FUL
Fulham
Premier League
06.04.2025
15:00
LIV
Liverpool
 
Osób online 1312

Diogo Jota potrzebował takiego meczu


Minęło sporo czasu, odkąd imię Diogo Joty wybrzmiało na Anfield z taką mocą.

Reprezentant Portugalii przeżywa kolejny sezon pełen wzlotów i upadków – kontuzje oraz problemy z formą uniemożliwiły mu na dobre zadomowienie się w roli podstawowej „dziewiątki” pod wodzą nowego trenera Arne Slota.

Narastającą frustrację Joty było widać podczas jego osobistej serii 10 meczów bez gola (z czego siedem rozpoczął w pierwszym składzie) przed marcową przerwą na spotkania reprezentacyjne, gdy jego pewność siebie została mocno nadwyrężona. Jednak wybrał idealny moment, by odzyskać skuteczność – to właśnie jego trafienie przesądziło o losach 246. derbów Merseyside w środowy wieczór.

Był to klasyczny Jota – tuż przed godziną gry odebrał piłkę Jamesowi Garnerowi tuż przed polem karnym Evertonu, po czym dostał podanie piętą od Luisa Díaza. Błyskawicznie dostrzegł przestrzeń, którą można było wykorzystać, ruszył między Idrissę Gueye i Jamesa Tarkowskiego, a następnie mocnym, niskim strzałem pokonał Jordana Pickforda.



Wybuch emocji na boisku i na trybunach pokazał, jak wiele to znaczyło. Radość i ulga były wszechobecne, gdy Jota wskazał palcem na herb na swojej koszulce, zanim skaczący ze szczęścia Curtis Jones wskoczył mu na plecy.

Liverpool powrócił na zwycięską ścieżkę po bolesnych porażkach – odpadnięciu z Ligi Mistrzów po meczu z Paris Saint-Germain oraz przegranym finale Pucharu Ligi z Newcastle United w zeszłym miesiącu. Dzięki temu zwycięstwu The Reds odbudowali 12-punktową przewagę na szczycie Premier League, a Jota świętował swojego pierwszego gola od styczniowego meczu z Nottingham Forest, w którym uratował remis.

- Bardzo się cieszę – powiedział Arne Slot. Everton był niepokonany od dziewięciu meczów, prawie nie tracił bramek, prawie nie dopuszczał do okazji, bronił się dziesięcioma zawodnikami, poza napastnikiem Beto, w okolicach własnego pola karnego.



Diogo już w pierwszej połowie był blisko. Nie było zaskoczeniem, że jego strzał został zablokowany, bo Everton jest defensywnie niezwykle silnym zespołem. Przy golu znalazł jednak odrobinę przestrzeni i trafił do siatki, co było ważne nie tylko dla niego, ale także dla nas – jego kolegów z drużyny, sztabu i kibiców.

To był dziewiąty gol Joty w tym sezonie we wszystkich rozgrywkach i pierwszy w Premier League na Anfield od wyrównującego trafienia w meczu z Fulham 14 grudnia. W tym sezonie zdobywa bramkę średnio co 173 minuty, podczas gdy w poprzednim, gdy pod wodzą Jürgena Kloppa strzelił 15 goli we wszystkich rozgrywkach, trafiał średnio co 114 minut. To był dopiero jego 11. ligowy występ w pierwszym składzie w kolejnym sezonie przerywanym przez kontuzje.

- Zawsze wierzę w siebie, powiedział Jota w rozmowie ze Sky Sports. Zawsze wierzę, że nadarzą się okazje i że muszę być gotowy, by je wykorzystać. Mam nadzieję, że ten mecz rozpocznie dobrą serię, która będzie pomocna dla zespołu. Najważniejsze były trzy punkty. Oby to zwycięstwo dało nam rozpęd na resztę sezonu.

David Moyes, menedżer Evertonu, który wciąż czeka na swoje pierwsze zwycięstwo na Anfield (22 mecze, 7 remisów, 15 porażek), upierał się, że gol Joty powinien zostać anulowany z powodu spalonego Luisa Díaza na wcześniejszym etapie akcji. Kolumbijczyk jednak nie podjął próby zagrania piłki, zanim przejął ją Tarkowski, więc sędzia VAR, Paul Tierney, nie interweniował.

Pozostaje jednak zagadką, jak to możliwe, że Tarkowski w ogóle pozostał na boisku, po tym jak Tierney nie wysłał arbitra Sama Barrotta do obejrzenia powtórki sytuacji, w której kapitan Evertonu otrzymał jedynie żółtą kartkę za brutalny faul na Alexisie Mac Allisterze na początku spotkania.

