LIV
Liverpool
Premier League
28.02.2026
16:00
WHU
West Ham United
 
Osób online 748

Audiencja u Sir Kenny'ego Dalglisha i Kelly Cates


Sir Kenny Dalglish wspomina dzień, w którym zszokował piłkarski świat.

W niedzielę mija 35 lat od momentu, gdy ogłosił rezygnację z funkcji menedżera Liverpool F.C. podczas naprędce zwołanej konferencji prasowej na Anfield. Jego zespół prowadził w tabeli i zmierzał po czwarty tytuł mistrzowski w ciągu sześciu lat pracy Dalglisha. Jednak szalony remis 4-4 z lokalnym rywalem Evertonem F.C. w powtórzonym meczu piątej rundy Pucharu Anglii 20 lutego 1991 roku przekonał go, że nadszedł czas odejść.

Liverpool czterokrotnie obejmował prowadzenie na Goodison Park, lecz za każdym razem był doganiany. Dalglish obwiniał siebie za brak korekt taktycznych, które pozwoliłyby utrzymać wynik.

Ogromny ciężar prowadzenia klubu po tragedii na Hillsborough w 1989 roku, w której zginęło 97 kibiców, poważnie odbił się na jego zdrowiu. Przewodniczący Noel White i dyrektor generalny Peter Robinson niechętnie przyjęli jego rezygnację, po tym jak ich próby zmiany decyzji zakończyły się niepowodzeniem.

- W tamtym momencie właściwą rzeczą było odejść, bo klub na to nie zasługiwał - mówi Dalglish. Jeśli jesteś menedżerem, musisz podejmować decyzje. Za to ci płacą. Jeśli ich nie podejmujesz, to nie fair byłoby zostawać, zwłaszcza po tym, co Liverpool Football Club zrobił dla nas.


Obok 74 letniego dziś Dalglisha siedzi jego najstarsza córka Kelly Cates, jedna z najbardziej rozpoznawalnych prezenterek piłkarskich w Wielkiej Brytanii. Miała 15 lat, gdy jej ojciec zrezygnował.

- Wieczór przed ogłoszeniem decyzji mama zadzwoniła po mnie, jak byłam u koleżanki z domu naprzeciwko - wspomina. Nie pamiętam dokładnie, co powiedziała, ale chwilę później wróciłeś do domu z małym pudełkiem rzeczy z biura. Pobiegłam na górę zapłakana. To było okropne. Tak się dowiedziałam. To była szybka decyzja, prawda?

- Tak, zdecydowałem w czwartek, a w piątek ogłoszono - odpowiada Dalglish.

Fala emocji po jego odejściu uświadomiła córce, jak wielką miłością darzyli go kibice. Dalglish i jego żona Marina uczestniczyli w dziesiątkach pogrzebów ofiar Hillsborough i stali ramię w ramię z rodzinami w walce o prawdę i sprawiedliwość po oskarżeniach kierowanych pod adresem kibiców.

- Kiedy odszedłeś z Liverpoolu, po raz pierwszy zrozumiałam, że to coś więcej niż bycie piłkarzem czy menedżerem - mówi Cates. Moja koleżanka wróciła ze szkoły do domu, a jej mama płakała. Zapytała, co się stało. Usłyszała: Kenny odszedł.

- Wracając do tamtego okresu związanego z Hillsborough jako dorosła osoba, patrzy się na to zupełnie inaczej. W 1989 roku miałam tylko 13 lat. Dziś widzę to, co zrobili tata i mama, z innej perspektywy. W wieku 13 lat przyjmuje się to, co robią rodzice, jako coś oczywistego i nie zastanawia się nad tym głębiej. Kiedy wraca się do tego jako dorosły, dostrzega się to i szanuje w zupełnie inny sposób.

- Dzieci dostały wycieczkę do Disney World za moją rezygnację - odpowiada sucho Dalglish. Pojechaliśmy do Magic Kingdom.

Osiem miesięcy później wrócił do pracy w Blackburn Rovers F.C.. Awansował z nimi do najwyższej ligi i sięgnął po mistrzostwo w sezonie 1994/95. Prowadził też Newcastle United F.C. oraz Celtic F.C.. W 2011 roku wrócił do Liverpoolu i rok później zdobył Puchar Ligi.

