Opinie prasy po meczu z West Hamem
Po sobotnim zwycięstwie 5:2 nad West Hamem, Liverpool zbliżył się do czołowej czwórki, podtrzymując tym samym swoje ambicje dotyczące kwalifikacji do przyszłosezonowych rozgrywek Ligi Mistrzów.
Już w pierwszej połowie meczu, The Reds mieli na koncie trzybramkowe prowadzenie, za sprawą trafień Hugo Ekitike, Virgila van Dijka i Alexisa Mac Allistera.
W drugiej części spotkania do bramki trafił Cody Gakpo, a samobójcze trafienie Axela Disasiego odebrało jakiekolwiek nadzieje na zbliżenie się ekipy Slota — pomimo bramek Tomasa Soucka i Taty’ego Castellanosa po przerwie.
Oto jak ogólnokrajowe media oceniły pozytywny wynik drużyny Arne Slota.
Ian Doyle, Liverpool ECHO
„Zajęło to znacznie więcej czasu, niż Arne Slot mógł się spodziewać, ale Liverpool wreszcie pokazał się od strony, która w pewnym stopniu dorównywała Arsenalowi.
Po pierwszych miesiącach sezonu, gdy wydawało się, że zespół jest podatny na każdy stały fragment gry kierowany w ich pole karne. Tymczasem nagle, drużyna Slota sama stała się zabójczo skuteczna przy stałych fragmentach.
Liverpool stał się dopiero drugą drużyną w historii Premier League, która zdobyła trzy gole z rzutów rożnych w pierwszej połowie meczu — na tym polu szlak przetarł Manchester United, który dokonał tego w starciu przeciwko Leicester City we wrześniu 2016 roku. To właśnie ta skuteczność dała fundamenty pod kolejne zwycięstwo nad West Hamem. Zapewne jakaś cząstka Mikela Artety mogła poczuć zazdrość.
Nawet przy wyraźnej przewadze do przerwy był to jednak interesujący mecz, który obnażył niedoskonałości obu zespołów.”
***
Były dziennikarz ECHO, Andy Hunter z The Guardian, rozważał atuty obu drużyn – zarówno na boisku, jak i poza nim.
„W tygodniu, w którym Liverpool w najnowszym sprawozdaniu finansowym ogłosił rekordowe przychody wynoszące 703 mln funtów (z których większość wróciła do budżetu mistrzowskiej drużyny), West Ham ostrzegł, że tego lata będzie musiał sprzedać zawodników. I to niezależnie od tego, czy utrzyma się w lidze. Powodem jest odnotowana strata na poziomie 104,2 mln funtów w tym samym roku finansowym.
Należy dodać, że perspektywa uniknięcia spadku wygląda raczej ponuro. I jakkolwiek by to nie brzmiało, biorąc pod uwagę tak dotkliwą porażkę, Nuno Espírito Santo mógł dostrzeć pewne pozytywy w grze West Hamu.
Goście mieli wyższe xG niż Liverpool, lecz mierzyli się z znakomicie dysponowanym Alissonem, a aktualni mistrzowie okazali się zabójczo skuteczni przy stałych fragmentach gry. West Ham mógł przeczuwać, że to nie będzie ich dzień, gdy ich autobus utknął na rampie podczas próby wyjazdu spod hotelu.”
***
Richard Jolly z The Independent również skupił się na przemianie Liverpoolu przy stałych fragmentach gry.
„To wynik, który Liverpool zapewne wyobrażał sobie znacznie częściej, gdy wydawał dziewięciocyfrowe sumy na ofensywne talenty Alexandra Isaka i Floriana Wirtza.
Tymczasem teraz, gdy The Reds zdobyli pięć bramek w meczu ligowym po raz pierwszy od zdobycia tytułu poprzez rozbicie Tottenhamu, obaj piłkarze warci 100 mln funtów byli nieobecni z powodu kontuzji.
Nie potrzebowali kreatywności Niemca ani szybkości Szweda. Być może podkreślili jedną z mantr Arne Slota. Podczas jesiennego dołka szkoleniowiec Liverpoolu mówił, że przebicie się przez defensywę rywali, często wymaga momentu magii lub stałego fragmentu gry.
Choć Hugo Ekitike i Dominik Szoboszlai zagrali dobrze, Liverpool nie był magiczny. Jednak zespół, który w pierwszej połowie sezonu, statystycznie był najgorszy w lidze przy stałych fragmentach, może być teraz uznany za najlepszynajlepszy. Bezpośrednio lub pośrednio zdobyli z nich trzy bramki jeszcze przed przerwą.”
***
Lewis Steele z Daily Mail zwrócił uwagę na pogodę oraz słynny merseybeatowy kwartet.
„Pierwsze w tym sezonie słońce i jasne, błękitne niebo sprawiły, że to popołudnie na Anfield przypominało raczej wiosnę 2025 roku. Ale pogoda nie była jedynym powodem do pozytywnej aury.
Po raz pierwszy od pamiętnego kwietniowego dnia ubiegłego roku, gdy Liverpool zapewnił sobie tytuł mistrza Premier League, gromiąc Tottenham, The Reds zdobyli trzy gole w pierwszej połowie. Rozstrzygając tym samym mecz jeszcze przed przerwą.
Pogoda sprawia, że wszystko wydaje się lepsze i – jak w tekście Here Comes The Sun zespołu The Beatles – dla Liverpoolu była to długa, zimna i samotna zima.”

Komentarze (0)