Dwie różne połowy, 0:0 z Arsenalem
Liverpool zremisował bezbramkowo z Arsenalem w ramach 21 kolejki Premier League. Było to spotkanie dwóch różnych połów w wykonaniu The Reds. O ile pierwsza część meczu rozczarowała, o tyle druga dała nadzieje nawet na zdobycie kompletu punktów.
W mocno deszczowej aurze oba zespoły bardzo spokojnie rozpoczęły spotkanie. Obie ekipy skupiły się na długich, uwalniających zagraniach w kierunku piłkarzy ofensywnych, niemniej przez pierwsze pięć minut meczu nie było w zasadzie żadnego zagrożenia przy obu bramkach.
W ósmej minucie Arsenał szukał Gyokeresa długimi piłkami, ale wszystkie łapał Alisson. Niestety jego gra nogami nie była zbyt skuteczna i często Liverpool tracił piłkę.
W 10 minucie Kanonierzy znaleźli się w polu karnym Liverpoolu, ale Timber nie doszedł do piłki. Chwilę później atakował również Trossard, ale nie potrafił oddać celnego strzału głową. W 11 minucie po niezbyt udanej interwencji Kerkeza, Arsenal podchodził do rzutu rożnego. Alisson wypiąstkował centrę i zagrożenia nie było.
W 15 minucie Arsenal kilkukrotnie atakował Liverpool. Najpierw po długiej piłce Rice’a nikt nie potrafił wykończyć akcji a następnie po dryblingu Saki i zagraniu piłki w środek pola zabrakło wykończenia w postaci strzału. Liverpool starał się bronic a Arsenal rozkręcać w ataku.
Liverpool wyszedł w 17 minucie z szybką akcją, ale Kerkez niezbyt dobrze posłał piłkę w kierunku pola karnego. Chwilę później Saka atakował na bramkę Alissona, ale ten skutecznie złapał uderzenie.
W 24 minucie Gravenberch próbował strzału na bramkę Rayi. Uderzenie zostało zablokowane przez obrońców rywala. Była to jedna z nielicznych sytuacji, kiedy Liverpool był z daleka od własnej bramki.
Mimo dominacji Arsenalu, to w 27 minucie Liverpool miał najgroźniejszą akcję. Defensywa Arsenalu popełniła błędy a Bradley próbował lobem zdobył gola. Niestety uderzenie wylądowało na poprzeczce. Akcje próbował kończyć rownież Gakpo, ale jego zejście na prawą nogę nie przyniosło rezultatu.
Arsenal starał się wrócić do posiadania piłki i spokojnego budowania akcji. Kilka rzutów wolnych również nie przyniosło zagrożenia. Niemniej to zespół gospodarzy częściej był na połowie Liverpoolu. The Reds zmuszeni byli stale bronić i szukać wybicia piłki.
W 36 minucie doszło do niebezpiecznej sytuacji. Frimpong upadł w polu karnym Arsenalu, ale arbiter nie dopatrzył się przewinienia. Piłkarze Kanonierów nie wybili piłki a dodatkowo biegli dalej ze swoją akcją. Po chwilowych protestach, gra wróciła do swojego tempa a gospodarze wznawiali z rzutu rożnego. Chwilę później kilka górnych piłek Arsenalu zostało wybitych przez stoperów The Reds.
Kanonierzy usilnie starali się rozgrywać piłkę na skrzydła i szukać centry w pole karne. Blok Liverpoolu był wyjątkowo skuteczny. Po 40 minucie meczu tempo zdecydowanie spadło i obie ekipy wyglądały na takie, które najchętniej znalazłyby się w szatni.
W 43 minucie Arsenal zmienił jednak zdanie i postarał się jeszcze raz zagrozić bramce. Strzał Rice'a został obroniony przez Alissona. Później próbował dryblingu w polu karnym Saka, ale został skutecznie zablokowany przez kilku zawodników Liverpoolu.
Sędzia doliczył do pierwszej połowy meczu dwie minuty a zagrożenia po obu stronach już nie było. Do przerwy mieliśmy remis 0:0.
Można było oczekiwać, że obie ekipy wyjdą bez zmian personalnych na drugą połowę. Podobnie było z nastawieniem. Niemniej pierwszą groźną akcję wykonał Liverpool. Wirtz próbował się przedzierać w polu karnym Arsenalu, ale został zatrzymany przez Gabriela. Dodatkowo sędzia sprawdzał rzut karny, ale nikt niczego nie widział.
W 50 minucie Liverpool starał się atakować lewą stroną. Niestety Gakpo za mocno zagrywał do Kerkeza. Węgier nie miał szans dobiec do piłki zagranej w pole karne Arsenalu. Kanonierzy próbowali wyjść z akcją, aby nie pozostać dłużnymi.