Legendarny status Dalglish zyskał początkowo dzięki swojemu kunsztowi z piłką przy nodze. Po zdobyciu czterech tytułów mistrzowskich z Celtic F.C. w 1977 roku przeniósł się do Liverpool F.C. za rekordową w Wielkiej Brytanii kwotę 440 tysięcy funtów, czyli około 720 tysięcy dolarów w tamtym czasie, jako następca Kevin Keegan, który odszedł do niemieckiego Hamburger SV.

Dalglish zdobył później 172 bramki w 515 występach i jest powszechnie uznawany za najlepszego piłkarza w historii Liverpool F.C.. Mianowany następcą Joe Fagan po tragedii na Heysel Stadium w 1985 roku, w której zginęło 39 kibiców, jako grający menedżer sięgnął po dublet, zdobywając mistrzostwo ligi i krajowy puchar w sezonie 1985/86.

Cates: Moje dzieci po raz pierwszy zorientowały się, że dziadek był sławnym piłkarzem, gdy dostały dostęp do YouTube. Przyszły do mnie i powiedziały: ‘Wiedziałaś, że dziadek jest na YouTube?’. To był najwyższy komplement, jaki mogły mu dać.

- Kiedy byłam dzieckiem, właściwie o tym nie myśleliśmy. Wiedzieliśmy, że gdy chodziliśmy na mecze na Anfield, tata przyciągał dużo uwagi, ale w domu czy poza nim nie było to czymś szczególnym.

- Poszliśmy na koncert Roda Stewarta na Ibrox Stadium, gdy miałam około dziewięciu lat. To było trochę dziwne widzieć, jak tata jest zatrzymywany, kiedy chodził wokół stadionu. Rozumiałam to, gdy działo się to na Anfield, ale nie pojmowałam, dlaczego miałoby się to zdarzać gdziekolwiek indziej. Pomyślałam: ‘A więc inni ludzie też się nim interesują’.

Dalglish: Kelly i mój syn Paul lubili chodzić na mecze, bo Marina siadała obok kobiety, która miała torby pełne słodyczy.

Cates: Pani Prince! Każdemu z nas przynosiła batonik Wispa.

Dalglish: Pani Prince była dla dzieci większą atrakcją niż sam mecz. Wokół było sporo dzieci w podobnym wieku, więc po spotkaniach na Anfield szły pobawić się na murawie.

Cates: Chłopcy tak. My nie miałyśmy pozwolenia. Żeby tam dojść, trzeba było przejść obok szatni. Dziewczynkom nie wolno było przechodzić dalej niż do pewnego miejsca na korytarzu.


- Jak zmieniło się życie rodzinne, gdy Kenny przeszedł z roli piłkarza do roli menedżera?

Cates: Byłeś dużo bardziej ponury! Pamiętam, jak wracaliśmy samochodem z meczu, wygraliście, a ty i tak byłeś w fatalnym nastroju, bo nie podobało ci się coś w grze zespołu. Mama mówiła: ‘Boże, skoro tak się zachowujesz po zwycięstwie…’. Byłeś bardziej marudny, ale niekoniecznie z powodu wyniku.

Dalglish: Ten stan utrzymywał się tylko do następnego dnia.

- Jaka była Kelly jako dziecko?

Dalglish: Bardzo trudna. Przekazałem ją Marinie. To była jej odpowiedzialność!

- Marina i ja jesteśmy z nich wszystkich niezwykle dumni i z tego, co osiągnęli w życiu. Największym wkładem, jaki wnieśli do rodziny, są chyba wnuki, które są absolutnie wspaniałe. Lauren nie ma jeszcze dzieci, ale wykonuje ogrom pracy dla fundacji Mariny.

- Wszyscy świetnie sobie poradzili i osiągnęli to sami. Nazwisko bywa dla nich czasem utrudnieniem.

Cates: Nie możesz zapytać o jedno z nas, nie wspominając o wszystkich, bo inaczej wszyscy się pokłócą! Musimy zachować równowagę.

