LIV
Liverpool
Champions League
28.01.2026
21:00
QAR
Qarabağ
 
Osób online 1028

Robbie Fowler: Jestem tym, kim jestem, dzięki Liverpoolowi


W ramach specjalnego wydania serii „My Liverpool Story”, publikowanej na oficjalnej stronie klubu, Robbie Fowler własnymi słowami wspomina pełen emocji powrót na Anfield sprzed dokładnie 20 lat.

***

Jestem tym, kim jestem, dzięki Liverpoolowi. To takie proste.

Zawsze chciałem być piłkarzem. Ciężko pracowałem nad swoimi umiejętnościami i odkąd byłem dzieckiem, byłem nastawiony na to, żeby zostać profesjonalistą. Czułem, że to ode mnie zależy, jaki poziom osiągnę.

Kiedy myślisz o wielkich piłkarzach, jacy grali w Liverpoolu przez lata… byłem miejscowym chłopakiem i myślę, że wielu ludzi na the Kop widziało we mnie cząstkę samych siebie.

Nigdy nie zapomnę wsparcia, jakie otrzymałem jako młody chłopak wchodzący do zespołu. W tym na pewno pomaga, jeśli strzelasz gole!

Jednego dnia byłem w szkole i trenowałem z rezerwami, a następnego zostałem rzucony do pierwszej drużyny. Podejrzewam, że pomogło mi to, że nie miałem zbyt dużo czasu, by myśleć o wszystkim, co się działo.

Na szczęście byłem pewnym siebie chłopakiem i czułem, że mam wystarczająco chłodną głowę, by sobie z tym poradzić.

Nie jestem nawet pewien, czy wiele osób o tym wie, ale w pierwszym sezonie Premier League byłem rezerwowym w meczu z Tottenhamem w ostatniej kolejce sezonu.

To był szalony mecz, który zakończył się wynikiem 6:2 dla Liverpoolu po gradzie goli w końcówce. Z perspektywy czasu cieszę się, że nie wszedłem na boisko – wtedy nie byłem jeszcze gotowy.

Oczywiście potrzebujesz talentu, ale wierzę, że potrzebujesz też szczęścia... a ja trochę go miałem.

Ludzie zawsze pytają, czy czułem dodatkową presję, będąc stąd… presję? Granie w piłkę to nie jest presja. Uwielbiałem to! Nawet gdyby mi za to nie płacili, i tak bym to robił.

Nie sądzę, żebym kiedykolwiek wychodził na mecz piłkarski zmartwiony, zdekoncentrowany czy skupiony na czymkolwiek innym niż na sobie. Myślę, że to była bardzo cenna rzecz.

Oczywiście dostałem od kibiców przydomek „God” („Bóg”) – w tym miejscu wolę wyjaśnić, że sam siebie tak nie nazywam!

Byłem po prostu jednym z tych szczęśliwców, których kibice w ten sposób ochrzcili. Kiedy pomyślisz o wszystkich legendach i supergwiazdach, które grały w Liverpoolu przez lata, to ogromny zaszczyt.

Zabawne jest to, że to właśnie miejscowy, chudy dzieciak dostał taki przydomek. I bądźmy szczerzy – to chyba najlepszy pseudonim w futbolu!

Jako piłkarz, niezależnie od poziomu, na jakim grasz, chcesz być zapamiętany z wygrywania trofeów. Dorastałem, marząc o zdobyciu Pucharu Anglii, bo wtedy właśnie o to w piłce chodziło.

Puchar Ligi w 1995 roku był moim pierwszym trofeum i medalem więc darzę go szczególnym sentymentem. Zresztą właśnie w tych rozgrywkach zadebiutowałem.

Miałem szczęście być częścią sezonu, w którym zdobyliśmy potrójną koronę w 2001 roku. Choć krótko potem odszedłem z klubu, czułem, że odegrałem w tym dużą rolę. Strzeliłem gole w finałach Pucharu Ligi i Pucharu UEFA, a także wszedłem na boisko w finale Pucharu Anglii, gdy przegrywaliśmy 0:1.