W 56 minucie Trossard zagrywał groźną piłkę w pole karne, w kierunku Zubimendiego. Hiszpan nie potrafił jednak opanować piłki i Alisson mógł wznawiać grę bez stresu. Dodatkowo Arsenal musiał dokonać zmiany. Hincapie nabawił się kontuzji a zastąpił go Miles Lewis-Skelly.

Liverpool starał się zdominować rywali i w okolicach 60 minuty gry Frimpong kilkukrotnie atakował prawą stroną boiska. Niestety najczęściej górą byli obrońcy Arsenalu. W 61 minucie jednak popełnili błąd i sfaulowali Mac Allistera. Do piłki oczywiście podchodził Szoboszlai. O jego strzale nie ma się co rozpisywać.
Liverpool ku zaskoczeniu wszystkich ruszył do pressingu. Szoboszlai próbował strzelać zza pola karnego, ale jego uderzenie został zablokowane. Goście szybko przejmowali piłkę i atakowali kolejny raz. Praktycznie w każdej akcji ofensywnej można było widzieć Frimponga.
W 65 minucie kolejną groźną akcję miał Liverpool. Świetną akcje Gravenbercha kończył podaniem w pole karne Frimpong. Holenderski wahadłowy mógł nawet w pewnym momencie akcji strzelać, ale zdecydował się na zagranie piłki w szesnastkę i niestety nie dotarła ona do żadnego piłkarza Liverpoolu.
W 68 minucie mieliśmy chwilową przerwę w grze. Najpierw w polu karnym Liverpoolu upadł Martinelli, ale sędzia nie dopatrzył się niczego niewłaściwego. Liverpool wychodził z akcją mimo protestów Kanonierów. Chwilę później piłką w twarz dostał Saka i arbiter przerwał grę. Zachowany został status quo i piłka w zasadzie wróciła do gry rzutem sędziowskim.
W 73 minucie gospodarze doszli do głosu. Najpierw lewą stroną atakował Saka, ale został skutecznie zatrzymany przez Kerkeza a następnie Martinelli omijając dwóch zawodników Liverpoolu szukał podaniem kolegi z zespołu. Podanie okazało się za mocne. Kanonierzy próbowali wrócić do ataków.

Do końca meczu pozostał kwadrans a kolejną akcję, którą rozpoczął Frimpong, strzałem kończył Szoboszlai. Niestety było to kolejne niecelne uderzenie. W 77 minucie Liverpool był nadal polem karnym Arsenalu, ale Bradley zaserwował podanie za linię końcową boiska.
W 80 minucie gospodarze zaatakowali raz jeszcze lewą stroną z perspektywy Liverpoolu. Będący krótko na boisku Madueke serwował zagranie w pole karne, ale zabrakło piłkarza do wykończenia. Liverpool odetchnął z ulgą i budował swoją akcję. Akcja zakończyła się faulem. Do piłki znowu doszedł Szoboszlai. Strzał był lepszy niż wcześniejsza próba, ale nadal niecelny.
W 85 minucie Martinelli zagrywał kolejną piłkę w pole karne Liverpoolu. Nikt jej nie zgarnął a dodatkowo sędzia dopatrzył się spalonego. Tempo spotkania zaczęło być chaotyczne a piłkarze próbowali przebić wzajemnie swoje obrony.
Liverpool kontrolował piłkę, szukał podań po ziemii. W 88 minucie Virgil próbował długim podaniem znaleźć kogoś z ataku Liverpoolu, ale piłka wyszła za boisko. Co ciekawe Arne Slot nie dokonał żadnej zmiany do tego momentu.
Sędzia doliczył cztery minuty a Gabriel Jesus otrzymał dobre zagranie od Eze. Strzał głową był jednak prosto w Alissona. Akcję później atakował Martinelli, ale również bramkarz Liverpoolu złapał piłkę w rękawice.
W samej końcówce doszło do niepotrzebnej sprzeczki pomiędzy obiema ekipami. Ucierpiał Bradley, który musiał opuścić boisko o noszach. Piłkarze Arsenalu nie byli zbyt zadowoleni z takiego obrotu spraw i chcieli szybko wznowić grę. Arbiter się na to nie zgodził. Bradley załamany opuścił murawę a zastąpił go Gomez.
Doliczony czas gry minął, ale Arsenal miał jeszcze akcje. Dodatkowo w 96 minucie miał rzut rożny. Trybuny czekały na to co miało nastąpić.
Nie nastąpiło jednak nic i sędzia zakończył mecz. Największym przegranym niestety będzie Conor Bradley, na którego wyniki badań będziemy musieli pewnie kilka dni poczekać.
