Emile Heskey na temat rasizmu w piłce
Emile Heskey był tak zaniepokojony toksycznością współczesnego futbolu, że nie chciał, aby synowie podążali w jego ślady.
Jaden i Reigan Heskey wyraźnie mieli talent, by zaistnieć w sporcie, lecz mimo dumy z ich osiągnięć, Heskeyowi towarzyszył niepokój.
– Tak, zwłaszcza gdy jeszcze grałem, nie chciałem, żeby byli w tym środowisku – mówi były napastnik Liverpoolu i reprezentacji Anglii w rozmowie z „The Athletic”. – To nie jest miejsce dla ludzi o słabych nerwach. Trzeba mieć bardzo silną psychikę i umieć ignorować różne rzeczy, zwłaszcza teraz, gdy media społecznościowe mają tak ogromny wpływ. Ludzie myślą, że mogą ukrywać się za anonimowymi kontami i mówić, co chcą, bez żadnych konsekwencji.
– Z biegiem lat zrozumiałem, że to nie do mnie należy decyzja, czy moi synowie będą grać w piłkę, czy nie. Musiałem pozwolić im odnaleźć własną drogę. Widząc, jak są dobrzy, ich mama znacznie bardziej pchała ich w stronę futbolu niż ja. Jestem dumny z tego, jak sobie radzą, ale jednocześnie martwię się tym, z czym dziś muszą mierzyć się piłkarze.
Jaden (20 lat) i Reigan (18 lat) ukończyli już akademię Manchesteru City. Pep Guardiola dał im okazje debiutu w pierwszej drużynie w meczu Pucharu Ligi przeciwko Huddersfield Town na początku obecnego sezonu. Jaden niedawno został wypożyczony do Sheffield Wednesday z Championship, natomiast Reigan jest reprezentantem Anglii do lat 18.
Często proszą o rady swojego ojca, który rozegrał 62 mecze w reprezentacji Anglii i wystąpił ponad 500 razy w Premier League podczas 21-letniej kariery zawodowej.
– Mają agentów, z którymi ściśle współpracuję, bo chcę wiedzieć, co się dzieje – wyjaśnia. – Analizuję wszystko, aż po szczegółowe dane. Jako były zawodnik potrafię przejrzeć liczby i właściwie je zinterpretować.
Najbardziej niepokoi go jednak skala nadużyć i hejtu, z jakimi dziś spotykają się piłkarze.
– Kiedy ja grałem, obelgi docierały do ciebie głównie na stadionach albo poprzez gazety – mówi. – Teraz masz wszystko w telefonie przez całą dobę. Granice całkowicie się zatarły.
– Nie mówię im, żeby unikali mediów społecznościowych, bo rozumiem, że pomagają budować markę. Radziłem im jednak, aby mieli dwa konta: jedno publiczne i jedno prywatne. Pozostaje mieć nadzieję, że poradzą sobie z tym, co na nich spada, i nie będą brać tego do siebie.
– Z biegiem lat doszliśmy do punktu, w którym obrażanie w futbolu jest w pewien sposób uznawane za coś normalnego. To dziwna bańka, bo w żadnej innej dziedzinie życia nie byłoby to tolerowane. Na stadionach i w internecie obrażani oraz zastraszani są trenerzy, prezesi, sędziowie, eksperci, kibice, a także sami piłkarze.
Heskey wielokrotnie doświadczał rasizmu w trakcie swojej kariery. Chorwacka federacja piłkarska została ukarana grzywną w wysokości zaledwie 15 tysięcy funtów za skandaliczne zachowanie kibiców podczas meczu eliminacyjnego do mistrzostw świata w Zagrzebiu we wrześniu 2008 roku.
– Tego dnia niemal cały stadion wydawał w moją stronę małpie okrzyki – wspomina. – Kiedy grałem w reprezentacji Anglii do lat 21 przeciwko Jugosławii w Barcelonie, jeden facet krzyczał „Kunta Kinte” za każdym razem, gdy dotykałem piłki. Ostatecznie został wyrzucony ze stadionu w przerwie.
– Paradoksalnie to było bardziej przerażające i przygnębiające niż to, co spotkało mnie w Chorwacji. Tam przynajmniej wiedziałem, że nikt nie wtargnie na boisko, żeby mnie skrzywdzić.
– Musiałem mieć grubą skórę, dorastając w tamtych czasach. Uczyłeś się analizować sytuację: czy jest niebezpiecznie, czy po prostu strzelasz gola i „odbijasz” to kibicom. Było jeszcze gorzej, gdy byłem młodszy i obserwowałem, z czym musieli mierzyć się John Barnes i Cyrille Regis. Zrobiliśmy ogromny postęp, ale wciąż mamy przed sobą długą drogę.
Po zakończeniu kariery w 2016 roku Heskey na własne oczy zobaczył także skalę seksizmu i mizoginii w futbolu, pracując jako szef rozwoju piłki kobiecej w Leicester City. Przez krótki czas pełnił również funkcję tymczasowego trenera.
– Piłka kobieca to prawdziwe pole minowe – dodaje. – Zawodniczki przychodziły do mnie, pytając, co robić z nadużyciami, których doświadczyły. Niektóre historie były szokujące. Wraz ze wzrostem popularności kobiecej piłki nożnej, niestety rośnie też skala tych problemów.
Dlatego Heskey, mieszkający w Manchesterze, postanowił zaangażować się jako dyrektor Football Safety App – nowej, darmowej platformy umożliwiającej kibicom, zawodnikom, pracownikom, sędziom i rodzinom natychmiastowe zgłaszanie nadużyć – zarówno na stadionach, jak i poza nimi, w akademiach, w środkach transportu, pubach oraz w mediach społecznościowych.
