SUN
Sunderland
Premier League
11.02.2026
21:15
LIV
Liverpool
 
Osób online 1228

Liverpool w starciu z City był naiwny


Słynna bójka w tunelu między Patrickiem Vieirą a Royem Keane'em z lutego 2005 roku jest często przywoływana jako przykład klasycznej rywalizacji między Arsenalem a Manchesterem United. Jednak mecz ten odbył się już po okresie, w którym obie drużyny dominowały w Premier League. Zwycięstwo United 4:2 pozwoliło im awansować na drugie miejsce, ale nadal tracili osiem punktów do lidera, a Arsenal miał kolejne dwa punkty straty do Chelsea, która miała jeden mecz mniej. Jednak drużyna Jose Mourinho nie wzbudzała entuzjazmu większości neutralnych kibiców, więc mecz Arsenal – Manchester United nadal był największym wydarzeniem.

Tytuł mistrza Premier League w tym sezonie nie jest jeszcze przesądzony – Arsenal ma sześć punktów przewagi przy 13 meczach do końca – ale w niedzielę na Anfield panowało podobne przekonanie, że mimo iż starcia Manchesteru City z Liverpoolem nie mają już decydującego znaczenia dla tytułu, to nadal są one obowiązkową pozycją w kalendarzu Premier League.

Podczas gdy trzy mecze tych dwóch drużyn z Arsenalem w tym sezonie przyniosły łącznie trzy bramki, w tym spotkaniu padły trzy bramki w ostatnich 20 minutach. Ich rywalizację można podsumować absurdalnym wzajemnym faulowaniem się Erlinga Haalanda i Dominika Szoboszlaia, które ostatecznie zakończyło się nieuznanym golem z połowy boiska: dwaj giganci walczący ze sobą, wymieniający ciosy, ale po wszystkim chętnie podający sobie ręce.

Akcja ta miała miejsce zupełnie niezależnie od taktycznej walki.

Przez 70 minut był to pełen napięcia, wciągający pojedynek, w którym obaj menedżerowie podjęli interesujące decyzje. Pep Guardiola zastosował wąski system, a jego drużyna nieustannie znajdowała dodatkowego gracza w środku pola, który podawał piłki za plecy obrony Liverpoolu, między innymi w sytuacji, gdy Haaland miał dobrą okazję już w pierwszej minucie. Liverpool dobrze rotował pozycjami swoich napastników, aby otworzyć linie podań i stworzyć okazje — zarówno Florian Wirtz, jak i Hugo Ekitike powinni byli lepiej wykorzystać swoje okazje. Po raz pierwszy w tym sezonie był to wielki mecz Premier League oparty na jakości otwartej gry. A jednak wszystko to nie miało większego znaczenia dla wyniku.

Zamiast tego bramki padły po świetnym rzucie wolnym Szoboszlaia z daleka, sprytnym wykończeniu Bernardo Silvy po podaniu Haalanda, które przypominało współpracę wielkiego i małego człowieka z lat 90., a następnie zwycięskiej bramce Haalanda z rzutu karnego po tym, jak Alisson, najbardziej niezawodny bramkarz ligi w ostatnich latach, niepotrzebnie faulował. Oczywiście, nie można uznać żadnej z tych bramek za „przeciwko przebiegowi gry”, ale żadna z tych sytuacji nie wynikała z tego, co faktycznie próbowały osiągnąć obie drużyny.

Oto cecha charakterystyczna tegorocznej edycji Premier League: trudno jest znaleźć bezpośredni związek między decyzjami taktycznymi menedżerów a wynikami meczów.

Jeszcze kilka lat temu wydawało się to stosunkowo proste. W meczach chodziło o zdobycie przewagi w środkowej strefie boiska, wyprowadzenie konkretnego zawodnika na wolną przestrzeń lub zdominowanie jednej strefy boiska. W innych przypadkach nadal tak jest. Na przykład wynik dzisiejszego ważnego meczu w Women’s Super League zadecydowała obecność jednej zawodniczki, która weszła na boisko z jednym konkretnym zadaniem. Wykonała je perfekcyjnie, strzelając jedyną bramkę w wygranym 1:0 meczu.

Jednak mecze Premier League są tak szalone, tak oparte na pojedynkach, kryciu indywidualnym i indywidualnych decyzjach, że coraz bardziej wydaje się, że menedżerowie nie mają nad nimi żadnej kontroli. Dotyczy to nawet Guardioli, największego maniaka kontroli. I z pewnością dotyczy to Liverpoolu Arne Slota.