Liverpool: Alisson; Bradley (Gomez 94'), Konate, Van Dijk, Kerkez; Gravenberch, Mac Allister, Szoboszlai; Frimpong, Wirtz, Gakpo
Arsenal: Raya; Timber, Saliba, Gabriel, Hincapie; Zubimendi, Rice, Odegaard (Eze 78'); Saka(Madueke 78'), Trossard (Martinelli '64), Gyokeres (Gabriel Jesus 64')

Komentarze (163)
Nie przypominam sobie, abyśmy za Kloppa grali taki antyfutbol jak dzisiaj.
O utrzymanie nie gramy, więc punktów ciułać nie musimy. Warto spróbować wyjść z kontra szybką. A my ją mamy okazję do kontry to zwalniamy grę i dajemy się ustawić przeciwnikowi.
To ma być ten nowy mistrz? Mający 25% posiadania piłki na własnym boisku, z będącym w najsłabszej formie od lat Liverpoolem? Jak nie dostana rożnego to nie wiedza jak grać. Trzymam kciuki, żeby ich City jeszcze dogoniło. Dobrze, że zabraliśmy im dziś 2 punkty.
Oglądałem ich mecz z wisienkami, też nie było się czym zachwycać.
Bardzo szkoda Bradleya. Nie sądzę, by wrócił prędko na boisko. Coś zdecydowanie nie jest okazem zdrowia Irlandczyk z Północy.
Nie dowierzam, jak można było spie*dolić taką maszynę do bramek.
Dzisiaj zespół na plus u mnie
Mega szkoda Bradleya , myślę że kolejna ciężka kontuzja , prawy obrońca potrzebny na już .
Miłego wieczoru czerwoni , walczymy i wierzymy w naszych . YNWA
Miłego wieczoru
Brakowało z przodu zdecydowania i przyspieszenia, ale to niekończąca się historia.
Za to dobra kontrola gry środkowych, plus obrońców. Bradley jak zwykle, jak już zaczyna wyglądać dobrze, to łapie uraz.
Szkoda chłopaka, ale chyba nie ma co liczyć, że będzie regularnie grał. Arne też mógł dać jakiś sygnał zmianami, ale jak zwykle przy teoretycznie korzystnym wyniku boi się zmieniać cokolwiek.
Alisson 5; Bradley 5 , Konate 5, Van Dijk 5, Kerkez 4; Gravenberch 4, Mac Allister 3, Szoboszlai 3; Frimpong 4, Wirtz 3, Gakpo 3
Sub Gomez bo
Niezła płynność i stabilny środek, a i światku Gryan.
Pora wrócić na zwycięskie ścieżkę, szansa do tego jest wybitna, teraz mecz na Anfield z Burnley i wyjazd na pogrążone w kryzysie Bourne bez Semenyo. Powoli wraca pewność siebie w Liverpoolu.
Nie mogę zdzierżyć, że Isak wypadł. Wydaje mi się, że teraz byłby okres, w którym Szwed zaczął by robić różnicę.
Po co Ci ten Darwin? Żeby zmarnował parę setek i niedosyt byłby większy. To piłkarz mem.
Wchodził i robił młyn . Wg mnie po śmierci Joty , powinien dostać jeszcze jedna ostatnia szansę.
Ekitike ma pewne jego cechy, jest szybki i chaotyczny, oddaje strzały z trudnych pozycji, ale dokłada do tego mnóstwo jakości, techniki i boiskowej inteligencji. Hugo to potężny upgrade względem Nuneza.
2. Śpd
3. Śo
4. skrzydłowy
W sumie to byliśmy bliżej wygranej bo poprzeczka Conora i moim zdaniem rzut karny, którego kalosze nie chcieli podyktować.
Arsenal nie stworzył żadnej 100 % okazji!
To teraz czerpać z tego co mamy i powalczyć o 2 🏆🔴💪😊
NIE ZROZUMIEM TEGO!
Wielka szkoda z powodu Bradleya. Najpierw mógł strzelić i zostać bohaterem, a skończyło się na poważnej kontuzji...
Miala być trojka do przerwy.
Najmocniejszy 4rsenal od lat, nie dał rady Liverpoolowi w totalnej rozsypce grając u siebie. Niech to City zgarnie tytuł, bo mieć takiego Mistrza jak kapiszony to wstyd. Całe szczęście historia lubi się powtarzać i jak zwykle Arsenal się wykolei przed samą metą.
Inna sprawa, że nie mieliśmy nikogo na "9".
Przed meczem remis brałbym w ciemno.
Po meczu jest pewien niedosyt, że można było utrzeć nosa Artecie.