Slot wie, że Liverpool czeka trudna przeprawa


Arne Slot wie, co nadchodzi. Jego doświadczenie w derbach Merseyside ogranicza się do zaledwie jednej z 245 odsłon tego starcia, a mimo to doskonale zdaje sobie sprawę z wyzwania, jakie postawi przed nim Everton.

To, że zapowiada się ono na podobny sprawdzian do tego, który Liverpool oblał w swoim ostatnim meczu – przegrywając finał Pucharu Ligi z Newcastle United bez większego oporu – dodaje smaczku rywalizacji, która rzadko kiedy go potrzebuje.

Po tej anemicznej postawie na Wembley trener Liverpoolu ubolewał nad niezdolnością swojej drużyny do „walki” i powstrzymania Newcastle przed narzuceniem własnego stylu gry, który – jak stwierdził – opierał się na „długich podaniach i walce o drugie piłki”.

To schemat, do którego David Moyes mógłby rościć sobie prawa autorskie, biorąc pod uwagę jego podejście do wcześniejszych lokalnych starć z Liverpoolem – zwłaszcza do lutowego spotkania na Goodison Park, gdy wyrównujący gol Jamesa Tarkowskiego w 98. minucie dodał dramaturgii i sprowokował aż cztery czerwone kartki.

Slot był jednym z tych, którzy zostali wyrzuceni z boiska, i wciąż wydaje się tym zirytowany, sugerując, że byłby zaskoczony, gdyby kiedykolwiek w swojej trenerskiej karierze ponownie doświadczył „ośmiu minut pełnych tak wielu kontrowersyjnych decyzji na naszą niekorzyść”.

Mimo poczucia niesprawiedliwości dobrze jednak wie, że Liverpool nie pokazał wówczas swojego najlepszego oblicza. Podobnie było podczas zeszłorocznej wizyty na Stanley Park, po której posępny Jürgen Klopp przepraszał za chaotyczną porażkę 0:2.

Jeśli w niektórych meczach zaczyna się rysować pewien schemat, to – przy walce o tytuł – dla gospodarzy środowego starcia byłby to idealny moment, by wreszcie pokazać swoją prawdziwą twarz.

Slot nie chciał mówić zbyt wiele na ten temat w przeddzień wizyty Evertonu, wyraźnie licząc na to, że to gra Liverpoolu przemówi za niego – tak jak to miało miejsce przez większą część tego sezonu.

- Zawsze jest trudno, gdy grasz przeciwko zespołowi takiemu jak Everton czy Newcastle, bo często wrzucają piłkę w twoją ostatnią linię – powiedział.

- Generalnie radziliśmy sobie z tym całkiem dobrze, nawet na wyjeździe z Evertonem, ale możemy lepiej grać, kiedy mamy piłkę. Musimy grać lepiej z piłką w meczu u siebie i na tym się koncentrujemy.

Statystyki potwierdzają to, co każdy mógł zobaczyć na własne oczy. Ligowy mecz z Evertonem i finał pucharu z Newcastle to dwa z trzech spotkań Liverpoolu w tym sezonie, w których oddał najmniej strzałów, dwa z pięciu z najmniejszą liczbą kontaktów z piłką w polu karnym rywala, dwa z dziesięciu z najniższą celnością podań i dwa z dziesięciu z największą liczbą długich podań. Mówiąc wprost, Slot nie rozpoznawał w tych meczach zbyt wiele ze swojego zespołu.

Nie wyglądało jednak na to, by miało dojść do zmiany podejścia – na przykład poprzez wprowadzenie Wataru Endo w celu wzmocnienia środka pola. Dla Slota kluczowym rozwiązaniem jest po prostu lepsza gra w piłkę i szybsze operowanie nią.

Zapytano go, czy powinien obdarzyć większym zaufaniem niektórych zawodników, takich jak Harvey Elliott, Federico Chiesa czy Endo, ale fakt, że Liverpool wciąż przewodzi tabeli Premier League, sugeruje, że niewiele zrobił źle.

- To, że ktoś nie gra, nie oznacza, że mu nie ufam. Ufam – powiedział Slot. - Ale prawdopodobnie uważam, że inni są po prostu trochę lepsi.

W szczególności w kontekście Endo wyjaśnił, dlaczego nie wprowadził go na boisko na Wembley, mimo że Liverpool prezentował się ospale – i udzielił intrygującej odpowiedzi.

- Jestem tu od ośmiu, dziewięciu miesięcy i myślę, że bylibyście zaskoczeni, gdybyśmy przegrywali 0:1 czy 0:2, a ja zdecydowałbym się wprowadzić zawodnika, który niemal nigdy nie strzela goli – powiedział Slot.

- To byłaby dziwna zmiana. Jeśli prowadzimy 1:0, możecie się spodziewać, że wprowadzę Watę. We wszystkich innych przypadkach, gdy potrzebowaliśmy gola – tak jak wtedy – zdjąłem Ibou [Konaté], przesunąłem pomocnika do ostatniej linii, wprowadziłem Curtisa [Jonesa], przesunąłem Ryana [Gravenbercha] na prawego środkowego obrońcę.

- Wprowadziłem Harveya i Federico, którzy potrafią strzelać gole, a na boisku byli już Darwin [Núñez], Mo [Salah] i Cody [Gakpo]. Wszyscy ofensywni zawodnicy byli więc w grze.

- Może muszę się z tobą zgodzić, że po dziesięciu minutach powinienem kogoś zdjąć i wprowadzić Watę, ale nie widuje się wielu trenerów, którzy zdejmują zawodnika po tak krótkim czasie. Może popełniłem błąd, nie wystawiając go w pierwszym składzie – może tak lepiej to ująć! Ale nigdy się tego nie dowiemy.

- Pokonaliśmy Newcastle w meczu ligowym tymi, którzy zaczęli u siebie, a w rewanżu na wyjeździe zdominowaliśmy ich w drugiej połowie tymi samymi zawodnikami, którzy wyszli w finale. Skład miał więc swoje uzasadnienie.

Oczywiście Moyes przyznał we wtorek, że na Anfield znacznie trudniej jest grać w jego stylu – i nie trzeba mu było przypominać jego bilansu na tym stadionie, który pokazuje brak zwycięstw w 21 podejściach podczas jego kariery trenerskiej.

Sir Bobby Robson, który nie wygrał w 23 podejściach, jest jedynym trenerem gości, który doznał jeszcze większej liczby niepowodzeń.

Zwycięstwo podkreśliłoby siłę Liverpoolu i jednocześnie potwierdziło stare piłkarskie powiedzenie, że w futbolu nie ma porażek – są tylko lekcje.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (4)

Błąd serwera