Każde zgłoszenie trafia do całodobowego centrum monitoringu, gdzie przeszkoleni analitycy analizują raporty i przekazują potwierdzone przypadki klubom oraz – w razie potrzeby – policji. System gromadzi dane w czasie rzeczywistym i wzorce zachowań, tworząc bazę dowodową dla władz piłkarskich.
– Przyjaciel przyszedł do mnie z tym pomysłem i bardzo do mnie trafił, bo nawiązywał do moich własnych doświadczeń oraz do faktu, że mam dzieci będące zawodowymi piłkarzami – mówi Heskey. – Zdarzało się, że moja rodzina i przyjaciele nie czuli się komfortowo, chodząc na niektóre mecze. Chodzi o to, by odzyskać futbol.
– Zgłoszenie może być anonimowe albo podpisane imieniem i nazwiskiem. Większość kibiców ma dość tego, że przez zachowanie mniejszości całe środowisko jest stawiane w złym świetle. To nie dotyczy tylko rasizmu – chodzi o ochronę futbolu przed wszystkimi formami nadużyć.
Pierwszym klubem, który oficjalnie przystąpił do aplikacji, był Cambridge United. Heskey jest przekonany, że wkrótce dołączą kolejne kluby z Premier League i Football League. Ma też nadzieję na wsparcie ze strony władz.
– Cały futbol musi potraktować to poważnie – podkreśla. – Przede wszystkim kibice muszą zrozumieć, czym to jest. Jeśli ktoś obok ciebie na stadionie regularnie zachowuje się agresywnie, teraz masz bezpieczne i proste narzędzie do zgłoszenia tego, nawet z nagraniem wideo.
– Jeśli chodzi o internet, firmy technologiczne mogłyby zrobić znacznie więcej. Tylko czy naprawdę chcą zamykać część swojej „kury znoszącej złote jaja”? Musimy zacząć pociągać ludzi do odpowiedzialności.
Heskey przeszedł przez system młodzieżowy Leicester City i zdobył dwa Puchary Ligi ze swoim macierzystym klubem, zanim w marcu 2000 roku przeszedł do Liverpoolu za 11 milionów funtów.
– Na początku w ogóle się tym nie przejmowałem, dopóki wszyscy ciągle o tym nie mówili – śmieje się. – To nie ja ustaliłem swoją wartość i nie dostałem ani funta z tych pieniędzy. To był problem klubu. Ja chciałem po prostu grać i cieszyć się futbolem.
– Byłem reprezentantem Anglii, więc znałem już wielu chłopaków. Wiedziałem, że poziom będzie niesamowicie wysoki. Chciałem tylko pokazać, na co mnie stać. Ale im częściej ludzie wspominają o kwocie transferu, tym bardziej zaczyna ona podświadomie wpływać na twoje myślenie.
Heskey był częścią drużyny Liverpoolu, która w sezonie 2000/01 zdobyła historyczną potrójną koronę: Puchar Ligi, Puchar Anglii i Puchar UEFA. Był to jego najlepszy sezon w klubie – zdobył 22 bramki we wszystkich rozgrywkach, ustępując jedynie Michaelowi Owenowi (24 gole).

– Michael był najlepszym partnerem w ataku, jakiego kiedykolwiek miałem – mówi. – Doskonale się rozumieliśmy. Od czasów reprezentacji do lat 18 wiedzieliśmy, czego od siebie oczekujemy. To po prostu „zaskoczyło”. Nie musieliśmy nad tym szczególnie pracować – po prostu się rozumieliśmy.
Po zdobyciu 60 bramek w 223 meczach dla Liverpoolu Heskey przeniósł się w 2004 roku do Birmingham City. Później grał także w Wigan Athletic i Aston Villi, a następnie wyjechał do Australii, gdzie występował w Newcastle Jets. Wrócił do Anglii, by grać w Bolton Wanderers, po czym zakończył karierę.
– Najbardziej cieszyłem się futbolem w Leicester i Liverpoolu – wspomina. – W Leicester Martin O’Neill dawał mi swobodę, jakiej dziś już prawie się nie spotyka, bo wszystko jest tak bardzo uporządkowane. Gdy podałem piłkę, Martin potrafił mnie za to zrugać.
– Kiedyś przyjąłem piłkę na klatkę piersiową, opanowałem ją i podałem do Robbiego Savage’a. On przyjął i stracił piłkę. Martin strasznie mnie za to zrugał, a ja byłem wściekły. W przerwie powiedział mi: „Dlaczego podajesz mu piłkę? Co on może zrobić, czego ty nie potrafisz? On nie potrafi biec z piłką jak ty”. Wtedy zrozumiałem. Dawał ci wiarę, że nikt nie jest w stanie cię zatrzymać.
– Przechodząc do Liverpoolu, do największego klubu na świecie, zobaczyłem, jak bardzo wszystko jest tam dopracowane. Nie wygrali nic od 1995 roku, a mimo to presja była ogromna każdego tygodnia.
– Gerard Houllier zapewniał dyscyplinę i strukturę. Siedziało się na 45-minutowych odprawach, analizowało poprzednie mecze, ćwiczyło schematy gry bez dotykania piłki. Chodziło o poruszanie się i zrozumienie tego, co dzieje się na boisku.
Dziś Heskey całkowicie poświęca się walce z tym, co uważa za toksyczną kulturę we współczesnym futbolu.
– Ludzie mówią, że nie da się tego zatrzymać, ale ja się z tym nie zgadzam – podkreśla.
– Dlaczego jest to tolerowane w piłce nożnej? Nie powinno być. To właśnie brakowało – realnego straszaka. Gdy pojawią się pierwsze wyroki, ludzie zaczną rozumieć konsekwencje. Odpowiedzialność zmienia zachowanie.
James Pearce

Komentarze (0)