LIV
Liverpool
FA Cup
28.02.2024
21:00
SOU
Southampton
 
Osób online 0

James Pearce po meczu


To się nazywa zadanie prawdziwego ciosu. Liverpool wszedł w kampanię Premier League jak zawodnik wagi ciężkiej. "Wciąż jesteśmy jak Rocky Balboa, nie jesteśmy Ivanem Drago", do tych słów przekonywał wszystkich Jürgen Klopp przed rozpoczęciem nowej kampanii starając się utrzymywać przyzwoity poziom oczekiwań względem zespołu.

Jednak po tym co zrobili na starcie sezonu z drużyną Młotów wiara w zawodników i właśnie te oczekiwania, które starano się trzymać na wodzy, mogą ponownie wystrzelić w kosmos. Była to największa wygrana na otwarcie sezonu od roku 1932, kiedy to the Reds rozbili drużynę Wilków 5:1. Gdyby to był pojedynek bokserski, ręcznik zostałby rzucony na długo przed końcem pojedynku. Ta ofensywna machina, która w efektownym stylu przebiła się w poprzednim sezonie do finału Ligi Mistrzów, ponownie zbiera żniwa, może nawet i z większą siłą. Mohamed Salah z rekordową liczbą 44 goli w sezonie 2017/2018 nie potrzebował zbyt wiele czasu, by ponownie rozpocząć strzelanie, to samo tyczy się Sadio Mane, który zdobył we wczorajszym starciu dwie bramki. Rezerwowy Daniel Sturridge zakończył ten pojedynek strzelając bramkę przy pierwszym kontakcie z piłką, nie zajęło mu to zbyt wiele czasu.

Siłę składu jakim dysponuje Klopp po wydaniu ponad 170 milionów funtów można było bez problemu zauważyć widząc, że Jordan Henderson, Daniel Sturridge i Xherdan Shaqiri pojawili się na boisku wchodząc z ławki rezerwowych. Anfield w zeszłym sezonie było prawdziwą twierdzą, Liverpool zakończył poprzedni sezon nie przegrywając ani jednego spotkania na własnym stadionie po raz pierwszy od sezonu 2008/2009 i wydaje się, że ta seria będzie trwała dalej, the Reds nie stracili bramki na własnym stadionie od lutego.

Oczywiście drużyna prowadzona przez Jürgena Kloppa będzie musiała się jeszcze zmierzyć z o wiele trudniejszymi do pokonania rywalami niż West Ham zważywszy na to, że ambicją klubu jest sięgnięcie po Mistrzostwo. Tego lata Pellegrini wydał 100 milionów funtów, ale nadal wyglądają jak pasza dla krów. Różnica polega na tym, że Liverpool dodał do swojej już i tak utalentowanego zespołu prawdziwego artystę, bowiem inaczej nie można określić debiutu Gwinejczyka. Keita był zaangażowany we wszystko, co sprawiało problemy ekipie Młotów, był pełen energii i dynamiki, nadał linii pomocy nowy wymiar. Nic dziwnego, że Klopp z niecierpliwością czekał na ten ruch i był szczęśliwy po dogadaniu się z Lipskiem.

Keita obiecał, że noszenie koszulki po Gerrardzie będzie dla niego źródłem inspiracji, a nie ciężaru, który będzie rzucał mu kłody pod nogi i dotrzymał słowa. Klopp w każdym momencie meczu był pozytywnie nastawiony, to było po nim widać, Liverpool wyglądał strasznie groźnie poczynając od obsady bramki Alissonem Beckerem, który mógł rozkoszować się spokojnym popołudniem. West Ham wygrał tylko jedną z 45 ostatnich wypraw na Anfield i póki co nie wygląda, aby coś się miało w tej kwestii zmienić.

Liverpool niesiony przez swoich kibiców dominował od samego początku, Naby Keita był za mocny, za szybki i zbyt dobrze zbudowany, aby Marc Noble i Declan Rice mogli sobie z nim poradzić. Gini, Keita i James Milner udowodnili dlaczego Klopp ich wybrał, Gwinejczyk wielokrotnie odbierał piłkę, a następnie nacierał z nią do przodu, by podłączyć się z ofensywnym trio the Reds. Milner standardowo zostawiał serce na boisku, walczył i wywierał presję na rywalu, nie dawał im chwili oddechu.

Kiedy Liverpool podkręcił tempo West Ham za każdym razem miał problemy z upilnowaniem zawodników the Reds. Za pierwszym razem Michail Antonio zdołał uratować swoją drużynę przed zadaniem ciosu, ale w 19 minucie już ta sztuka mu się nie udała, Naby Keita wbiegł z piłką przed pole karne, uwolnił na skrzydle Robertsona, a ten ze śmiertelną precyzją posłał piłkę do Salaha, który z bliskiej odległości wpakował piłkę do bramki.

