LIV
Liverpool
Premier League
11.04.2026
18:30
FUL
Fulham
 
Osób online 1222

Bezradny Liverpool na Parc des Princes

Artykuł z cyklu Artykuły


Powrót Hugo Ekitike na Parc des Princes miał być okazją do udowodnienia swojej wartości. Zamiast tego napastnik Liverpoolu opuszczał Paryż z dobrze znanym, przygnębiającym uczuciem niedosytu.

Dla 23-letniego reprezentanta Francji był to wyjątkowo trudny wieczór przeciwko jednemu ze swoich byłych klubów. Nie zdołał pokazać, jak bardzo rozwinął się od czasu odejścia z Paris Saint-Germain do Eintrachtu Frankfurt ponad dwa lata temu.

Ekitike nie pomogło również zachowawcze podejście taktyczne Liverpoolu w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Plan Arne Slota sprowadzał się w dużej mierze do ograniczania strat. Sam szkoleniowiec przyznał po spotkaniu, że jego zespół funkcjonował w "trybie przetrwania", decydując się na ustawienie z pięcioosobową linią obrony.

Liverpool nie rozpoczynał meczu w takim systemie ani w Lidze Mistrzów, ani w Premier League od grudnia 2017 roku, gdy za kadencji Jürgena Kloppa zmierzył się na wyjeździe z Brighton. Wówczas w roli improwizowanych stoperów wystąpili pomocnicy Georginio Wijnaldum i Emre Can obok Dejan Lovrena. Co więcej, obecny wariant taktyczny był trenowany zaledwie przez dwa dni — tuż po bolesnej porażce z Manchester City w FA Cup.

– Jeśli wszyscy chcą skupiać się na taktyce, nie mam z tym problemu, ale dla mnie to nie jest historia tego meczu – tłumaczył Slot. – Próbowano tu już różnych rozwiązań, ale efekt jest ten sam: Paris Saint-Germain dominuje rywala.

– Oni mają szybkość na każdej pozycji. Achraf Hakimi i Nuno Mendes to niesamowite zagrożenie w ofensywie, dlatego ustawiliśmy przeciwko nim Jeremiego Frimponga i Milosa Kerkeza jako wahadłowych. Taka była idea.

Jeśli plan Slota na mecz w Paryżu miał sprowadzać się do utrzymania dwumeczu przy życiu przed rewanżem na Anfield, to iskierka nadziei wciąż się tli. Trudno jednak mówić o niej w kontekście trafnych decyzji — raczej szczęścia.

Porażka 0:2 znacząco łagodzi obraz wydarzeń na boisku, biorąc pod uwagę różnicę klas widoczną przez pełne 90 minut. Tylko znakomita postawa Giorgiego Mamardashviliego oraz nieskuteczność gospodarzy uchroniły Liverpool przed znacznie dotkliwszą porażką, która jeszcze mocniej podkopałaby pozycję Slota.

Statystyki bezlitośnie obnażają skalę dominacji PSG: 683 podania wobec 189 Liverpoolu, 18 strzałów do trzech, sześć celnych przy zerze po stronie gości oraz wskaźnik xG na poziomie 2,2 przy zaledwie 0,18 rywali. Jeśli chodzi o tzw. "duże okazje" według Opta — 4:0 dla gospodarzy.

Trudno było patrzeć na tak pasywny Liverpool — nawet w starciu z mistrzem Europy na jego stadionie. To najniższe xG zespołu Slota w jednym meczu oraz pierwszy występ w Lidze Mistrzów bez celnego strzału od listopada 2020 roku i porażki z Atalantą.

Ekitike przez długie fragmenty był zupełnie odcięty od gry. Zaledwie jedno dotknięcie piłki w polu karnym PSG w ciągu 78 minut najlepiej oddaje skalę problemu. Przy zaledwie 26 procentach posiadania piłki Liverpool praktycznie nie istniał w ofensywie.

Mimo to od swojego najlepszego strzelca — autora 17 goli w tym sezonie — można było oczekiwać więcej. Liverpool potrzebował od niego utrzymania się przy piłce, łączenia gry, wymuszania stałych fragmentów i dawania drużynie chwili wytchnienia pod presją. Nic z tego nie zadziałało — piłka błyskawicznie wracała pod pole karne gości.

Hugo Ekitike, którego nieudany pobyt w Paris Saint-Germain zamknął się zaledwie czterema golami w 33 występach (w tym 19 z ławki), w czasie gdy w hierarchii wyprzedzali go Lionel Messi, Neymar i Kylian Mbappe, nie zaprezentował się lepiej także tym razem. Trafił do adresata tylko 13 z 23 podań (57 procent) — to najgorszy wynik spośród wszystkich zawodników z pola, którzy rozpoczęli spotkanie.