- Nawet ludzie, którzy nie przepadają za Liverpoolem, byli zgodni i jednoznaczni co do tego, jaka powinna być ta decyzja – powiedział Slot. Nie muszę tego komentować. Czy byłem zaskoczony? Nie.



Dzięki trafieniu Joty błąd sędziowski ostatecznie stał się jedynie przypisem do meczu. Jego jedyny wcześniejszy gol przeciwko Evertonowi w pięciu sezonach gry w Liverpoolu padł w grudniu 2021 roku, gdy przypieczętował zwycięstwo 4:1 na Goodison Park. Teraz dołączył do grona bohaterów derbów Merseyside.

Były napastnik Wolverhampton Wanderers odpłacił Slotowi za okazane zaufanie. Trener mógł go posadzić na ławce po słabych występach w meczach z PSG i Newcastle, w których Jota zagrał od pierwszej minuty.

W końcu ktoś odciążył Mohameda Salaha. Egipcjanin, który w styczniu i lutym strzelał w ośmiu kolejnych meczach, od tego czasu zdobył tylko dwie bramki – obie z rzutów karnych przeciwko ostatniemu w tabeli Southampton. W derbach nie zdołał odcisnąć swojego piętna na grze.

W środę w sieci zawrzało po tym, jak pojawiło się zdjęcie Salaha z ekipą filmową w Albert Dock. Nie miało to jednak nic wspólnego z jego kontraktem, który wygasa z końcem sezonu. Fotografia została zrobiona w poniedziałek, gdy Salah brał udział w wydarzeniu organizowanym przez jednego ze sponsorów klubu. Rozmowy o przedłużeniu umowy trwają, a obie strony liczą na znalezienie odpowiedniego kompromisu.

Liverpool nie chce latem szukać nowego prawoskrzydłowego na miejsce 33-letniego Egipcjanina, ale zakup napastnika wydaje się coraz bardziej konieczny.

Gdy Jota porusza się po boisku z takim zaangażowaniem i wykańcza akcje z taką precyzją, jak w środowym meczu, przypomina, że jest najbardziej kompletną „dziewiątką”, jaką Liverpool ma obecnie w składzie. Jest też zdecydowanie lepiej dopasowany do stylu gry Slota niż Darwin Núñez. Nie ma również wątpliwości, że Luis Díaz jest bardziej efektywny jako skrzydłowy niż napastnik grający w środku.

Problem w tym, że Jota nie jest w stanie utrzymać regularnej dostępności. W wieku 28 lat i z dwuletnim kontraktem tylko raz w barwach Liverpoolu rozegrał co najmniej 20 meczów w pierwszym składzie w sezonie (27 w rozgrywkach 2021/22).

Wiele zależy od ofert, jakie pojawią się latem, ale na ten moment najbardziej prawdopodobny scenariusz to sprzedaż Núñeza i sprowadzenie nowego napastnika, który zwiększy konkurencję dla Joty.

Liverpool potrzebuje teraz maksymalnie 13 punktów w ośmiu ostatnich meczach, by sięgnąć po mistrzostwo. To nie było spektakularne zwycięstwo nad Evertonem i ten mecz nie przejdzie do historii, ale Slot dostał to, czego oczekiwał – zaangażowanie, fizyczność i odporność. Jego piłkarze nie dali się zdominować, wygrywając 51 procent pojedynków. Walczyli jak równy z równym.

Po kontrowersjach w końcówce lutowego starcia na Goodison, ta wygrana smakowała jeszcze lepiej. To było 100. zwycięstwo Liverpoolu nad Evertonem we wszystkich rozgrywkach i kolejny krok w stronę tytułu mistrza Anglii.

Końcówka sezonu powinna być łatwiejsza, bo z Joty spadł spory ciężar.

James Pearce
Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (2)

Brodwej 03.04.2025 21:38 #
My też potrzebowaliśmy takiego meczu w wykonaniu Joty )
Spectre 04.04.2025 11:14 #
Przyda sie nam teraz bramkostrzelny napastnik.

Pozostałe aktualności

Gravenberch pobija rekord Fowlera  (4)
04.04.2025 00:11, Maja, thisisanfield.com
Tarkowski: Przeprosiłem go za ten wślizg  (5)
03.04.2025 22:54, AirCanada, Liverpool Echo
Ferguson: To oczywista czerwona kartka  (1)
03.04.2025 22:43, B9K, Liverpool Echo
Luis Díaz graczem meczu z Evertonem  (0)
03.04.2025 22:13, AirCanada, własne