LIV
Liverpool
Towarzyski
26.07.2026
00:00
SUN
Sunderland
 
Osób online 889

Idealny scenariusz Kloppa nie wypalił


Andy Kelly z Liverpool Echo twierdzi, że przygnębiająca porażka na Wembley to stracona szansa, mimo że w Oskarowy wieczór przeżyliśmy prawdziwy thriller.

Pod koniec przedstawienia Jürgen Klopp i jego podopieczni musieli trzymać fason i nie uronić łez patrząc, jak Manuel Pellegrini i zespół Manchesteru City odbierali trofeum.

Finałowe spotkanie Pucharu Ligi obfitowało w niespodziewane zwroty akcji, choć na początku zapowiadało się na nudnawy spektakl. Po 120 minutach zakończenie, jakie ukoronowało mecz, dla wszystkich kibiców w czerwonych barwach było najgorszym z możliwych. Ponad 30 tysięcy fanów Liverpoolu ze smutkiem opuszczało Wembley.

Kibice The Reds mieli wielką nadzieję, że jadąc do domu będą mogli chwalić się nagrodą dla zespołu, który poczynił największe postępy i do tego jeszcze trofeum dla najlepszego trenera-nowicjusza tych rozgrywek.

Tylko 31 meczów od rozpoczęcia kariery Kloppa w Liverpoolu, a drużyna już miała szansę postawić w gablotce pierwszy puchar. Trener The Reds sam przed meczem powiedział, że będąc piłkarzem i menedżerem nie można sobie pozwolić na tracenie szans na zdobywanie trofeów i pucharów.

Pomimo naglących poleceń z ławki trenerskiej, Niemiec – praktycznie nie do rozpoznania w ciemnym garniturze – nie był w stanie wyczarować rezultatu, który i tak od momentu strzelenia przez Fernandinho bramki w 48 minucie wydawał się niemożliwy do osiągnięcia.

Po szalonej akcji i wyrównaniu przez Philippe Coutinho tylko siedem minut przed zakończeniem regulaminowego czasu gry urodziła się jednak nadzieja, że zwycięstwo leży w zasięgu rąk.

Liverpool był zagrzewany do walki wspaniałym dopingiem

Fabuła przybrała niespodziewany obrót. Liverpool w doliczonym czasie gry był lepszy. Perspektywa karnych też nikogo nie przerażała. Pięć razy The Reds wychodzili cało z konkursu jedenastek.

Trzecie zwycięstwo w tej edycji Pucharu Ligi, po pokonaniu Carlisle i Stoke, było już jednak zbyt trudnym zadaniem.

Rozgrywany w zabójczym tempie, naładowany emocjami finał meczu diametralnie różnił się od nacechowanej niepewnością piłkarzy z Merseyside pierwszej połowy spotkania. The Reds wrócili do gry niesieni wspaniałym dopingiem ze strony kibiców Liverpoolu, którzy tradycyjnie już, zza zasłony licznych flag motywowali swoich idoli z zachodniej trybuny Wembley.

Simon Mignolet świetnie obronił strzał Sergio Agüero po tym, jak Mamadou Sakho się poślizgnął, w dalszym ciągu nie mogąc dojść do siebie po zderzeniu z Emre Canem.

Ku konsternacji Francuza, jego rola w tym meczu właśnie dobiegła końca. Kibice Liverpoolu podzielili radość Kolo Toure, który niespodziewanie pojawił się na boisku. Z pewnością wielu z nich współczuło jednak Sakho, który wyraźnie podupadł na duchu i chcąc ukryć łzy cisnące mu się do oczu, siadając na ławce rezerwowych zakrył głowę kurtką.

Jeżeli w Manchesterze – zgodnie z rewelacją, którą kilka dni wcześniej podzielił się ze światem Klopp – mają telewizory, oglądający mecz widzowie na pewno czuli się usatysfakcjonowani rozwojem zdarzeń w bezbramkowej pierwszej połowie.

Po gwizdku rozpoczynającym drugą część spotkania zaczęły się niespodzianki.

Finałowy rekord Kloppa to jedna wygrana i cztery porażki

Bohater pierwszego aktu stał się w drugiej części czarnym charakterem. Mignolet popełnił karygodny błąd po strzale Fernandinho. Przez kilkadziesiąt minut wydawało się, że nic już nie odbierze City zwycięstwa.

Belg postanowił jednak się nie poddawać i częściowo odkupił swoje winy genialnymi paradami strzałów Agüero. Starcia między tymi dwoma panami w ogóle stanowiły oddzielny wątek spektaklu. Mignolet obronił również próby Yaya Toure i Fernandinho.

Divock Origi pod koniec meczu próbował jeszcze wziąć sprawy w swoje ręce, ale to Willy Caballero został niezaprzeczalnie gwiazdą meczu.

Spoglądający na mecz z trybun właściciele Liverpoolu – John Henry, Mike Gordon i Tom Werner – nie zatrudnili Kloppa, by wygrywał Puchary Ligi. Mimo tego, zgodnie ze słowami szkoleniowca, wszyscy zawodnicy byli „łasi” na zwycięstwo w „ważnym meczu”.

Trener The Reds sam w piątek powiedział, że nie potrzebował tego trofeum, by dać drużynie trochę swobody i zdjąć z niej presję. Niektórzy z jego poprzedników w tej sytuacji myśleliby inaczej.

Ostatni menedżer Liverpoolu, który wprowadził swoją drużynę do finału Pucharu Ligi został zwolniony trzy miesiące później – i to po zwycięstwie w 2012 roku. Możemy jednak spać spokojnie, bo w tej sytuacji historia się nie powtórzy.

48-letni Niemiec jest utytułowanym menedżerem, ale dalej jego rekord w meczach finałowych to jedno zwycięstwo i cztery porażki. Mimo tego nikt nie wątpi, że Kloppowi dana będzie szansa odwrócenia losu The Reds.

Jego przygoda z Liverpoolem dopiero się rozpoczyna. Wiele rozdziałów tej księgi zostanie jeszcze zapisanych. Należy się również spodziewać, że trener zatrudni nową obsadę.

– Myślicie, że potrafię zdziałać cuda? – zapytał Klopp pierwszego dnia na Anfield.

– Nie? To dajcie mi pracować.

No to do roboty, Jürgen.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności

Micky van de Ven nie dla Liverpoolu (0)
19.06.2026 16:52, Gall1892, thisisanfield.com
Z Newcastle na inaugurację sezonu! (13)
19.06.2026 11:06, Gall1892, liverpoolfc.com
RB Lipsk odrzucił pierwszą ofertę za Diomande (18)
19.06.2026 10:23, Gall1892, thisisanfield.com
Liverpool znów uprzedził Newcastle (1)
19.06.2026 10:22, RosolakLFC, The Athletic
Poznajcie Victora Muñoza (0)
18.06.2026 23:26, Armani87, liverpoolfc.com
Liverpool gotów rozbić bank dla Diomande (31)
18.06.2026 20:56, Ad9am_, The Athletic