Osiągnąć to wszystko dla Liverpoolu... To było coś wyjątkowego. Oczywiście po tym odszedłem na nieco ponad cztery lata.

Chciałem grać – nienawidziłem nie grać i wiem, że nie byłem najłatwiejszą osobą do zniesienia, gdy siedziałem na ławce, ale nigdy za to nie przepraszałem, bo wierzyłem we własne umiejętności.

Mam nadzieję, że to nie zabrzmi źle, ale być może za pierwszym razem trochę brałem grę dla Liverpoolu za pewnik, bo nie znałem niczego innego poza tym środowiskiem.

Wszyscy pamiętają półfinał Ligi Mistrzów z Chelsea w 2005 roku na Anfield, ale ja chyba pamiętam go lepiej niż ktokolwiek inny.

Po tym meczu po raz pierwszy spotkałem Rafę Beníteza. Byłem w barze w Liverpoolu po spotkaniu – wydaje mi się nawet, że była to klubowa impreza, na którą jakoś się wślizgnąłem.

Szczerze mówiąc, potrzebowałem odrobiny „holenderskiej odwagi” – ale szybko znalazłem się przy nim i powiedziałem, jak bardzo chciałbym wrócić.

Na początku mnie zbył, ale mniej niż rok później dostałem zupełnie niespodziewany telefon, gdy byłem w Manchesterze City. Z  różnych powodów nie grałem wtedy tyle, ile bym chciał.

Byłem akurat na polu golfowym i naprawdę myślałem, że to żart i ktoś mnie nabiera. Od razu zostawiłem kije golfowe u kolegów.

Dostanie szansy powrotu do Liverpoolu było najlepszą rzeczą, jaka przydarzyła mi się w piłce nożnej. Lepszą niż zdobywanie trofeów. Znowu mogłem założyć czerwoną koszulkę i chyba doceniłem to bardziej.

Rafa powiedział mi, że chce, żebym przyszedł, dodał energii drużynie i klubowi oraz podniósł wszystkich na duchu – chciałbym myśleć, że mi się to udało. Mój współczynnik goli na mecz nie był przecież zły!

Wiedziałem, że nie będę grał zbyt wiele, znałem swoje miejsce w tej sytuacji – ale gdy trafiasz do innych klubów i doświadczasz innych rzeczy, uświadamiasz sobie, jak wyjątkowy i wielki jest Liverpool.

Możliwość powrotu była czymś, czym naprawdę się delektowałem. Nie mogłem się doczekać, by znowu założyć tę koszulkę i biegać przed kibicami na Anfield.

Brzmi to szalenie, ale nawet nie przeszedłem badań medycznych – i nawet nie spojrzałem na kontrakt, który podpisywałem. Początkowo był to sześciomiesięczny kontrakt, a ja miałem za sobą kilka kontuzji, więc z perspektywy czasu chyba było to całkiem sensowne.

Ktoś może powiedzieć, że to brzmi banalnie, ale naprawdę nie obchodziło mnie, co było napisane na kartce papieru. Nie wracałem dla pieniędzy. Nigdy wtedy tego nie mówiłem, ale gdyby zapytali, czy zrobiłbym to za darmo – zrobiłbym. To oznaczało powrót do domu.

Liverpool to Liverpool i kiedy jako wychowanek dostajesz szansę ponownie założyć tę koszulkę, a wcześniej byłeś tak doceniany, jak ja podczas pierwszego pobytu, to chcesz tego bardziej niż czegokolwiek innego.

Chciałbym wierzyć, że było to widać w mojej grze. Oczywiście nie strzelałem już tylu goli – ale podtrzymuję, że doceniałem klub bardziej niż za pierwszym razem. Grałem później w wielkich klubach, ale – z całym szacunkiem – żaden z nich nie był tym samym co Liverpool.

To niesamowite, jak szybko wszystko się zmienia. Kiedy jako kibic byłem na finale Ligi Mistrzów w Stambule, nigdy nie myślałem, że jeszcze kiedykolwiek zagram dla Liverpoolu.

