Slot po meczu z the Toffees
Genialny indywidualny gol Diogo Joty w 57. minucie rozstrzygnął 246-te derby Merseyside.
Grający z numerem "20" Portugalczyk, zwiódł obrońców w polu karnym, ruszając raz w jedną, raz w drugą stronę, po czym oddał płaski strzał, który minął Jordana Pickforda i wywołał dziką euforię przed trybuną The Kop.
Liverpool musiał wykazać się cierpliwością w walce z Evertonem, który najbliżej objęcia prowadzenia był w pierwszej połowie, gdy Beto trafił w słupek po sytuacji sam na sam.
Jednak trafienie Joty wystarczyło, by przesądzić losy spotkania na korzyść drużyny prowadzonej przez Slota, która tym samym przywróciła sobie 12-punktową przewagę na szczycie Premier League.
Poniżej prezentujemy Państwu pełny zapis pomeczowej wypowiedzi holenderskiego trenera...
O meczu i ostatecznym rezultacie...
To był zdecydowanie zacięty mecz — ale to nie jest żadnym zaskoczeniem. Everton był niepokonany od dziewięciu spotkań, prawie nie tracił bramek, prawie nie dopuszczał do sytuacji, bronił całym zespołem — poza Beto — na własnym polu karnym. Z zawodnikami takimi jak [James] Tarkowski i [Jarrad] Branthwaite wrzutki prawie nie mają sensu, bo wybijają każdą piłkę głową. To drużyna, przeciwko której trudno się gra, bo potrafi też groźnie kontratakować z Beto ustawionym na szpicy. Każdy ich wyrzut z autu, każdy stały fragment gry przeciwko nam — przy każdej z tych sytuacji, musieliśmy się uważnie bronić. I to właśnie sprawiało, że to starcie było takie trudne.
To, co podobało mi się dziś znacznie bardziej niż na Goodison Park... na Goodison mieliśmy posiadanie piłki, ale było ono głównie wśród naszych środkowych obrońców i bocznych. Dziś to dotyczyło tylko pierwszej połowy. Myślę, że jeśli powiem, że Lucho Diaz miał z 10 albo 15 pojedynków jeden na jeden z Jake’em O’Brienem, to nawet nie przesadzę. Ale co innego mieć taką sytuację, a co innego stworzyć z niej okazję. Dlatego musimy być w tych miejscach raz po raz, raz po raz, aż w końcu jedna z tych prób przyniesie efekt — i tak było przy golu Diogo.
O bramce Joty...
Jestem bardzo zadowolony. Już w pierwszej połowie był bliski zdobycia bramki — myślę, że to było po siedmiu czy ośmiu minutach. Nie było zaskoczeniem, że jego strzał został wtedy zablokowany, bo Everton to zespół, który broni niesamowicie solidnie. W drugiej połowie znów miał dwie takie sytuacje — jedna została zablokowana, ale przy golu znalazł odrobinę wolnej przestrzeni i trafił do siatki. To cieszy — zarówno jego samego, ale i nas wszystkich... kolegów z drużyny, sztab i kibiców.
O braku czerwonej kartki dla Tarkowskiego po faulu na Alexisie Mac Allisterze w pierwszej połowie…
Pozwól, że najpierw powiem: nie chcę komentować tej sytuacji, bo już tyle osób to zrobiło — nawet ci, którzy za Liverpoolem nie przepadają — i wszyscy byli zgodni, co do tego, jaka powinna była zapaść decyzja. Nie ma potrzeby, żebym ja to jeszcze komentował. Czy byłem zaskoczony? Nie.
O Curtisie Jonesie rozgrywającym mecz na prawej obronie...
To nie jest pomysł, który pojawił się w zeszłym tygodniu. To coś, nad czym myślałem — i nad czym my wszyscy myśleliśmy — już od dłuższego czasu. W pierwszej połowie sezonu były momenty, w których rozmawiałem z nim o tym, że moim zdaniem jest w stanie grać na tej pozycji w meczach lub w ich fragmentach. Ale wtedy trzech bocznych obrońców było kontuzjowanych: Trent Alexander-Arnold, Conor Bradley i Joe Gomez. Wtedy trzeba było postawić na środkowego obrońcę w tej roli.
Jarell [Quansah] poradził sobie całkiem nieźle na tej pozycji, trzeba to przyznać. Tutaj z pewnością pomógłby nam przy stałych fragmentach. Ale czułem i czuliśmy, że musimy lepiej grać piłką niż w meczu wyjazdowym. Wystawienie pomocnika na tej pozycji to może ryzyko, ale wiedziałem, że może pomóc swoją kreatywnością, bo właśnie tego brakuje, kiedy nie gra Trent. W defensywie też spisał się bardzo dobrze, więc to był solidny występ z jego strony, jak zresztą całego zespołu. Miło mieć dodatkową opcję na tej pozycji, gdy trzech zawodników jest poza grą.
O VARZe, który w 10 sekund podjął decyzję odnośnie brutalnego faulu Tarkowskiego...
Nie przeszkadza mi, czy to zajmie 10 sekund, czy minutę. Jeśli jesteś sędzią VAR i uważasz, że to nie jest czerwona kartka, możesz to powiedzieć już po 10 sekundach — nie musisz czekać, aż ja to obejrzę przez całą minutę. To człowiek podejmuje decyzję — sędzia na boisku podejmuje decyzję, człowiek przy VAR też. Nie mam problemu z tym, czy to trwa 10 sekund, minutę, dwie, czy trzy. Ważne, żeby podjęto właściwą decyzję.
Jeśli słucham wszystkich komentarzy, to ludzie uważają, że właściwej decyzji nie podjęto — ale na szczęście podjęto ją przy bramce ze spalonego, która według przepisów spalonym nie była. Czy lubię ten przepis? Nie. Nie lubię go. Uważam, że to przepis, który nie pomaga drużynom chcącym atakować, bo zazwyczaj przesuwamy się do linii środkowej, rywale grają długą piłkę, napastnik jest na spalonym, a moi środkowi obrońcy czują, że muszą ją wybić. Zawsze wtedy mówię do sędziego liniowego, że był spalony, a oni mówią: „Nie, nie, nie, on nie brał udziału w akcji.” Nienawidzę tego przepisu, ale dziś jego zastosowanie zadziałało na naszą korzyść. W tej sytuacji — dobra robota.
Komentarze (7)
Wynik i tak ponad stan zrobiliśmy. Kto się spodziewał, że po odejściu Kloppa i przyjściu Slota, będziemy o tej porze o krok od mistrzostwa Anglii? nikt. Ja miałem nadzieję, że załapiemy się do TOP4, a o żadnych pucharach nawet nie marzyłem, a Ty piszesz, że coś jest przykre i nie wiesz jak do tego podejść.... litości... Premier League zawsze było, będzie i jest najważniejsze - jeszcze raz się powtórzę, że z tą kadrą i tak wynik ponad stan zrobiliśmy.