Liverpool z awansem! Zwycięstwo 4:1 nad Barnsley
Liverpool po momentach chaosu i błysku jakości pokonuje Barnsley 4:1 i melduje się w 4. rundzie Pucharu Anglii.
Pierwsza połowa spotkania trzeciej rundy Pucharu Anglii na Anfield dostarczyła kibicom zarówno efektownych akcji, jak i momentu czystego absurdu. Liverpool schodził do szatni z prowadzeniem 2:1, choć początek meczu mógł kompletnie zmienić obraz rywalizacji.
Już w pierwszej minucie podopieczni Arne Slota zostali brutalnie obudzeni z letargu. Barnsley przeprowadziło szybką i błyskotliwą akcję prawą stroną, zakończoną dośrodkowaniem w pole karne. Keillor-Dunn uderzył z pierwszej piłki, trafiając w słupek. Gdyby strzał poleciał kilka centymetrów bardziej w światło bramki, Giorgi Mamardashvili byłby bez szans i musiałby wyciągać piłkę z siatki.
The Reds potrzebowali kilku minut, by odzyskać rytm, ale gdy już to zrobili, przejęli pełną kontrolę nad spotkaniem. W 9. minucie padł gol otwierający wynik meczu. Dominik Szoboszlai otrzymał piłkę przed polem karnym i potężnym, piekielnie mocnym uderzeniem z dystansu nie dał żadnych szans bramkarzowi Barnsley. Węgier po raz kolejny w tym sezonie potwierdził, że jego strzały z daleka są prawdziwą bronią Liverpoolu.
Gospodarze spokojnie budowali kolejne ataki, kontrolując tempo gry i spychając rywala do defensywy. Efektem tej przewagi była druga bramka zdobyta w 36. minucie. Jeremie Frimpong wygrał pojedynek jeden na jeden z Ogbetą, minął obrońcę gości, ściął do środka pola karnego i lewą nogą huknął pod poprzeczkę. Przy obu trafieniach asystą popisał się Alexis Mac Allister.
Gdy wydawało się, że Liverpool zejdzie do przerwy z bezpiecznym prowadzeniem, w 40. minucie doszło do kompletnie kuriozalnej sytuacji. Dominik Szoboszlai, najwyraźniej zbyt pewny siebie, próbował w bezczelny sposób rozegrać piłkę na piątym metrze własnego pola karnego, zagrywając do Mamardashviliego. Węgier nie trafił jednak czysto w futbolówkę, która prześlizgnęła się pod jego stopą. Z prezentu skorzystał były zawodnik Liverpoolu, Adam Phillips, który z bliskiej odległości bez problemu pokonał gruzińskiego bramkarza. Był to błąd absolutnie niepotrzebny, wynikający z nadmiernej fantazji. Mimo tej wpadki Liverpool prowadził do przerwy z Barnsley 2:1.
Druga połowa spotkania na Anfield miała zupełnie inny charakter niż pierwsze 45 minut. Gra stała się bardziej wyrównana, momentami chaotyczna, a Liverpool długo nie potrafił postawić kropki nad „i”. The Reds wyraźnie męczyli się z rywalem, który na co dzień występuje na trzecim poziomie rozgrywkowym w Anglii, a Barnsley nie zamierzało łatwo składać broni. Po wznowieniu gry oglądaliśmy sporo walki w środku pola i wiele pojedynków jeden na jeden po obu stronach boiska. Tempo akcji było rwane, brakowało płynności i klarownych sytuacji bramkowych. Liverpool miał optyczną przewagę, ale długo nie potrafił zamienić jej na konkrety, a każda kolejna minuta utrzymywała w meczu ambitnych gości.
Okazję na podwyższenie prowadzenia gospodarze stworzyli w 76. minucie. Znakomite dośrodkowanie z głębi prawej strony trafiło na szósty metr do Floriana Wirtza. Niemiec mógł praktycznie zamknąć spotkanie, jednak próbując efektownego uderzenia zewnętrzną częścią stopy, posłał piłkę wyraźnie nad bramką.
Niewykorzystana sytuacja nie zemściła się jednak na The Reds. W 84. minucie Liverpool przeprowadził akcję, która w pełni oddała piłkarską jakość Curtis Jones zagrał prostopadłą piłkę po ziemi do Hugo Ekitiké. Francuz bez zastanowienia odegrał piętką do wbiegającego w pole karne Floriana Wirtza, a ten precyzyjnym strzałem w samo okienko nie dał żadnych szans bramkarzowi Barnsley, podwyższając wynik na 3:1.
Gospodarze do końca nie zwalniali tempa i w czwartej minucie doliczonego czasu gry zadali jeszcze jeden cios. Po szybkim kontrataku, wyprowadzonym na wyraźnie podmęczonym rywalu, Florian Wirtz zerwał się obrońcom po długim podaniu, a następnie wzdłuż linii zagrał do lepiej ustawionego Hugo Ekitiké. Francuz wślizgiem skierował piłkę do siatki, ustalając wynik spotkania na 4:1.
Trafienie Ekitiké było ostatnim akordem tego meczu. Liverpool wygrał 4:1, awansował do czwartej rundy Pucharu Anglii i na kolejnym etapie rozgrywek zmierzy się na Anfield z Brighton.
Składy:
Liverpool: Mamardashvili – Frimpong (60' Wirtz), Gomez (60' Konaté), van Dijk, Robertson, Mac Allister (88' Nyoni), Szoboszlai, Chiesa (60' Ekitiké), Jones, Ngumoha (73' Gravenberch), Gakpo
Barnsley: Mahoney – Watson, Gevigney, Shepherd, Ogbeta (73' O'Connell), Phillips (73' Kelly), Bland, O'Keeffe, Cleary, Yoganathan (88' Gent), Keillor-Dunn

Komentarze (78)
Można sobie notorycznie obrażać Slota i nasz zespół, można hejtować, czemu nie? Ale dziś nie ma ku temu powodów, wiec nie rób tego na siłę.
2 - Florek Kaiser
3 - 11 meczów bez porażki
4 - pierwszy krok w drodze do celu czyli wygranej w FA 🏆 postawiony
5 - niesamowite to było widowisko 🤭
Mamardashvili 3– Frimpong 3, Gomez 3, van Dijk 3, Robertson 3, Mac Allister 2, Szoboszlai 3, Chiesa 2, Jones 4, Ngumoha 3, Gakpo 2
sub Wirtz 4, Konate 3, Nyoni bo, Ekitike 4, Gravenberch 3