Virgil po porażce z City
Virgil van Dijk zabrał głos po porażce Liverpoolu 1:2 z Manchesterem City na Anfield.
The Reds wyszli na prowadzenie w 76. minucie niedzielnego hitu Premier League, gdy Dominik Szoboszlai popisał się kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo, do wyrównania doprowadził Bernardo Silva, a w doliczonym czasie gry Erling Haaland pewnie wykorzystał rzut karny, zapewniając zwycięstwo gościom. W końcówce meczu Szoboszlai obejrzał czerwoną kartkę za pozbawienie rywala oczywistej sytuacji bramkowej i z tego powodu nie wystąpi w środowym meczu wyjazdowym z Sunderlandem.
Po spotkaniu Van Dijk udzielił wywiadu stacji Sky Sports. Poniżej najważniejsze cytaty z kapitana Liverpoolu.
O przebiegu meczu:
– W pierwszej połowie to oni czuli się znacznie swobodniej przy piłce. My próbowaliśmy grać bardziej bezpośrednio i przenieść ciężar gry na ich połowę, bo wiedzieliśmy, że będą chcieli kierować akcje na naszą prawą stronę i stamtąd budować przewagę. Uważam, że w pierwszej połowie nie byliśmy wystarczająco dobrzy.
– Po przerwie wyglądaliśmy już znacznie lepiej. Mieliśmy więcej kontroli nad piłką i zdobyliśmy fantastyczną bramkę z rzutu wolnego. Później City naturalnie podkręciło tempo, zaczęło jeszcze mocniej naciskać i doprowadziło do wyrównania. Mam wrażenie, że od momentu gola na 1:1 aż do rzutu karnego obie drużyny — przynajmniej z mojej perspektywy — grały o zwycięstwo. Ostatecznie to właśnie rzut karny przesądził o losach meczu. Tak to dziś odczuwam.
O tym, czy po golu Szoboszlaia Liverpool miał pełną kontrolę nad spotkaniem:
– Z Manchesterem City nigdy nie ma pełnej kontroli, a już na pewno nie wtedy, gdy przegrywają 0:1. Wtedy pressują jeszcze intensywniej, wprowadzają zmienników, pojawia się więcej dynamicznych ruchów bez piłki. Grają w ustawieniu przypominającym 4-4-2 z diamentem w środku pola, dlatego kluczowa jest komunikacja. Gdy [Antoine] Semenyo schodzi do środka, Milos [Kerkez] musi za nim podążyć albo przejąć go któryś z pomocników. W takich momentach nigdy nie można czuć się komfortowo — cały czas trzeba zachować maksymalną czujność. Jak już mówiłem, mam poczucie, że po wyrównaniu obie drużyny zrobiły wszystko, by strzelić decydującego gola.
O postępie w grze zespołu:
– Trudno powiedzieć. To wciąż proces i powtarzam to od dłuższego czasu. Druga połowa mogła wyglądać jak krok naprzód, ale w pierwszej nadal brakowało nam kontroli. Mogliśmy, a nawet powinniśmy, zaprezentować się lepiej. Do przerwy było jednak 0:0, w szatni rozmawiasz, korygujesz pewne rzeczy i po wyjściu na drugą połowę grasz lepiej. Obejmujesz prowadzenie 1:0 i od tego momentu mecz nabiera zupełnie innej dynamiki. Trzeba umieć sobie z tym poradzić — a dziś, niestety, decydujący okazał się rzut karny. Taka jest rzeczywistość.

Komentarze (0)