Wygrał również zaledwie cztery z dziesięciu pojedynków (40 procent) i aż 14 razy tracił piłkę. Zbyt często próbował efektownych zagrań i sztuczek, podczas gdy Liverpool potrzebował w ataku punktu odniesienia — zawodnika, który zrobi podstawowe rzeczy i zajmie obrońców PSG.

Jedynej okazji doczekał się na początku drugiej połowy, gdy zszedł do środka i oddał niecelny strzał, ignorując lepiej ustawionego Milosa Kerkeza.

Jeśli szukać jakiegokolwiek pozytywu po tym wyjeździe, to był nim powrót Alexandra Isaka, który po blisko czterech miesiącach przerwy spowodowanej złamaniem nogi pojawił się na boisku na kwadrans. Tempo, w jakim Liverpool będzie w stanie przywrócić go do optymalnej dyspozycji, może mieć kluczowe znaczenie dla tego, czy uda się jeszcze uratować końcówkę sezonu.

Ekitike, który od początku lutego zdobył zaledwie dwie bramki w 12 występach klubowych, w dużej mierze przejął odpowiedzialność za zdobywanie bramek pod nieobecność Isaka. Coraz wyraźniej widać jednak, że nie jest klasyczną "dziewiątką". Gra w powietrzu — mimo 190 cm wzrostu — zdecydowanie nie należy do jego atutów. W dłuższej perspektywie jego rola na Anfield to raczej cofnięty napastnik lub zawodnik operujący z lewej strony.

Decyzja Arne Slota o pozostawieniu Mohameda Salaha poza wyjściowym składem po słabym występie przeciwko Manchesterowi City i niewprowadzeniu go na boisko mimo pięciu zmian po 78. minucie musiała wzbudzić dyskusję. Miała jednak swoje uzasadnienie — kluczowa była praca bez piłki i ograniczanie atutów PSG. Salah, biorąc pod uwagę wyraźny spadek formy w swoim — jak już wiadomo — ostatnim sezonie w Liverpoolu, nie był zawodnikiem, który mógł odwrócić losy tego spotkania.

– W końcówce bardziej chodziło nam o przetrwanie niż o realną szansę na zdobycie bramki – przyznał Slot. – Mo ma ogromną jakość, ale jeśli miałby przez 20–25 minut bronić we własnym polu karnym, to lepiej, żeby zachował energię na kolejne mecze.

Paris Saint-Germain imponowało jakością gry, choć oba gole w dużej mierze wynikały z braku koncentracji i dyscypliny po stronie Liverpoolu. Florian Wirtz zbyt łatwo pozwolił Desire Doue uwolnić się spod krycia przy akcji bramkowej na 1:0. Podobnie było przy drugim trafieniu, gdy Khvicha Kvaratskhelia uciekł Ryanowi Gravenberchowi i podwyższył prowadzenie.

Widok Ousmane'a Dembele — ubiegłorocznego zdobywcy Złotej Piłki — marnującego znakomite okazje, by zamknąć dwumecz, przywoływał wspomnienia pamiętnego półfinału z FC Barceloną w 2019 roku. Wówczas Dembele zmarnował stuprocentową sytuację na 4:0 w pierwszym meczu na Camp Nou, a tydzień później drużyna Jurgena Kloppa dokonała sensacyjnego odrobienia strat na Anfield. Czy historia może się powtórzyć?

– PSG było zdecydowanie lepszym zespołem i mogło strzelić więcej niż dwa gole, ale pozytywne jest to, że nasi zawodnicy pokazali charakter – dodał Slot.

– Będziemy potrzebować naszych kibiców, by stworzyli na Anfield atmosferę, która pozwoli nam wejść na wyższy poziom niż w tym meczu. Anfield potrafi zdziałać wiele. Po meczu z Galatasaray na wyjeździe (przegranym 0:1) też panowały negatywne nastroje, a tydzień później rozegraliśmy u siebie prawdopodobnie najlepsze spotkanie w sezonie. Nasi fani robią wielką różnicę.

Problem polega na tym, że PSG to zespół znacznie lepszy niż przeciętne Galatasaray. A obecny Liverpool to jedynie cień drużyny z sezonu 2018/19, która zdobyła 97 punktów w Premier League i sięgnęła po Puchar Europy.

Liverpool opuszczał Parc des Princes poturbowany, ale z resztkami godności. Dla Ekitike nie był to sentymentalny powrót. Marzenia o finale w Budapeszcie 30 maja wiszą dziś na włosku.

James Pearce



Autor: Bartolino
Data publikacji: 09.04.2026