Endō: To był naprawdę trudny moment
Wataru Endō uważa, że Liverpool pokazał na Vitality Stadium swój waleczny charakter, odrabiając straty w meczu z Bournemouth, zanim w samej końcówce został brutalnie sprowadzony na ziemię decydującym ciosem, który przesądził o porażce. Reprezentant Japonii przyznaje jednak, że musiał zmierzyć się z "trudnym momentem", gdy jeszcze przed przerwą niespodziewanie został rzucony do gry na środku obrony.
Bramki Virgila van Dijka i Dominika Szoboszlaiego pozwoliły The Reds doprowadzić do wyrównania po błyskawicznym, dwubramkowym uderzeniu Cherries w pierwszej połowie. Ostatecznie jednak gospodarze sięgnęli po zwycięstwo 3:2 w spotkaniu Premier League, zdobywając decydującego gola dosłownie ostatnim kopnięciem sobotniego wieczoru.
– Jesteśmy rozczarowani wynikiem – mówił Endō. – Myślę, że druga połowa była dobra, zwłaszcza po tym, jak przegrywaliśmy 0:2, ale w ostatnich dziesięciu minutach obie drużyny miały swoje okazje i niestety to oni strzelili w samej końcówce.
– Sposób, w jaki wróciliśmy do tego meczu, był naprawdę dobry i pokazaliśmy swoją jakość. Rozczarowuje mnie tylko zakończenie. Chcieliśmy na końcu wygrać.
– Wiedzieliśmy, że to będzie trudne spotkanie ze względu na warunki pogodowe. Uważam, że broniliśmy lepiej w drugiej połowie, poza tą ostatnią akcją. Ogólnie, po moim wejściu broniliśmy całkiem solidnie.
Występ Wataru Endō, który spędził na boisku 55 minut, był jego drugim najdłuższym występem w Premier League pod wodzą Arne Slota, odkąd niedawno wrócił do gry po problemach ze stawem skokowym.
Przy nieobecności Ibrahimy Konaté, który otrzymał urlop okolicznościowy, oraz Giovanniego Leoniego wykluczonego z gry do końca sezonu, 32-letni Japończyk został przesunięty na środek obrony. Stało się to po tym, jak Joe Gomez doznał przypadkowego urazu w starciu z Alissonem Beckerem, który próbował zapobiec otwarciu wyniku przez Evanilsona. Endo stał już przy linii bocznej, gotowy do wejścia na murawę, gdy Liverpool grał w osłabieniu, a Alejandro Jimenez podwyższył prowadzenie Bournemouth.
W rozmowie z LFC TV Endō nie ukrywał, jak trudny był to moment:
– To była naprawdę ciężka chwila. Joey doznał kontuzji, rywale strzelili drugiego gola, a my musieliśmy zagrać bardziej ofensywnie, podczas gdy ja wszedłem do gry w defensywie.
– Przez kilka momentów było całkiem dobrze, a do czasu drugiej bramki uważałem, że zarówno mój występ, jak i gra zespołu wyglądały w porządku. Chcieliśmy jednak wygrać – podkreślił.
Ian Doyle

Komentarze (0)