Opinie prasy po meczu z Leeds
Rok 2026 dla Liverpoolu rozpoczął się w możliwie najbardziej banalny i nudny sposób – bezbramkowym remisem z Leeds United na Anfield. Tyle z noworocznej radości.
Jak zazwyczaj, wysłannicy ECHO byli na meczu, by dokładnie przeanalizować przebieg wydarzeń. Całą naszą relację meczową możecie znaleźć tutaj: werdykt po spotkaniu, analizę pomeczową, oceny zawodników oraz reakcje tuż po końcowym gwizdku. Sprawdzicie też, co o wszystkim powiedzieli Arne Slot i Daniel Farke.
Na miejscu byli również nasi koledzy z ogólnokrajowych mediów, którzy przedstawili własne, wyważone opinie. Oto jak ocenili rozczarowujący remis mistrzów Premier League...
Paul Joyce, The Times:
Arne Slot w ostatnich tygodniach przekonywał, że wszelkie oceny aktualnego sezonu Liverpoolu należy odłożyć do półmetka rozgrywek.
Teraz, gdy ten moment nadszedł, jedynym wiarygodnym werdyktem jest to, że jego zespół wciąż jest bardzo, bardzo daleko od miejsca, w którym chciałby się znajdować... zarówno pod względem pozycji w tabeli, jak i stylu gry, który – umówmy się – budzi mieszane odczucia.
Wśród nieustannych zrywów i walki trudno było sobie przypomnieć sytuację, w której bramkarz Leeds United, Lucas Perri, byłby wystawiany na poważną próbę. Z kolei jedynie decyzja o spalonym powstrzymała rezerwowego napastnika gości, Dominica Calverta-Lewina, przed zdobyciem gola końcówce spotkania w siódmym kolejnym meczu Premier League.
Być może seria meczów bez porażki Liverpoolu została wydłużona do ośmiu spotkań, a drużyna wciąż zajmuje czwarte miejsce, ale dla kibiców gospodarzy był to bezbarwny wieczór i ciężkie do oglądania widowisko.
_________
Lewis Steele, Daily Mail:
Ci, którzy w całym kraju leczyli kaca po hucznym pożegnaniu 2025 roku, mogli się zastanawiać, czy Liverpool również nie spędził sylwestra na całonocnej zabawie.
Mistrzowie Premier League byli powolni, ospali i pozbawieni kreatywności, a Leeds – po raz drugi – zdołało urwać the Reds cenne punkty.
To spotkanie było znacznie mniej atrakcyjne niż rewanżowy remis 3:3 i wielu widzów w całym kraju mogło tym razem przysnąć, zamiast oglądać trzymający w napięciu thriller na Elland Road. I właśnie w tym tkwi obecny problem Liverpoolu Arne Slota – wszystko jest trochę nudne.
Jednym z pozytywów jest to, że miesiąc czy dwa temu Liverpool prawdopodobnie by ten mecz przegrał. To była zaiste fatalna jesienna seria. Ekipa z Anfield wygrała wówczas tylko cztery z 15 spotkań.
Steven Gerrard miesiąc temu powiedział, że zespół zatrzymał krwawienie. Trzeba przyznać, że defensywa jest teraz znacznie szczelniejsza. Minęły czasy tracenia goli seriami, jak w porażkach 1:4 z PSV Eindhoven czy 0:3 z Nottingham Forest.
Jednak naprawiając jeden problem, Slot uwypuklił inny. Łatając dziury w defensywie, przekierował kłopoty w inne miejsce.
Szkoleniowiec nigdy nie był bliski zwolnienia i w trakcie tej słabej serii miał poparcie wewnątrz klubu, lecz znaczna część kibiców odwróciła się od niego. Ten wynik i ten występ jego zespołu z pewnością nie sprawi, że krytycy Holendra się uciszą.
_________
Daniel Orme, The Daily Mirror:
Mimo całej siły ognia, jaką dysponuje Liverpool, ofensywa w starciu przeciwko Leeds okazała się najsłabszym ogniwem. Przez 90 minut oddali zaledwie trzy celne strzały.
To zdecydowanie za mało jak na drużynę, która chce na koniec sezonu okupować pozycję premiowaną grą w Lidze Mistrzów. Wciąż nierozwiązana pozostaje kwestia przyszłości Mohameda Salaha na Anfield, a kontuzja Alexandra Isaka zapowiada jego dłuższą absencję.
To może skłonić Arne Slota do poszukania wzmocnień w trakcie zimowego okienka transferowego.
Oczywiście Leeds chętnie wywiozłoby zwycięstwo z Anfield, ale trudno twierdzić, że remis nie jest dla nich pozytywnym wynikiem. Zespół Daniela Farke ma teraz siedem punktów przewagi nad strefą spadkową.
Wciąż jest jeszcze praca do wykonania, by klub z Yorkshire zapewnił sobie ligowy byt na kolejny sezon, ale znajdują się w bardzo dobrej pozycji.
_________
Jason Burt, Daily Telegraph:
Czy Hugo Ekitike był autorem pudła sezonu?
23-latek jest bez wątpienia jednym z nielicznych sukcesów w trudnym sezonie Liverpoolu. Nie da się jednak ukryć faktu, że jego niecelny strzał głową – w sytuacji, w której po prostu musiał zdobyć gola – był doskonałym pdosumowaniem tego, jak bezzębny byli the Reds w starciu z Leeds United.
Arne Slot zaliczył 84. spotkanie jako trener Liverpoolu. Jednoczesnie był to pierwszy bezbramkowy remis Liverpoolu za kadencji Slota. Holender obiecywał otwarty, ekscytujący futbol ofensywny, a tymczasem jego zespół sprawił, że pierwszy ich mecz w 2026 roku był ciężki i powolny.
Szkoleniowiec kręcił głową przy linii bocznej, widząc zmagania swojego zespołu i – jego zdaniem – symulowanie ze strony Leeds. Ale Slot wiedział też i przyznał, że Liverpoolowi brakowało jakości w ofensywie. Zapytany, czego zabrakło, odpowiedział: Gola. To najprostsza odpowiedź.
Liverpool nie był wystarczająco odważny. Oddali 19 strzałów i zanotowali xG (oczekiwane gole) na poziomie 1,96, co sugeruje, że powinni byli strzelić gola, choć nie sprawiali wrażenia, że byli bardzo blisko. Możemy też zadać pytanie, na ile współczynnika nie podbiło też okropne pudło Ekitike...
To już osiem meczów bez porażki Liverpoolu, ale ekipa z Merseyside wciąż sprawia wrażenie, że mecze dla nich to mozolne przeprawy. Mają powody do frustracji po tym meczu. Dużo mówi się o tym, że Liverpool powinien wzmonić się o kolejnego środkowego obrońcę. Ale oni bezwzględnie potrzebują także kolejnego napastnika.
_________
Werdykt ECHO:
Suche statystyki powiedzą, że Liverpool przedłużył serię meczów bez porażki do ośmiu. Ale podobnie jak remis 3:3 z tym samym rywalem sprzed kilku tygodni, ten bezbramkowy mecz z Leeds United będzie odczuwany jak porażka.
Jak mogłoby być inaczej? Po tym, jak trzecia w tabeli Aston Villa została rozbita przez Arsenal, a Chelsea straciła punkty i w tym tygodniu zwolniła trenera, okazja, by odskoczyć od piątego miejsca i zbliżyć się do trzeciego, przepadła.
I całkowicie fair jest pytanie, kiedy – skoro impet zbudowany solidną, choć niespektakularną i niezbyt przekonującą serią został właśnie zatrzymany – występy tej niewiarygodnie drogiej kadry staną się bardziej przekonujące?
Nawet teraz, gdy rozpoczyna się druga połowa sezonu, trudno jednoznacznie opisać lub zdefiniować styl gry Liverpoolu. Przy całych pieniądzach wydanych na przebudowę mistrzowskiego składu, odpowiedzialność za to spada na trenera Slota.
The Reds oddali tylko jeden celny strzał w drugiej połowie – był to uderzenie z dystansu Dominika Szoboszlaia – a obraz Ekitike, jedynego dostępnego napastnika Slota, ustawionego szeroko po prawej stronie i próbującego w 96. minucie dośrodkować do czekających w polu karnym kolegów, doskonale to podsumował. Numer 22 zbyt często oddala się od stref, które są królestwem napastników. To jest coś, nad czym należy w nadchodzących miesiącach popracować.
Choć remis 0:0 nie przekreśla ambicji związanych z Ligą Mistrzów, być może najbardziej niepokojąca jest myśl, że Liverpool ma już za sobą najgorszy okres sezonu, a to jest po prostu ich obecny poziom. To otrzeźwiająca refleksja – przynajmniej dla tych, którzy zaczęli styczeń w tak nijaki sposób.

Komentarze (0)