Slot po meczu z Barnsley
Arne Slot na konferencji prasowej przedstawił swoją analizę zwycięstwa 4:1 nad Barnsley. The Reds awansowali do czwartej rundy rozgrywek i zmierzą się u siebie z Brighton & Hove Albion na Anfield w poniedziałek 14. lutego.
W pierwszej połowie oglądaliśmy bramki Dominika Szoboszlaia i Jeremiego Frimponga. Węgier popełnił później katastrofalny błąd, który pozwolił Adamowi Phillipsowi zdobyć gola kontaktowego dla gości. Rezerwowi Florian Wirtz i Hugo Ekitike połączyli siły, strzelając po jednej bramce w końcówce spotkania.
Całą konferencję pomeczową Slota można przeczytać poniżej:
Podsumowanie występu The Reds...
To dobre zwycięstwo, nie ze względu na grę tylko ze względu na wynik. Chcieliśmy awansować do kolejnej rundy i to właśnie zrobiliśmy. Cztery piękne gole, wszystkie to strzały z dystansu; nie zawsze łatwo jest przełamać niski blok, dla każdej drużyny na świecie i zdecydowanie dla nas też. Mamy kilka atutów, żeby to zrobić. Stałe fragmenty gry, które widzimy tak wiele razy, zwłaszcza w Premier League, strzały z dystansu, sytuacje sam na sam. Widzieliśmy dzisiaj uderzenie z dystansu i sytuację sam na sam Jeremiego Frimponga. A na koniec, przy trzeciej bramce, zobaczyliśmy indywidualne umiejętności Curtisa [Jonesa], Hugo i Flo, które doprowadziły do efektownego gola. Więc tak, strzeliliśmy dziś kilka ładnych bramek.
O tym, czy uważa, że to była „dobra robota”, czy oczekiwał czegoś więcej...
Nie, myślę, że to był mecz jak każdy ma Anfield, widziałem drużynę w czerwonych strojach, która ciągle była w posiadaniu piłki.
O błędzie Szoboszlaia przy golu dla Barnsley i czy rozmawiał z nim na ten temat…
Nie, w tamtym momencie dużo myślałem o przerwie, ale postanowiłem poinformować ich w najlepszy możliwy sposób, żebyśmy grali płynniej, szybciej i mieli więcej okazji do stwarzania sytuacji. To się jednak nie sprawdziło, bo w drugiej połowie znowu stworzyliśmy kilka okazji, ale niewiele. Mam na ten temat swoje zdanie, którym z pewnością się z nim podzielę. To nie pierwszy raz – mówię teraz ogólnie – kiedy prowadzimy 2:0, nie ma problemów w grze, a potem tracimy niechlujnego lub łatwego gola. Ten mecz zdecydowanie się wyróżnia, nawet dla nas, jeśli chodzi o łatwą i niechlujną stratę bramki.
Czy takie incydenty zatrzymują Liverpool…
Strata gola nie pomaga, gdy prowadzi się 2:0. Zwykle przy takim wyniku przeciwna drużyna jest bliska pogodzenia się z porażką, zwłaszcza jeśli potrafimy utrzymać się przez dłuższy czas przy piłce. Wtedy zazwyczaj przeciwnicy myślą: „przegrywamy 2:0, prawie nie dotykaliśmy piłki” i raczej nie są już tak agresywni w obronie, wtedy można szukać trzeciego i czwartego trafienia. Jeśli stracimy wtedy łatwego gola, co zdarzyło nam się wiele razy w tym sezonie, to ogromna różnica w nastawieniu drużyny przeciwnej, która nie przegrywa już 0:2 grając bez piłki, ale 1:2 i wtedy piłkarze myślą: „tak, w pierwszej połowie, kiedy nie mieliśmy piłki, mogliśmy strzelić gola, więc może uda nam się to powtórzyć”. Zdecydowanie nam to nie pomaga. Nawet dziś wieczorem mogliśmy zobaczyć wiele rzeczy identycznych, jak te, które widzieliśmy już wiele razy w tym sezonie.
Czy uważa, że Barnsley powinno otrzymać rzut karny w drugiej połowie…
Nie, nie było VAR-u, więc gdyby sędzia go podyktował, to nie byłoby możliwości skorygowania błędu. Z tego, co mi powiedziano, to nie był rzut karny, Dominik trafił w piłkę. To opinia innych osób, musiałbym to obejrzeć, żeby wyrazić swoją. W czwartek wieczorem dwa razy widziałem w polu karnym Arsenalu sytuacje, które były bardziej na rzut karny, niż ta – kiedy po prostu patrzyłem na to gołym okiem, bez nagrania wideo. Mogę łatwo pogodzić się z faktem, że nie straciliśmy gola przeciwko Kanonierom, chociaż w tym sezonie zdarzały się rzuty karne, które sędziowie dyktowali przeciwko nam – nawet po interwencjach VAR-u w sytuacjach mniej oczywistych niż te, które miały miejsce w meczu z Arsenalem. Ale mogę żyć z tamtym wynikiem, i tak samo z dzisiejszym.
O stanie Rio Ngumohy po tym, jak zszedł z boiska w drugiej połowie…
Zakładam, myślę i spodziewam się, że miał skurcze, więc to dużo mówi, wam i zawodnikowi, a mecze Premier League będą bardziej intensywne niż ten. To, że zagrał 70 minut może cieszyć, ale wciąż bardzo ciężko jest być gotowym na 90 minut w Premier League. To zupełnie normalne dla 17-latka, nie ma co do tego wątpliwości. To już jest wspaniałe dla niego, dla Liverpoolu i dla wszystkich, którzy nas wspierają, że 17-latek gra tak wiele minut w koszulce Liverpoolu. Miejmy więc nadzieję, że będzie to kontynuował i coraz bardziej zbliżał się do 90 minut na poziomie Premier League.