Dalglish: Każde z nich odegrało swoją rolę. A potem jest jeszcze Marina. Może byłem menedżerem klubu piłkarskiego, ale w domu menedżerem nie byłem.

Cates studiowała matematykę na University of Glasgow, gdy przyjęła ofertę pracy w Sky Sports News po uruchomieniu stacji w 1998 roku. Z czasem stała się jedną z najbardziej cenionych prezenterek sportowych w kraju. Na początku tego sezonu została jedną z trójki nowych prowadzących flagowy program BBC z ligowymi skrótami, Match of the Day, obok Gabby Logan i Mark Chapman.

Cates: Jestem 50-letnią nepo-baby! Nie miałam konkretnego planu na siebie podczas studiów. Myślałam o czymś ogólnie związanym z finansami, ale nie sprawiało mi to przyjemności. Miałam nadzieję, że pojawi się coś, co mnie naprawdę zainteresuje.

- Nazwisko otwiera drzwi i głupio byłoby tego nie przyznać oraz nie docenić pomocy, jaką dostaje się na początku. To trudna i specyficzna branża. Mam tylko nadzieję, że po prawie 30 latach pracy zdobywa się też własne uznanie.


- Na początku było podobnie ze mną i Gabby, której ojciec Terry Yorath grał w reprezentacji Walii. Panowało przekonanie: ‘Nie wiemy, czy kobiety znają się na piłce, ale jeśli ich tata grał, to może czegoś się nauczyły’. Taki był klimat.

- To był świat zdominowany przez mężczyzn. Ale gdy zaczynałam w Sky Sports News, proporcje były mniej więcej pół na pół. Były producentki, reżyserki i wiele kobiet w reżyserce oraz wśród prowadzących.

- Prowadzenie Match of the Day jest niesamowite. Bardzo się ucieszyłam z tej propozycji. To program, na którym wszyscy się wychowali. Wciąż ma swoją reputację w czasach, gdy niemal wszystko jest cyfrowe.

Dalglish: Jest emitowany za późno jak dla mnie! Częściej oglądam powtórkę w niedzielę rano.

Cates: Jeśli coś go irytuje podczas meczu, wysyła mi wiadomość. Jeśli nie odpowiem wystarczająco szybko, dzwoni, gdy wracam ze studia. Lubi być częścią dyskusji!

Rzadko mają okazję obejrzeć mecz razem, dlatego zwycięstwo Liverpool F.C. 5 do 1 nad Tottenham Hotspur F.C. na Anfield w kwietniu ubiegłego roku, które przypieczętowało mistrzostwo dla zespołu Arne Slota, miało dla nich szczególne znaczenie.

Cates: To był naprawdę piękny dzień. Od tamtej pory nie byliśmy razem na meczu. Zazwyczaj, jeśli tata jest na stadionie, ja pracuję. Największą atrakcją dnia w meczu z Tottenhamem było dla niego spotkanie z Millie Bobby Brown. Jest wielkim fanem Stranger Things.

Dalglish: „To nazwa zespołu?.

Cates: To serial! Byliśmy tam wszyscy jako rodzina. Bardzo rzadko mam okazję pójść na mecz dla przyjemności. A tamten dzień był czystą przyjemnością.


- Czy Kenny złagodniał z biegiem lat?

Dalglish: Mój handicap golfowy na pewno się poprawił. Trochę się waha, ale obecnie wynosi 9,2. Całkiem nieźle.

Cates: Tak, zdecydowanie złagodniał. Jeśli mieszka się w domu z czwórką dzieci, trudno być tak zrelaksowanym jak podczas popołudnia na polu golfowym.

Czułość między nimi jest widoczna nawet podczas rozmowy przez Zoom, a ich konwersacja przeplatana jest chwilami żartobliwego przekomarzania się i autentycznego ciepła.

Dziś spotkali się, by zainaugurować kampanię Carlsberga "Signs of Unity" we współpracy z Liverpoolem. Część kibiców nauczyła się wykonywać hymn You’ll Never Walk Alone w brytyjskim języku migowym przed domowym meczem z West Ham United F.C., aby pomóc niesłyszącym kibicom w pełni uczestniczyć w tym momencie.