W zeszłym sezonie Liverpool wygrał kilka meczów w „nudny” sposób, prowadząc 2:0, a następnie zabijając grę, cofając się i broniąc lub utrzymując posiadanie piłki w wolnym tempie, a niektórzy tęsknili za stylem gry „tam i z powrotem”, który wcześniej prezentował Jurgen Klopp. Podobnie, pojawiły się głosy, że Liverpool Kloppa nie sprostał oczekiwaniom w poprzednim sezonie właśnie dlatego, że nie potrafił zahamować.

W tym sezonie Liverpool gra bardziej zmiennie. Milos Kerkez skupia się na bieganiu z lewej strony. Szoboszlai jest numerem 10, który został przekształcony w prawego obrońcę. Wirtz sprawił, że środek pola stał się bardziej nastawiony na atak. W połączeniu z szaleństwem meczów Premier League i intensywnymi żądaniami kibiców, aby wykorzystać impet i zdobywać więcej bramek, Liverpool często nie jest w stanie spowolnić gry.

W ciągu 10 minut, kiedy wczoraj prowadzili, Liverpool nie próbował utrzymać posiadania piłki i zwolnić tempa. Nie było żadnych przykładów marnowania czasu. Slot nie dokonał żadnych zmian, aby wzmocnić środek pola, i nadal korzystał z czterech napastników. W ten sposób Liverpool znalazł się w kilku szalonych sytuacjach. Czy przy wyniku 1:0 naprawdę potrzebują siedmiu zawodników w polu karnym i wokół niego?


Czy to w porządku, że Kerkez bezcelowo wyrzuca piłkę w pole karne i oddaje ją z powrotem City? Nie według wyraźnie sfrustrowanego Mohameda Salaha.


Czy to rozsądne, że Liverpool może być na tyle otwarty, aby City mogło podać piłkę przez środek pola do najgroźniejszego napastnika Premier League, który może się obrócić i pobiec w kierunku bramki?


Dla neutralnego obserwatora jest w tym wszystkim wiele godnych podziwu elementów. Mecz był przyjemny do oglądania dzięki ambicji obu stron. Czasami jednak przekracza to granicę naiwności, a Liverpool wydaje się całkowicie niezdolny do odczytania przebiegu meczu.

Dziwaczny incydent w Bournemouth, kiedy to przez pięć minut radośnie grali w dziesiątkę, zamiast wyrzucić piłkę poza boisko, aby wprowadzić zmiennika, doskonale to podsumowuje. Liverpool po prostu chce grać. Nie chce myśleć.

Po stracie bramki w meczu z Newcastle w ostatni weekend Virgil van Dijk krzyczał do swoich kolegów z drużyny, że grają „zbyt otwarcie”. Błąd Alissona, który doprowadził do rzutu karnego dla City, przypominał sytuację, w której Ibrahima Konate bezsensownie rzucił się do walki w meczu wyjazdowym z Leeds United i spowodował rzut karny: Liverpool prowadził 2:0 i zmierzał po zwycięstwo, a ostatecznie zremisował. Formacja Liverpoolu wygląda na mniej zorganizowaną, a obrońcy często podejmują pochopne decyzje.

Przegrana w ostatniej chwili z drużyną, która wygrała cztery z ostatnich pięciu tytułów Premier League, jest wybaczalna, ale najbardziej druzgocącym aspektem sezonu Liverpoolu są jego wyniki w meczach z drużynami, które awansowały do ligi: rozegrał pięć meczów i wygrał tylko jeden, dzięki rzutowi karnym w ostatniej chwili w Burnley.

W środę rozegrają szósty i ostatni mecz z tą trójką, wyjeżdżając do Sunderlandu, który czasami brakuje pomysłów, ale gra głęboko i jest zdyscyplinowany taktycznie. Dla Liverpoolu w tej chwili jest to przepis na katastrofę.

Michael Cox

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności

Co się dzieje z Mac Allisterem? (1)
10.02.2026 11:37, Klika1892, The Athletic
Skróty meczów U-18 i U-21 (0)
10.02.2026 11:15, Piotrek, liverpoolfc.com
Liverpool w starciu z City był naiwny (0)
10.02.2026 09:48, Redbeatle, The Athletic
Wywiad z fanem Sunderlandu (1)
10.02.2026 09:43, A_Sieruga, thisisanfield.com
Rooney: VAR nie zawsze jest dobry (2)
09.02.2026 21:32, Gall1892, liverpool.com
Jeremy Jacquet może potrzebować operacji (7)
09.02.2026 21:17, MaksKon, Liverpool Echo
Gravenberch: Daliśmy z siebie wszystko (8)
09.02.2026 12:38, ManiacomLFC, liverpoolfc.com