tym samym robiąc miejsce dla Luisa Díaza. Senegalczyk czaruje swoimi umiejętnościami niezależnie od tego czy jest tyłem do bramki rywali czy wbiega za linię.

Dla każdego rozsądnego człowieka jego ostatnia bramka była piękna. To był klasyczny Liverpool - stworzył coś z niczego. Pomiędzy wyrzutem z autu przez gospodarzy na środku boiska a golem upłynęło tylko 11 sekund. Thiago odebrał piłkę, Diogo Jota podał na lewą do Díaza, Díaz idealnie dośrodkował, a Mané świetnie wykończył całą akcję strzałem w długi róg. To była wyniszczająca akcja. Bramka ta pozwoliła Mané wyprzedzić świetnego Iana St John'a. Obecnie z dorobkiem 119 goli Senegalczyk znajduje się na 14 miejscu na klubowej liście najlepszych strzelców wszech czasów.

Klopp zaryzykował dokonując pięciu zmian, ale ryzyko się opłaciło. Jedynym zmartwieniem mógł być widok schodzącego z boiska w pierwszej połowie Fabinho, który poczuł ból w mięśniu uda. To powoduje dużą obawę przed sobotnim finałem FA Cup z Chelsea na Wembley.

Salah był bez wątpienia siłą napędową Liverpoolu w pierwszej połowie sezonu, a wspierał go Jota. Forma Egipcjanina jednak spadła. Strzelił tylko 2 bramki w ostatnich 13 występach i mecz na Villa Park rozpoczął na ławce. Mané i Díaz zajęli ich miejsce. Salah ma na koncie 22 bramki, jednak gdyby nie liczyć karnych, to Mané miałby do niego tylko dwa gole straty.

Ostatnio pojawiły się spekulacje, że dyrektor sportowy Bayernu Monachium Hasan Salihamidzić nawiązał kontakt z agentem Mané Bjornem Bezemerem, w celu zbadania potencjalnego transferu na Allianz Arenę w lecie, jednak źródła w obu obozach temu zaprzeczyły.

Spotkanie obu panów na Mallorce w zeszłym tygodniu dotyczyło innych kwestii. Występujący w Bayernie Serge Gnabry oraz grający w RB Lipsk pomocnik Konrad Laimer są bowiem również klientami agencji Bezemera.

Mimo to, dziwnym byłoby, gdyby Bayern i inne najlepsze europejskie kluby nie śledziły pilnie sytuacji kontraktowej Mané. Podobnie jak Salah, Senegalczyk również wejdzie w ostatni rok obowiązywania swojego kontraktu.

Liverpool podjął decyzję o wstrzymaniu się z negocjacjami przedłużenia umowy do końca sezonu. To zrozumiałe, bowiem klub chce być pewnym, że zawodnicy będą skupieni do końca maja tylko i wyłącznie na pogoni za trofeami. Piłkarze również, nie chcą być rozpraszani.

Nowa umowa z Mané powinna się znaleźć na czele listy rzeczy do zrobienia Juliana Warda, który przejmie funkcję dyrektora sportowego od Michaela Edwardsa. Klopp chce, by Senegalczyk został, a sam piłkarz również pokazał, że ma jeszcze wiele do zaoferowania.

- Występy Sadio są zawsze niezwykłe - powiedział Henderson.

- Ciężko pracuje bez piłki, odbiera piłkę wysoko i ma niesamowitą jakość w okolicach pola karnego.

Jeśli Mané dalej będzie tak grał, to stanie się poważnym konkurentem do wygrania Złotej Piłki, zwłaszcza jeśli do trofeów z reprezentacją dołoży jeszcze poważne puchary zdobyte z Liverpoolem. Obecnie jest najgroźniejszą bronią w arsenale Kloppa.

James Pearce



Autor: Redbeatle
Data publikacji: 11.05.2022