Konferencja Slota przed West Hamem
Trener Liverpoolu rozmawiał z dziennikarzami o Mohamedzie Salahu, Alissonie Beckerze, wyzwaniu, jakiego spodziewa się w starciu z "Młotami", oraz rozwoju Rio Ngumohy przed sobotnim meczem ligowym z West Hamem United,
Poniżej najważniejsze wątki rozmowy…
O tym, jak mecz może wpłynąć na pozycję Liverpoolu w tabeli…
- Patrzę na to jak na kolejne spotkanie. Nie skupiamy się przesadnie na innych drużynach. Jak to zwykle mówią trenerzy, koncentrujemy się przede wszystkim na sobie. Wiemy, że musimy wygrać wiele meczów, bo nasi rywale w walce o miejsca w Lidze Mistrzów to świetne zespoły, które również dużo wygrywają. Więc wiemy, że my też musimy dużo wygrywać. Na tym skupiamy uwagę, a nie na różnicach punktowych czy dystansie w tabeli. Oczywiście jesteśmy świadomi sytuacji w lidze, to jasne.
O bezbramkowej serii Salaha w Premier League…
- On sam ustawił sobie poprzeczkę tak wysoko, że gdy przez kilka meczów nie strzela gola, ludzie są od razu zaskoczeni. To w gruncie rzeczy największy komplement, jaki może otrzymać. A dane statystyczne można wykorzystywać na swoją korzyść albo niekorzyść. Więc jeśli pominiemy mecz Pucharu Anglii i skupimy się wyłącznie na Premier League, można mówić, że to uczciwe podejście. Tak to działa. Gdy chcemy podkreślić coś pozytywnego, próbujemy zapomnieć o jednym czy dwóch meczach. Gdy chcemy podkreślić coś negatywnego, też próbujemy zapomnieć o jednym czy dwóch meczach.
- Jak dla mnie, trzy mecze temu miał gola i asystę przeciwko Brighton: bardzo dobrej drużynie w Premier League od wielu lat. To jest rzeczywistość. Potem można podmienić dane i powiedzieć, że nie strzelił gola w dziewięciu meczach ligowych. Takie standardy sobie ustanowił, więc ludzie dziwią się, kiedy takie rzeczy mają miejsce.
O ogólnym poziomie występów Salaha…
- Myślę, że musiałbym wejść w bardzo szczegółową analizę jego gry, a to robimy wewnętrznie i może konferencja to nie miejsce i czas na coś takiego. Przyzwyczailiśmy się, że Mo strzela dużo goli i to jest obecnie największa różnica w jego występach czy czasie na boisku. Wiemy jednak, że wcześniej też zdarzały mu się takie momenty. Nie pamiętam, czy trwało to dziewięć meczów, ale już wcześniej odpowiadałem na pytania w stylu: "Nie strzelił w trzech meczach", "nie strzelił w pięciu", nie pamiętam dokładnej liczby. Wiem natomiast, że koniec końców zawsze zaczynał ponownie trafiać do siatki.
- To teraz jego i nasze wyzwanie: zapewnić, żeby znów zaczął zdobywać bramki. Nie jest jedynym ofensywnym zawodnikiem, który obecnie nie strzela tyle, do ilu przywykliśmy u naszych napastników. Więc to nie tylko kwestia uwagi, jaką przyciąga przez wszystko czego dokonał dla klubu, ale Hugo [Ekitike] i Cody [Gakpo] również nie notują ostatnio wielu goli. To znów kwestia całego zespołu, którą musimy poprawić. Dobrą wiadomością jest że zachowujemy czyste konta, więc nie musimy zdobywać aż tylu bramek. Choć przeciwko Qarabagowi strzeliliśmy sześć, a z Newcastle cztery.
O znaczeniu Alissona…
- W idealnym świecie nie potrzebujesz bramkarza. Mam na myśli, że bronisz tak dobrze, że nie musi zaliczać kluczowych interwencji. Dla nas dobrą wiadomością jest, że jeśli już go potrzebujemy, mamy wybitnego golkipera. Jest z nami już od siedmiu lat… siedem lat temu debiutował. Co dobre, nie mamy tylko jednego dobrego bramkarza. Jest jeszcze Giorgi Marmardashvili, który również mógłby być numerem jeden.
- Ten klub od lat jest w świetnej sytuacji, jeśli chodzi o bramkarzy. Przed Giorgim był Caoimhin Kelleher, który spisywał się świetnie, a teraz robi to w Brentford. Ale Ali zawsze był numerem jeden, a to mówi wszystko o jego jakości, skoro potrafił utrzymać Caoimhina and Giorgiego za plecami. Potrzebowaliśmy go przeciwko Forest po trzech minutach i kolejny raz stanął na wysokości zadania.
