LIV
Liverpool
FA Cup
14.02.2026
21:00
BHA
Brighton & Hove Albion
 
Osób online 1326

Slot zadowolony po meczu z Sunderlandem


Arne Slot nie krył zadowolenia z postawy swojego zespołu po wywalczonym zwycięstwie nad Sunderlandem w środowym meczu Premier League. Liverpool sięgnął po cenne trzy punkty dzięki bramce Virgila van Dijka, który tuż po upływie godziny gry zapewnił „The Reds” wygraną 1:0.

Kapitan Liverpoolu wykorzystał dośrodkowanie Mohameda Salaha z rzutu rożnego, kierując piłkę głową do siatki. Tym samym drużyna Slota została pierwszym zespołem w tym sezonie Premier League, który zdołał wygrać na Stadium of Light.

Po końcowym gwizdku szkoleniowiec Liverpoolu spotkał się z dziennikarzami i podsumował spotkanie.

O trudnych warunkach...

- Nie odebrałem tego meczu jako walki z warunkami. Uważam, że zagraliśmy naprawdę, naprawdę bardzo dobrze. Nie mierzyliśmy się z pogodą, tylko z Sunderlandem – zespołem, który do dziś pozostawał niepokonany u siebie. To dobra drużyna, z dobrym trenerem i trudnym stylem gry. Tak jak w naszym domowym spotkaniu z nimi, musieliśmy radzić sobie z dużą liczbą długich piłek i podań w boczne sektory.

- Myślę, że poradziliśmy sobie z tym bardzo dobrze. Kontrolowaliśmy drugie piłki, a po ich przejęciu potrafiliśmy budować wartościowe akcje. Coraz bardziej przyzwyczajam się też do tego, że stwarzamy wiele sytuacji, ale nie zawsze je wykorzystujemy – tak było również dziś. Różnica polegała jednak na tym, że tym razem to my zdobyliśmy bramkę po stałym fragmencie gry. W poprzednich meczach, zwłaszcza przeciwko beniaminkom czy zespołom, nad którymi dominowaliśmy, często traciliśmy gole w takich sytuacjach. Dziś to nam przyniosło to zwycięstwo.

O reakcji po meczu z Manchesterem City...

- Myślę, że to nikogo nie powinno dziwić, jeśli śledzi nasz sezon. Mieliśmy wiele rozczarowań i momentów, w których byliśmy lepszą drużyną, ale nie otrzymywaliśmy tego, na co zasłużyliśmy. Za każdym razem jednak trzy dni później zawodnicy znów wychodzili na boisko i prezentowali wysoki poziom. Nie zawsze przekładało się to na wynik, ale zazwyczaj byliśmy zespołem lepszym.

- Moim zdaniem tak było również dziś. Mieliśmy tylko dwa dni przerwy, graliśmy na wyjeździe w trudnych warunkach – padał deszcz, murawa była ciężka do gry w piłkę.. Zazwyczaj może to mieć znaczenie, zwłaszcza gdy rywal miał dzień więcej na regenerację. Nie zauważyłem jednak, by wpłynęło to na naszą dyspozycję. Przez całe 97 minut zaprezentowaliśmy bardzo solidny poziom.

O występie Floriana Wirtza...

- To nie pierwszy raz, kiedy zagrał bardzo dobrze. W ostatnich tygodniach, oprócz dobrej gry, dokładał do tego gole i asysty. Dziś był blisko wpisania się na listę strzelców – przy jego jakości można było tego oczekiwać.

- Cieszy mnie jednak nie tylko jego rozwój, ale także postęp innych zawodników. Po dużym rozczarowaniu w meczu z Manchesterem City, w którym szczególnie po przerwie zasłużyliśmy na więcej, a mimo to znów straciliśmy bramkę w doliczonym czasie gry i oddaliśmy rzut karny, ważne było odpowiednio zareagować. To, jak dziś odpowiedzieliśmy, jest ogromnym komplementem dla zespołu i dowodem na mentalną siłę zawodników.

O tym, czy było to „idealne” odbicie po porażce...

- Tak, ale taką reakcję pokazywaliśmy już wiele razy w tym sezonie. To nie kwestia przypadku ani jednorazowego zrywu. To nie jest tak, że wygraliśmy tu dziś przez szczęśliwy zbieg okoliczności. Zazwyczaj jesteśmy lepszym zespołem na boisku i dlatego wygrywamy. Bardziej zaskakujące jest to, że w wielu spotkaniach, w których dominowaliśmy, nie potrafiliśmy przełożyć tego na zwycięstwa. Dzisiejszy mecz ponownie pokazał, dlaczego tak się czasem dzieje.