Wszyscy przecież marzą, prawda? A ja kilka tygodni wcześniej podbijałem w pubie do Rafy! Ale tylko marzyłem i miałem nadzieję – a kilka miesięcy później stało się to rzeczywistością.

Przyjęcie jakie dostałem po powrocie, gdy wszedłem na boisko przeciwko Birmingham, zostanie ze mną na zawsze. Hałas i atmosfera na Anfield tamtej nocy były niesamowite.

Szczerze mówiąc, czasem siadam przy komputerze i oglądam to jeszcze raz, żeby poprawić sobie humor! To był tak wyjątkowy moment. Uważam, że kibice Liverpoolu są najlepsi na świecie, gdy widzisz tę pasję, flagi i transparenty.

Ale tamtej nocy wiele z tego było skierowane bezpośrednio do mnie – doceniam to i kochałem to. Bolało mnie, że po pierwszym odejściu nie mogłem się pożegnać – jestem ogromnie wdzięczny, że dostałem taką szansę.

Jako miejscowy chłopak z Liverpoolu, gdy masz okazję grać i strzelać gole dla tego klubu, czyni to wszystko jeszcze bardziej wyjątkowym. A gdy masz tak dobrą więź z kibicami, jest jeszcze lepiej.

Po powrocie strzeliłem 12 goli i jeden z nich szczególnie się wyróżnia. Wyprzedziłem Sir Kenny’ego Dalglisha na liście strzelców wszech czasów – to była jedna z największych rzeczy w mojej karierze.

Gdy myślisz o najlepszych piłkarzach Liverpoolu, oczywiście mówisz o Stevenie Gerrardzie i „Królu Kennym”. To było wyjątkowe, bo wiem, kim jest Kenny, co znaczy i co zrobił dla klubu.

Oczywiście jestem dumny ze wszystkich goli, które strzeliłem dla Liverpoolu, i niezwykle dumny z miejsca w czołowej dziesiątce strzelców Premier League. Choć pewnie trochę mnie boli, że nie było ich więcej!

Pod koniec byłem raczej zawodnikiem drugoplanowym i aż mnie boli, gdy to mówię. Wiem, że gdybym dostał więcej meczów, strzeliłbym więcej bramek. Brzmię jak typowy napastnik, prawda?

Chciałbym grać w Liverpoolu do końca kariery, ale w piłce nożnej różne rzeczy się zdarzają.

Robbie Fowler

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (3)

beseder 28.01.2026 12:33 #
Podwaliny pod powrót Trenta…
robert4991 28.01.2026 13:47 #
W sumie to by się przydał, Szobo mógłby nadal grać w środku ... :D A tak na poważnie przeraża mnie to, że Arne nie daje szansy młodym chłopakom mimo, że pali mu się d*pa a drużyna nie funkcjonuje. Pamiętacie co zrobił Jurgen w finale Pucharu Ligi przy pladze kontuzji ? Wpuścił dzieci z Akademii które wygrały dla niego finał...
Gin 28.01.2026 15:30 #
THE GOD is ONLY ONE!!!!!!!! ROBBIE!!!!!!!!!!!!!

Najgorsze możliwe zachowanie Liverpoolu, że nie pozwolili mu zakończyć kariery w klubie, któremu oddał wszystko. To samo z Gerrardem. Żart!! Bo teraz to sami najemnicy...

Pozostałe aktualności

Skrót meczu U-18 (0)
28.01.2026 14:51, Piotrek, liverpoolfc.com
Van Dijk przed spotkaniem w Lidze Mistrzów (0)
28.01.2026 12:48, AirCanada, liverpoolfc.com
Przedmeczowy program Arne Slota (0)
28.01.2026 12:16, AirCanada, liverpoolfc.com
Poznaj rywala: Qarabağ Ağdam (0)
28.01.2026 12:15, Gall1892, liverpoolfc.com
Wieści kadrowe przed środowym meczem (0)
27.01.2026 21:35, A_Sieruga, liverpoolfc.com
Konferencja przedmeczowa: Arne Slot (8)
27.01.2026 21:03, MaksKon, liverpoolfc.com