O tym, jak ważne było wprowadzanie doświadczonych zawodników z ławki rezerwowych w drugiej połowie…
Dla każdego zespołu bardzo ważne jest posiadanie silnego i głębokiego składu. Widzieliśmy to w meczu z Arsenalem, gdy dokonali pięciu zmian. Dzisiaj trochę pomieszałem skład, nie był taki, jak na Plymouth w zeszłym sezonie, ani jak na Crystal Palace w tym sezonie w Pucharze Ligi. Po pierwsze, traktujemy te rozgrywki bardzo poważnie, a po drugie, nie miałem takiej możliwości, bo nie mogłem dokonać 11 zmian. Mógłbym, ale wtedy musiałbym spojrzeć na drużyny U-21 i U-18. Myślę, że dzisiejszy mecz pokazał, że potrzebujemy wielu zawodników pierwszego składu, aby wygrać, więc nie uważam tego za komplement, ale uważam, że podjąłem słuszną decyzję, wystawiając wielu zawodników w pierwszym składzie. Nie miałem wielkiego wyboru, chociaż mogłem wystawić czterech lub pięciu zawodników U-21, ale zdecydowałem się tego nie robić.
Czy był pod wrażeniem „odporności” Barnsley…
Tak, oczywiście. Myślę, że mogą być dumni z siebie, z tego, jak sobie poradzili i jak bardzo utrudnili nam zadanie. Ich plan gry wyglądał bardzo podobnie do wielu drużyn, które tu przyjeżdżają. Ile meczów rozegraliśmy w tym sezonie? Pewnie około 30? Myślę, że 28 moich spotkań przedmeczowych mogłem po prostu wyrzucić do kosza, myślę, że tylko raz czy dwa drużyna zrobiła to, co 20 tygodni wcześniej. Arsenal był jednym z nich, zagrali przeciwko nam tak, jak jesteśmy przyzwyczajeni, ale Barnsley zawsze gra w ustawieniu 4-3-3 i dziś zdecydowało się na ustawienie z piątką obrońców, co całkowicie rozumiem i sam bym zrobił, gdybym był ich menedżerem. Ale to kolejne spotkanie, w którym zrobili coś innego, niż zazwyczaj, i tym samym bardzo utrudnili nam zadanie. Tak więc, gratulacje za ich plan gry i za ich determinację, za wolę walki o wynik. Długo byli w grze, bo chyba w 84. minucie, coś koło tego, strzeliliśmy gola na 3:1. To dla nich komplement.
Czy był sfrustrowany indywidualnym błędem, który pozwolił Barnsley zdobyć bramkę i wrócić do gry...
Tak, ale mogę powiedzieć, że to nie jedyna frustracja, jaką odczuwam. Zdecydowanie utrudniamy sobie życie w takich momentach. Nie tylko sobie, myślę, że dziś wieczorem przyszło 60 000 kibiców, którzy nas wspierali, i bardzo bym chciał – i piłkarze też by chcieli – żeby dać im coś więcej, niż wynik 2:1 i czekanie do 83. minuty, aż będzie 3:1. Ale tak się stało, chociaż chcieliśmy zobaczyć coś innego.. Myślę, że próbowaliśmy – nie żeby to był komplement dla nas, ale mieliśmy piłkę, a co można zrobić, kiedy ma się piłkę? Stwarzać okazje.
O tym, że Conor Bradley musiał przejść operację kolana po kontuzji odniesionej w meczu z Arsenalem…
To ważna sprawa, ponieważ Trent [Alexander-Arnold] odszedł tego lata, a Conor Bradley już kilka razy w zeszłym sezonie spisał się bardzo dobrze. Myślę, że miał też dobry okres rok przed moim przyjściem. Na pewno więc czuł – i ja czułem to samo – że to będzie jego czas, a on opuścił już tyle meczów z powodu kontuzji, głównie mięśnia dwugłowego uda. Wrócił, był w drużynie, robił postępy, grał coraz lepiej, utrzymywał formę, a potem stało się coś takiego. W sezonie, w którym przed jego rozpoczęciem myślał: „To musi być mój sezon”, a ja myślałem tak samo, rozegranie tylko sześciu, siedmiu czy ośmiu meczów to dla niego ogromny cios. Myślę też o Irlandii Północnej, gdzie walczy o awans do Mistrzostw Świata. To dla niego ogromny cios, a także dla drużyny, ponieważ mam nadzieję, że nie sądzicie, że lubię wystawiać Dominika Szoboszlaia na prawej obronie. Jeremie Frimpong musi grać wiele minut, a również wraca po kontuzji, stracił trzy lub cztery miesiące z dużą ilością meczów. Nawiasem mówiąc, dziś znów mi się podobał, ale muszę się upewnić, że będzie mógł zagrać w weekend; potem jedziemy do Marsylii, a potem do Bournemouth. W styczniu czeka nas dziewięć spotkań, a mamy sześciu obrońców. Muszę tym odpowiednio pokierować i muszę złożyć ogromne gratulacje zawodnikom, którzy są w formie, za to, że od 11 meczów jesteśmy niepokonani.

Komentarze (0)