- Jeśli tworzysz tak wiele sytuacji bramkowych – również takich, w których masz przewagę liczebną czterech na trzech czy trzech na dwóch – to przy jakości, jaką dysponujemy, powinno to prowadzić do większej liczby goli i będzie prowadzić. Ostatecznie dziś potrzebowaliśmy stałego fragmentu gry, by zdobyć bramkę. Zwykle w meczach z takimi rywalami mamy po 10 rzutów rożnych czy wolnych, ale – kibice Liverpoolu dobrze o tym wiedzą – rzadko przekuwamy je na gole. Dziś było inaczej i to największa różnica w porównaniu z meczem z Burnley u siebie… Mógłbym podać więcej przykładów: Leeds na wyjeździe, Leeds u siebie – takich spotkań było sporo.


O ogólnej ocenie występu...

- Jestem zadowolony z kolejnego bardzo dobrego występu. Tak jak powiedziałem, jeśli chcemy ułatwiać sobie życie, musimy po prostu zacząć strzelać więcej goli.

O odporności zespołu w końcówce meczu...

- Myślę, że w doliczonym czasie gry to my mieliśmy najlepszą okazję, po akcji Mohameda Salaha i paru innych groźnych momentach. Cieszy mnie jednak przede wszystkim to, jak broniliśmy. Były sytuacje, w których musieliśmy rzucać się pod piłkę i blokować strzały.

- Wyróżnię Wataru Endo, bo doznał urazu, a mimo to pozostał na boisku i walczył dalej, także przy stałym fragmencie gry. Taką mentalność widziałem dziś w całym zespole. Ibou (Ibrahima Konaté) rozegrał świetne spotkanie przeciwko Brianowi Brobbey'owi, który jest bardzo wymagającym napastnikiem. Mohamed Salah wykonał ogrom pracy bez piłki. Alexis Mac Allister zanotował kilka kluczowych odbiorów.

- Ogromnym wsparciem byli również nasi kibice. Ten stadion słynie z dopingu gospodarzy, ale dziś nasi fani byli niesamowici – szczególnie w ostatnich 20 minutach, choć przez cały mecz dawali o sobie znać. Być może czuli, że w końcówkach sezonu zbyt często coś wymykało nam się z rąk, że trener wprowadzał obrońców czy ofensywnych zawodników, a teraz to oni muszą dodatkowo pomóc drużynie. I rzeczywiście pomogli. Mam nadzieję, że za każdym razem, gdy będziemy prowadzić – u siebie czy na wyjeździe – nasi kibice będą nas wspierać tak, jak robili to dziś.

O ostatniej formie Ibrahima Konaté...

- Jestem pod wrażeniem, ale nie jestem zaskoczony. Myślę, że Ibou jest pewnym odzwierciedleniem naszego sezonu. Miał ogromnego pecha. Niejednokrotnie rozgrywał bardzo dobre 89 minut, a jeden moment przekreślał ocenę jego występu – i całego meczu. Nie zawsze była to wyłącznie jego wina, ale zdarzało się, że cała uwaga skupiała się na jego błędzie, a przecież piłkarze je popełniają i nie każda sytuacja kończy się golem.

- Gdy zapytano mnie o ostatnie dziesięć minut, powiedziałem, że najważniejsze jest to, iż nie dopuściliśmy do groźnych okazji. W meczu z Manchesterem City poza pierwszą minutą również długo nie pozwalaliśmy rywalom na wiele aż do 84. minuty, gdy druga okazja zakończyła się golem. Dziś praktycznie nie oddaliśmy przeciwnikowi żadnej klarownej szansy. Ibou miał w tym ogromny udział, podobnie jak Virgil van Dijk. Jednak najbardziej podobała mi się mentalność zespołu i intensywność pracy całej drużyny.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (5)

Pietialiv 12.02.2026 08:03 #
Zadowolony bo egzekucja odłożona?
Gall1892 12.02.2026 08:13 #
Coś ty. Krążą plotki z szatni, że po wygranej zalał się łzami, chciał już odejść, ale go Curtis zatrzymał. Dlatego wszyscy są źli bo grają przeciwko trenerowi. On chce żeby go zwolnili a piłkarzom się wymyśliło, żeby jednak być za rok w lidze mistrzów.
TruckDriver41 12.02.2026 08:26 #
Gakpo i Salach kompletnie nie kleją gry z przodu. Przy ataku pozycyjnym są po prostu zbyt słabi. Kodi to już kompletnie nie dowozi...
Dudek_Dance 12.02.2026 09:06 #
Ile jeszcze...? Odejdź!
MaxiKing 12.02.2026 09:37 #
Kto jeszcze przeczytał: „Slot zwolniony po meczu z Sunderlandem”??

Pozostałe aktualności