LIV
Liverpool
Towarzyski
24.07.2024
05:30
BET
Real Betis
 
Osób online 1518

Podsumowanie meczu


Steven Gerrard strzelił niesamowitą bramkę głową w drugiej połowie spotkania z Sunderlandem, lecz Liverpool tylko zremisował w sobotnie popołudnie z the Black Cats 2:2.

Kapitan wspaniale zareagował na dwa gole Benta po kontrowersyjnym trafieniu Kuyta, strzelając w 64. minucie swoją czwartą bramkę w sezonie.

Wynik remisowy oznacza, że Liverpool zakończył ciężki tydzień bez zwycięstwa i musi czekać na swoje drugie 3 punkty w sezonie ligowym do spotkania z Blackpool w przyszłą niedzielę.

Podczas przedmeczowej konferencji prasowej Roy Hodgson ujawnił, że wymieni cały skład w stosunku do tego, który w środku tygodnia przegrał w 3. rundzie Pucharu Ligi z Northamtpon Town. Na mecz z Sunderlandem powrócili m. in.: Steven Gerrard, Fernando Torres i Joe Cole.

W podstawowej jedenastce znalazło się też miejsce dla powracającego po kontuzji barku Kuyta, który zagrał po raz pierwszy od wygranej nad West Bromwich 29. sierpnia.

Skład na mecz zdecydowanie zwiększył tego dnia optymizm na trybunach Anfield po tym, jak Hodgson przyznał, że ten sezon nie zaczął się dla jego drużyny najlepiej.

Bardzo często the Reds nie potrafili trafić do siatki rywala w pierwszych 45. minutach meczu mimo druzgocącej przewagi, ale w meczu z Sunderlandem miało się to zmienić za sprawą wysokiego potencjału ofensywnego gospodarzy.

Cole wyglądał na szczególnie ożywionego i to po jego rajdzie w drugiej minucie meczu gospodarze byli bliscy objęcia prowadzenia. Angielski pomocnik został sfaulowany 40 metrów od bramki rywali, dając Gerrardowi szansę na wrzutkę w kierunku Torresa, który pewnym strzałem pokonał bramkarza gości, jednak jego celebracje zostały przerwane przez podniesioną chorągiewkę arbitra liniowego.

Jeśli ta sytuacja była dla oficjeli tego meczu ciężka do rozstrzygnięcia, to co dopiero mówić o tej, która wydarzyła się 3 minuty później?

Defensor Sunderlandu Michael Turner lekko kopnął piłkę w kierunku bramkarza Simona Mignoleta, aby ten wykonał rzut wolny na własnej połowie. Jednakże sędzia Stuart Attwell uznał podanie byłego obrońcy Hull za rozpoczęcie gry ze stałego fragmentu, co pozwoliło Torresowi przejąć futbolówkę i podać do niepilnowanego Kuyta, który nie chybił z 18. metrów.

Menadżer gości Steve Bruce był wyraźnie rozwścieczony decyzją o przyznaniu gola i podczas gdy większość uważała, że goście mieli wielkiego pecha, Kopites wiedzieli, że Karma wyrównała rachunki (w poprzednim sezonie podczas meczu z Sunderlandem na Stadium of Light Liverpool stracił bramkę po tym, jak piłka odbiła się od… piłki plażowej – dop. Red.).

Liverpool idealnie rozpoczął spotkanie i już w ósmej minucie był bliski podwojenia przewagi, jednak strzał Torresa podobny do tego ze spotkania z Sunderlandem na Anfield w marcu tego roku wylądował na górnej siatce.

Goście wciąż wydawali się być wstrząśnięci szybko straconym golem, ale powoli zaczęli kreować swoje szanse i wkrótce Pepe Reina musiał interweniować przed wbiegającym w pole karne Darrenem Bentem po zbyt lekkim podaniu Gerrarda do tyłu.

Chwilę później na drugim końcu boiska Cole, Konchesky i Kuyt przeprowadzili składną akcję, która skończyła się ładnie podkręconym, ale zbyt lekkim strzałem Raula Meirelesa na bramkę Mignoleta.

Liverpool zaczął grać zdecydowanie bardziej ofensywnie, co potwierdza 40-metrowy rajd Martina Skrtela zakończony strzałem daleko obok bramki.

Wszystko wskazywało na to, że gospodarze po spokojnym meczu zgarną 3 punkty, jednak w 25. minucie Christian Poulsen rzucił gościom koło ratunkowe zagrywając piłkę ręką we własnym polu karnym.

Arbiter wskazał ręką 11. metr i Darren Bent wyrównał stan meczu strzałem, którego bardzo blisko obronienia był Pepe Reina.

Nagle Anfield ucichło i po przypomnieniu sobie wyniku z meczu z Northampton the Reds stracili swój impet.

Gospodarze przestali zachwycać w środku pola i gdyby wolej Elmohamady’ego leciał 15 centymetrów bardziej w lewą stronę, Sunderland objąłby prowadzenie.

Liverpool desperacko potrzebował drugiego gola, jednak to drużyna Bruce’a przejęła inicjatywę na boisku i uciszyła w 48. minucie the Kop golem z niczego.

Nedum Onuoha przeprowadził rajd prawym skrzydłem, dośrodkował piłkę głęboko na długi słupek, a Daren Bent – który wyskoczył najwyżej – skierował ją głową do bramki bezradnego Reiny.

To był bolesny cios dla Liverpoolu, który walczył o zdobycie chociaż jednego punktu, a w 53. minucie stan meczu mógł dla Liverpoolczyków się jeszcze pogorszyć, kiedy to słaby wykop Reiny wylądował pod nogami Jordana Hendersona, jednak jego lob został z łatwością zatrzymany przez wracającego golkipera.

Liverpool potrzebował magicznej akcji, jeśli chciał zdobyć coś w tym meczu i kapitan zainspirował kolegów do dalszej walki w 64. minucie wyrównując wynik spotkania.

Torres znalazł miejsce na prawej stronie boiska i sprytnie dośrodkował w pole karne, a wykorzystał to Gerrard trafiając głową z ośmiu metrów w okienko bramki Sunderlandu.

Spotkanie było istnym rollercoasterem, w którym przewagę zaczynali odzyskiwać the Reds dzięki głośnemu dopingowi fanów.

W 76. minucie gry gospodarze byli bliscy trzeciej bramki, jednak po obronieniu strzału rezerwowego Davida Ngoga przez Mignoleta, uderzenie Cole’a zostało zablokowane przez Phila Bardsleya.

Czas uciekał, a kolejne okazje Kuyta, Ngoga i Glena Johnsona spaliły na panewce. W ostatnich sekundach doliczonego czasu gry Daniel Agger minimalnie przestrzelił głową z kilku metrów i spotkanie zakończyło się remisem.

Gracz meczu wg Liverpoolfc.tv: Steven Gerrard

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności