Co dalej z Konaté i Robertsonem?
Prawie na miejscu, drodzy Państwo. Za mniej niż 24 godziny styczniowe okno transferowe otworzy się szeroko, a piłkarze zaczną przez nie przeskakiwać w nadziei na znalezienie dla siebie nowych pastwisk.
Cóż, mniej więcej coś takiego. Jednak pośród wszystkich spekulacji dotyczących transferów - zarówno tych przychodzących i odchodzących - największa uwaga kibiców Liverpoolu skupi się być może na dwóch piłkarzach, wokół których ostatnio nic się nie wydarzyło.
A to dlatego, że zarówno Ibrahima Konaté, jak i Andy Robertson znajdują się na progu wejścia w ostatnie sześć miesięcy swoich obecnych kontraktów z Liverpoolem.
Choć obaj są na różnych etapach swoich karier, każdy z nich będzie mógł od czwartku oficjalnie rozpocząć rozmowy w sprawie podpisania kontraktu z klubem spoza Anglii. Potencjalni chętni z kraju musieliby poczekać do lata.
Większą zagadką jest Konaté. Sprowadzony w 2021 roku z RB Lipsk za 36 milionów funtów, reprezentant Francji zaliczył swój 100. występ w Premier League w weekendowym zwycięstwie nad Wolves, a łącznie ma już na koncie 157 występów w barwach Liverpoolu we wszystkich rozgrywkach.
Rozmowy na temat nowej umowy, rozpoczęte ponad rok temu, nie wykazują oznak zbliżania się do osiągnięcia porozumienia, a ostatnie komentarze Konaté na temat tej sytuacji padły w zeszłym miesiącu.
- Widziałem ostatnio wiele rzeczy w prasie, na przykład że Liverpool złożył mi nową ofertę - powiedział piłkarz.
- Nie wiem, skąd to się wzięło. Moi agenci nadal prowadzą rozmowy z Liverpoolem. Mam nadzieję, że moja decyzja zapadnie bardzo szybko, abym mógł ją ogłosić.
Nierówna forma Konaté w pierwszych miesiącach tego sezonu sprawiła, że pojawiły się sugestie, iż wpływa na nią niepewność dotycząca jego przyszłości – zwłaszcza że Real Madryt, od dawna zainteresowany środkowym obrońcą, poinformował Liverpool, iż nie jest zainteresowany pozyskaniem za darmo zawodnika.
Jego nazwisko nadal łączy się jednak z Bayernem Monachium oraz Paris Saint-Germain i trzeba oddać Konaté zasługi - zawodnik, pozostając pierwszym wyborem na środku obrony the Reds obok Virgila van Dijka, w ostatnim czasie zanotował serię coraz lepszych występów. Niemniej jednak plotki dotyczące jego przyszłości tylko się nasilą, gdy okno transferowe zostanie otwarte.
Z kolei Robertson nie jest już podstawowym wyborem na lewej obronie i w tym sezonie rozpoczął tylko trzy mecze Premier League w wyjściowym składzie, a letni nabytek Milos Kerkez jest preferowaną opcją.
31-latek był celem Atlético Madryt przed startem rozgrywek, jednak do transferu nie doszło, a Liverpool zamiast tego zawęził swoje opcje na tej pozycji, zatwierdzając roczne wypożyczenie Kostasa Tsimikasa do Romy.
Perspektywa bycia kapitanem reprezentacji Szkocji na mistrzostwach świata latem jest dla Robertsona priorytetem i istnieje duża szansa, że jego przyszłość na Anfield nie zostanie rozstrzygnięta aż znajdziemy się znacznie bliżej tego turnieju. Od czasu gdy Robertson ujawnił, że wcześniej w ubiegłym roku odbyły się wstępne rozmowy, wszelkie doniesienia o postępach negocjacji ucichły.
Liverpool nie ma zamiaru spieniężać ani Konaté, ani Robertsona w styczniu tylko po to, by uniknąć ich odejścia za darmo po zakończeniu sezonu.
Fenway Sports Group ma ugruntowaną politykę pozwalania piłkarzom na wypełnianie kontraktów do końca, o ile wciąż są przydatni dla pierwszej drużyny - co było wielokrotnie widoczne za czasów Jürgena Kloppa, a także w poprzednim sezonie, kiedy to Arne Slot tak długo jak to możliwe korzystał z umiejętności Trenta Alexandra-Arnolda.
Jednak na ten moment otwarcie noworocznego okna transferowego może równie dobrze oznaczać początek końca na Anfield - zarówno dla Robertsona, jak i Konaté.
Ian Doyle

Komentarze (0)