Alisson w dużej mierze był tylko obserwatorem poczynań jego kolegów, ale kiedy został wezwany do odpowiedzialności zrobił swoje broniąc strzał Balbueny. Droga do bramki nowego nabytku Liverpoolu warty 65 milionów funtów była skutecznie strzeżona przez chłopaków z linii defensywnej. Środek obrony był pozostawiony w dobrych rękach, bowiem Gomez oraz Van Dijk spisali się doskonale. Gomez zapewne większość swojej kariery rozegrał na bokach obrony, ale zdecydowanie jego przyszłość należy do środkowej części tej formacji. Widać było po jego grze, że czuje się tam dobrze i pewnie. Doskonale wykorzystał nieobecność Dejana Lovrena, Matipa oraz Ragnara Klavana. W jednej z okazji Marko Arnautovic uwolnił się spod opieki, ale jego strzał został natychmiast zablokowany przez Joe Gomeza.

Sędzia Anthony Taylor również miał swój udział w atakach Młotów, w jednej z sytuacji zablokował piłkę Wijnalduma i uwolnił Arnautovica, który ten na jego szczęście pomylił się. Liverpool wiedział, że musi ruszyć do przodu jeśli chcieli zdobyć trzy punkty. Firmino podał piłkę do Salaha, chociaż już mógł sam kończyć akcję, jednak strzał Mo został idealnie wybroniony przez Łukasza Fabiańskiego. Druga bramka przyszła tuż przed zakończeniem pierwszej połowy, Rbertson posłął piłkę do Milnera, a ten odgrywając do Mane zapewnił mu czysty strzał i Senegalczyk nie miał problemów z wykończeniem tej akcji. Skrzydłowy the Reds przejął numer 10 po Coutinho, co tylko pokazuje, że jego wpływ na grę zespołu stale wzrasta.

Wszystkie oczy są skierowane na poczynania Mo Salaha, ale to nie przeszkodziło w zeszłym sezonie Senegalczykowi w zdobyciu 20 goli, a widać po nim, że jego apetyt w tym sezonie strasznie się zwiększył. Dołoży wszelkich starań, aby zwiększyć swoje liczby. Swoją drugą bramkę zdobył w bardzo szczęśliwych okolicznościach, gdyż znajdował się na pozycji spalonej w momencie uwolnieni go przez Firmino.

Po pojawieniu się Hendersona na boisku Mo Salah został przesunięty na środek ataku, a Keita przesunął się w lewo. Shaqiri połączył siły z odmłodzonym angielskim napastnikiem, który dostał swoją ostatnią szansę. Jego bramka była natychmiastowa, był czujny i zamykając akcję na długim słupku skierował piłkę do siatki. Był to jego pierwszy gol od października ubiegłego roku. W zeszłym sezonie słaby start Liverpoolu tonował nadzieje na wygranie czegokolwiek, jednak tym razem sytuacja jest zupełnie inna. West Ham będzie potrzebował sporo czasu, aby otrząsnąć się z tego, co zrobili z nimi zawodnicy Liverpoolu. The Reds wraz z Jürgenem Kloppem na czele rozpoczęli swój marsz.

James Pearce

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (3)

Szpieg 13.08.2018 10:51 #
Czego tu się bać? Keita ma kontrakt do 2023 r. i jestem pewien, że za rok zostanie przedłużony o kolejne 2 lata.
Escelios 13.08.2018 11:44 #
Nasza kadra po tym okienku poszerzyła się o swietnych zawodników i z tego powodu należy się cieszyć. W końcu zmierzamy w dobrym kierunku z transferami. Wyzwaniem na najbliższe okienka będzie zatrzymanie czołowych graczy. A sama osoba Juegena może nie wystarczyć - potrzebne są trofea

Co do tego, że City nie zagrało jakoś koncertowo wczoraj to zapominacie o jednym. Obywatele najmocniej odczuli mundial, bo większość ich gwiazd grała sporo w Rosji. Wczoraj zgarneli 3 pkt bez konieczności grania kosmicznej piłki. A takie zwycięstwa są najważniejsze na przestrzeni całego sezonu.
kwasddz 13.08.2018 17:36 #
'...Tego lata Pellegrini wydał 100 milionów funtów, ale nadal wyglądają jak PASZA DLA KRÓW...'

HAHAHA wtf? :D

Pozostałe aktualności

Klopp o kontuzji Gravenbercha  (0)
25.02.2024 20:21, Mdk66, liverpoolfc.com
Virgil: Jestem bardzo dumny!  (4)
25.02.2024 19:48, Loku64, liverpoolfc.com
Statystyki  (0)
25.02.2024 19:33, Zalewsky, SofaScore
Skład na Chelsea  (236)
25.02.2024 15:04, Gonzo, liverpoolfc.com
Dlaczego Quansah marzył o finale Carabao Cup  (0)
25.02.2024 11:56, A_Sieruga, liverpoolfc.com
Nowa linia ataku Liverpoolu  (5)
25.02.2024 11:34, B9K, The Athletic
Gakpo: Chcemy grać takie mecze  (0)
24.02.2024 23:05, BarryAllen, liverpoolfc.com