Badania pokazują, że ośmiu na dziesięciu głuchych lub niedosłyszących kibiców chce włączać się w stadionowe przyśpiewki w dniu meczu, ale czuje, że nie jest w stanie tego zrobić. Około 74 procent z nich odczuwa brak więzi z atmosferą stadionu. Personel barów na Anfield przechodzi także szkolenia z podstaw języka migowego, a podczas każdego meczu domowego obecni będą tłumacze kibicowscy, którzy przełożą przedmeczowe komunikaty.

Cates: To bardzo ważne, aby każdy mógł cieszyć się pełnym doświadczeniem dnia meczowego. Na tym polega oglądanie futbolu na żywo. Nie tylko na wspólnym śpiewaniu, ale też na poczuciu, że inni śpiewają razem z tobą. Kibicowanie to bycie częścią czegoś. To wspaniała inicjatywa.

Dalglish: Klub zawsze był zależny od lokalnej społeczności i ją doceniał. W miarę jak klub stawał się coraz większy, być może lokalnych mieszkańców nie ma już na stadionie w takiej liczbie jak w latach 60 i 70, ale wciąż nie utracili oni wdzięczności za wsparcie, jakie otrzymują.

- Każdy, kto przychodzi, powinien móc przeżyć pełnię radości i emocji. Jeśli to pomaga ludziom, to klub znów wykonał swoją pracę.

To był trudny sezon dla Liverpool F.C., a Arne Slot miał wiele problemów do rozwiązania. Jednak po dwóch kolejnych zwycięstwach nad Sunderland A.F.C. i Brighton & Hove Albion F.C. widać oznaki poprawy.

Dalglish: Zawsze łatwiej jest kogoś krytykować, niż chwalić. Dziś jest znacznie mniej cierpliwości i to jest problem. Jeśli nie masz cierpliwości, trudno będzie o sukces. Nic nie rośnie z dnia na dzień. Nikt nigdy nie wszedł do klubu i nie zdobył trofeum od razu. Każdy ma swoje zdanie, ale czasami mogłoby być ono bardziej konstruktywne.

- Wychowano nas w przekonaniu, że liczy się następny mecz. Nie patrz dalej niż on. Ostatni mecz Liverpoolu był znakomity. Jeśli w większości tygodni będziemy grać na takim poziomie, będziemy mieli wiele powodów do zadowolenia.

Kiedy Dalglish zajmuje swoje miejsce w loży dyrektorskiej na Anfield podczas każdego domowego spotkania, spogląda na trybunę noszącą jego imię. Została przemianowana na jego cześć w 2017 roku.

Dalglish: Jest teraz w lepszym stanie niż wtedy, gdy nazywała się Kemlyn Road. Może widnieje na niej moje nazwisko, ale to także wyraz szacunku dla drużyn, w których grałem. To nie jest sport indywidualny. Jako piłkarz nie możesz wygrywać bez odpowiednich ludzi wokół siebie.

- To zaszczyt i przywilej. Na początku widniał tam napis ‘Kenny Dalglish Stand’. Potem ktoś w swojej mądrości nadał mi tytuł szlachecki, więc trzeba było ponownie przystawić drabiny. Bardzo chciałbym to zobaczyć. Założę się, że ci panowie nie byli zachwyceni, gdy musieli dodać ‘Sir’.

James Pearce

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (0)

Pozostałe aktualności

Perreira: To bardzo niesprawiedliwy wynik (1)
23.02.2026 14:57, Ad9am_, Liverpool Echo
Skrót meczu U-21 (0)
23.02.2026 13:48, Piotrek, liverpoolfc.com
Slot po zwycięstwie nad Forest (7)
22.02.2026 22:56, Kosma, liverpoolfc.com
Młodzież zremisowała z Blackburn Rovers (1)
22.02.2026 22:24, AirCanada, liverpoolfc.com
Najlepsze zdjęcia z meczu z Nottingham (0)
22.02.2026 22:07, AirCanada, liverpoolfc.com