Czy spodziewa się podobnego wyzwania jak w meczu z Forest…
- Tak, bo statystyki czasem pokazują prawdę, a czasem można nimi manipulować. Nie mogę natomiast manipulować faktem, że męczyliśmy się z beniaminkami: u siebie z Burnley, z Leeds i pewnie jeszcze o kimś zapominam. Dziś wiemy, jak trudne jest wygrywanie meczów w ogóle. Bez względu na miejsce rywala w tabeli, takie jest dzisiejsze Premier League. Ale to nie dotyczy tylko nas.
- Jak każdy trener przed meczem, oglądam wiele spotkań przeciwnika. Ogląda się cztery, pięć, czasem więcej, czasem trochę mniej. Mogę powiedzieć, że nie jesteśmy jedyną drużyną, która rozgrywa takie połowy jak my w pierwszej części meczu z Forest. Ale to również zasługa jakości przeciwnika: trzeba oddać Forest uznanie za ich grę w pierwszej połowie. To nowa rzeczywistość Premier League z ostatniego roku, dwóch, trzech. Wcześniej może łatwiej było wskazywać faworytów, którzy zawsze wygrygrają z resztą. Teraz widać zmianę, zapewne także dzięki pieniądzom inwestowanym w ligę i właścicielom klubów, którzy mogą dużo wydawać.
Co Ngumoha powinien zrobić, by dostać szansę w wyjściowym składzie w lidze…
- To kolejny świetny przykład, jak można manipulować statystyką: patrzenie tylko na mecze ligowe, bez uwzględnienia Pucharu Anglii, Pucharu Ligi, czy Ligi Mistrzów. Patrzenie tylko na to i mówienie potem, że zagrał tylko 90 minut w Premier League. Myślę, że jeśli chcemy być realistami, czy po prostu rzetelni - to też potrafi być miłe! - wtedy ujrzy się, że jego czas gry znacząco wzrósł w ostatnich tygodniach, bo się rozwinął i stał się lepszym piłkarzem. To tylko dobrze, że ludzie zaczynają o nim mówić, bo to znaczy, że gra dobrze. Chciałbym, żeby tak mówiono o wszystkich rezerwowych, bo to oznaczałoby, że za każdym razem, gdy wchodzą, dają sobie świetnie radę; to lubimy.
- To przykład zawodnika, który w ciągu sześciu, siedmiu, czy ośmiu miesięcy zrobił ogromny postęp w kierunku piłkarza, którego ludzie chcą oglądać coraz więcej. To samo tyczy się mnie, bo wystawiam go ostatnio coraz częściej. Ma to związek z tym, że daje dobre zmiany. Oczywiście najwięcej mówiło się o jego świetnym pojedynku jeden na jednego [przeciwko Forest], i słusznie, bo wielokrotnie podkreślałem, jak trudno jest wygrywać takie sytuacje i jak są one ważne w piłce. W tym meczu miał też inne akcje, o których my rozmawiamy, a eksperci może nie tak bardzo. Jestem bardzo zadowolony z etapu, na którym znajduje się w swoim rozwoju. Jeśli pozostanie zdrowy, byłbym zaskoczony, gdyby nie otrzymał więcej minut w niedalekiej przyszłości.
Czy trudniej zarządzać ekscytacją i oczekiwaniami wokół Ngumohy…
- Nie, wcale nie, ze względu na to, jaki jest. To coś wyjątkowego, żeby 17-latek był tak hajpowany - i to właściwie przez całą swoją niedługą karierę - wiele się o nim mówi, bo wszyscy widzimy jego wyjątkowość i talent. Radzi sobie z tym bardzo dobrze, co jest dużym komplementem dla niego, ale pewnie też dla jego rodziców, którzy go wychowywali. Jest skromny, ciężko pracuje, nie zachłystuje się pochwałami, kiedy jeden czy dwóch komentatorów mają pozytywne recenzje jego występu. Myślę, że tego potrzeba, jeśli chce się zrobić kolejny krok, bo jeśli zaczyna się wierzysz w swoją wyjątkowość po jednym czy dwóch komentarzach ekspertów, pewnie nie tędy droga do zostania zawodnikiem na miarę jego ambicji.
- A więc twardo stąpa po ziemi, ciężko pracuje, rozumie też, które elementy gry musi poprawić - co jest zupełnie normalne dla siedemnastolatka. Musimy jednak pielęgnować jego wyjątkową zdolność, czyli wygrywanie pojedynków jeden na jednego. Nie będzie skuteczny w 10 na 10 przypadków i nie musi być, ale trzeba próbować, bo w nowoczesnym futbolu niewielu zawodników potrafi regularnie brać na siebie takie pojedynki, regularnie odnosząc sukcesy i ogrywając przeciwnika. To jego wyjątkowa zdolność i dlatego chcemy o niego szczególnie dbać, bo mocno wierzymy w to jak bardzo jest wyjątkowy.

Komentarze (1)