Riise wspomina opuszczenie Liverpoolu
John Arne Riise nie żałuje decyzji o wyborze Liverpoolu zamiast Fulham, choć opuszczenie Anfield w 2008 roku było dla niego wielkim ciosem. Dwa byłe kluby Norwega zmierzą się w niedzielę, kiedy The Reds udadzą się na Craven Cottage.
Rise spędził na Anfield znacznie więcej czasu niż w Fulham i początkowo miał możliwość odrzucenia oferty The Reds, by przenieść się do zachodniego Londynu. Obrońca dokonał jednak innego wyboru, którym jak sam przyznaje, był zachwycony.
- Jean Tigana sprowadził mnie do Monaco, a potem chciał mnie sprowadzić do Fulham - powiedział po swoim transferze do Fulham w 2011 roku.
- Byłem bardzo blisko podpisania kontraktu, ale ostatecznie trafiłem do Liverpoolu i nie żałuję swojej decyzji, biorąc pod uwagę moje doświadczenia i mecze, w których zagrałem. Kiedy masz 20 lat i Liverpool chce, żebyś dla nich grał, to dość łatwa decyzja.
Podczas swojej przygody z Liverpoolem lewy obrońca rozegrał 348 meczów i zdobył wiele trofeów, w tym Ligę Mistrzów w sezonie 2004/05.
Ostatecznie odszedł do Romy po siedmiu sezonach spędzonych w barwach The Reds, czego później żałował.
- Muszę przyznać, że powinienem był zostać, bo wiem, że wygrałbym rywalizację z Andreą Dosseną - wspominał w 2015 roku na swoim blogu.
Riise ujawnił, że były menedżer, Rafa Benítez, poinformował go o zamiarze pozyskania nowego lewego obrońcy, co oznaczało dla niego możliwość utraty miejsca w pierwszej jedenastce.
Dyskusja ta miała miejsce zaledwie kilka dni po pamiętnej samobójczej bramce Riise przeciwko Chelsea w półfinale Ligi Mistrzów.
Mimo to, były gwiazdor Liverpoolu nie wierzy, że ten błąd był przyczyną takiego obrotu spraw.
- Szczerze uważam, że samobójcza bramka nie wpłynęła na decyzję Rafy. Może się mylę, ale jestem niemal pewien, że nie była głównym powodem. Tak, byłem zdruzgotany, płakałem w domu i nie rozmawiałem z nikim przez kilka dni. Wiedziałem, że zawiodłem wszystkich moich kolegów z drużyny, a zwłaszcza kibiców.
- Wyszedłem z gabinetu z wielkim szacunkiem dla Rafy. Jedyne, czego mi brakowało, to żeby powiedział mi wcześniej, jaki jest mój status w drużynie i co muszę zrobić, żeby pozostać pierwszym wyborem.
- Gdyby powiedział mi, że muszę się bardziej postarać, zrobiłbym wszystko, co w mojej mocy. Byłem ślepy i tego nie widziałem. Mimo wszystko kocham Rafę, w Stambule zapewnił mi najlepszy wieczór w moim życiu, okazał mi mnóstwo zaufania podczas mojego pobytu w Liverpoolu. Nauczyłem się od niego wiele. Był świetnym menedżerem na mojej drodze.
Odejście Riise z Liverpoolu było równie emocjonalne, o czym opowiedział w rozmowie z talkSPORT.
- Byłem na treningu, kiedy ktoś przyszedł i zawołał mnie do szatni, żeby powiedzieć, że trener chce ze mną porozmawiać.
- Zostały nam dwa mecze do końca sezonu, a mi został rok kontraktu, więc pomyślałem, że chodzi o jego przedłużenie. Usiadłem i nie miałem pojęcia co zaraz się wydarzy. Powiedział "myślę, że nadszedł czas, żebyśmy się rozeszli”. Pomyślałem sobie, że jestem tu od siedmiu sezonów i wygrałem wszystko, więc skąd taka decyzja?
- Wiedziałem, że krążą plotki o podpisaniu kontraktu z nowym lewym obrońcą, a on powiedział mi, że przychodzi Andrea Dossena. Dał mi wybór - mogę zostać i walczyć. Jednak biorąc pod uwagę przybycie nowego zawodnika, który przychodzi na tę pozycję, nie dostanę swojej szansy przez cztery, pięć miesięcy.
- Miałem na koncie 348 meczów, zapytałem, czy mogę wejść jako rezerwowy w ostatnich dwóch, żeby dobić do 350. Nie było szans. Poszedłem do szatni, chłopaki zapytali mnie, co się stało, a ja powiedziałem "to koniec".
- Poszedłem do samochodu, trochę popłakałem w samotności. Płacząc zadzwoniłem do mojego agenta . To był szok, bo byłem tam od siedmiu sezonów. Powiedział tylko „nie martw się, za kilka dni będziemy mieli dla ciebie nowy klub”.

Komentarze (0)