Kapitan po przegranej z Wisienkami
The Reds zostali pokonani w Premier League po bramce zdobytej w 95. minucie przez Amine Adliego, pomimo odrobienia dwubramkowej straty.
Evanilson i Alex Jimenez zdobyli bramki w ciągu siedmiu minut w pierwszej połowie, dając The Cherries prowadzenie 2:0.
Van Dijk zmniejszył stratę tuż przed przerwą, a Dominik Szoboszlai wyrównał w 80. minucie – jednak Adli rozstrzygnął losy meczu ostatnim strzałem.
Oto co powiedział kapitan po meczu.
O wyniku...
- Bardzo rozczarowujący. Ostatnia minuta meczu, bardzo trudna do przyjęcia. Ciężko pracowaliśmy – szczególnie w drugiej połowie – żeby wrócić do gry. Oczywiście momentami byliśmy też otwarci, bo staraliśmy się powalczyć o zwycięstwo. Strata gola pod koniec meczu jest bardzo rozczarowująca.
O zwycięskiej bramce...
- Na boisku czułem, że ewidentnie zostałem zablokowany, ale sędzia i VAR oczywiście tego nie uznają i musimy się z tym pogodzić. Moim zdaniem zostałem zablokowany. Ale mogę tu stać i mówić, że nie powinno to zostać przyznane – ale jest przyznane i jest, jak jest.
O przegrywaniu 2:0...
- Cóż, przy pierwszym golu, myślę, że trudno było ocenić piłkę w tych okolicznościach – wiatr był bardzo zdradliwy. Widzieliście to szczególnie, gdy graliśmy długimi piłkami po ich stronie, bardzo trudno było ocenić. Więc strata gola nie stanowi problemu... ponieważ wcześniej całkiem dobrze kontrolowaliśmy grę. A potem, gdy było nas 10, można było się spierać, czy trzeba było wykopać piłkę, czy nie. Strata tych dwóch goli w tak krótkim czasie to oczywiście nic dobrego.
- Gol, który strzeliłem przed przerwą, był bardzo ważny, jeśli chodzi o odzyskanie dynamiki i dobrego samopoczucia w drugiej połowie. Myślę, że w drugiej połowie pokazaliśmy, że ciężko pracowaliśmy, żeby wrócić do gry i świetnie wykonaliśmy rzut wolny. Uważam, że mieliśmy też kilka dobrych okazji, ale ostatecznie rzut z autu nas sporo kosztował.
O drugim golu Bournemouth...
- Po meczu, po takiej chwili, łatwo powiedzieć: [Och, trzeba było zrobić to czy tamto]. To tylko ułamek sekundy. Teraz łatwo jest o tym dyskutować i mówić: [Powinniście byli zrobić to czy tamto]. Wiem, że tak się stanie. Ale postanowiliśmy zatrzymać piłkę, bo byliśmy w jej posiadaniu i ostatecznie to oni ją przejęli. Oczywiście dobre podanie od nich za linię końcową i niestety dla nas stracony gol.
Czy wynik ten wydaje się „straconą szansą” w kontekście walki o awans do Ligi Mistrzów...
- Przegrana nigdy nie jest przyjemna, zwłaszcza dla piłkarza Liverpoolu. W tym sezonie staramy się zachować regularność. W środku tygodnia zaprezentowaliśmy się fantastycznie i dzisiaj też chcieliśmy to powtórzyć. To był bardzo wymagający mecz, biorąc pod uwagę okoliczności i intensywność, jaką bez wątpienia prezentuje Bournemouth. Trudno się z tym pogodzić, ale w środę czeka nas kolejny mecz. Wracamy teraz do domu i skupiamy się na tym.
O jedności drużyny...
- Nie sądzę, żeby istniały jakiekolwiek wątpliwości co do naszej jedności. Ale spójność, której szukamy, to coś, co wciąż musimy znaleźć. Taka jest rzeczywistość. Myślę, że było sporo pochwał za nasze występy, sporo pochwał indywidualnych, wiemy, jak to działa, a trzy dni później przegrywasz mecz, tak jak my dzisiaj, i wychodzi na jaw druga strona medalu. To coś, z czym musimy się zmierzyć. Ale chcemy grać, chcemy wygrywać mecze, a dzisiaj niestety się to nie udało.

Komentarze (6)
Nie od dziś wiadomo, że problemem jest to jak inni z nami grają, a nie jak my z nimi.
No jednak trochę istnieją, min. Salah pokazał miesiąc temu w wywiadzie. Na boisku też nie widać chemii.