WOL
Wolverhampton Wanderers
FA Cup
06.03.2026
21:00
LIV
Liverpool
 
Osób online 3833

Liverpool traci kontrolę w końcówkach


Surowe, bezlitosne statystyki nie pozostawiają złudzeń.

Liverpool przegrał w tym sezonie pięć meczów Premier League po golach straconych w 90. minucie lub później – najwięcej w historii ligi w trakcie jednej kampanii. Jeśli doliczyć dwa trafienia wyrównujące, które The Reds stracili w doliczonym czasie gry, daje to aż dziewięć punktów straconych w końcówkach, co staje się coraz bardziej alarmującym aspektem ich sypiącego się sezonu.

Najsilniejsze drużyny w lidze powinny dobijać rywali, gdy ci zaczynają się chwiać. Tymczasem zbyt często sytuacja obracała się przeciwko Liverpoolowi.

W poprzednich siedmiu sezonach zespół z Anfield przegrywał średnio jedno spotkanie rocznie po golach w ostatnich sekundach. Tak gwałtowny wzrost tej liczby jest więc równie szokujący, co zaskakujący.

Rozpatrywana w oderwaniu porażka z Wolverhampton Wanderers – klubem, który przez ostatnie siedem miesięcy był wyśmiewany, gdy tkwił bez nadziei na dnie tabeli – mogłaby zostać uznana za jeden z tych dziwnych wypadków przy pracy. Wolves zdobyli pierwszą bramkę przy swojej pierwszej okazji w 78. minucie, a zwycięskie trafienie padło po mocno rykoszetującym strzale głęboko w doliczonym czasie gry. Takie rzeczy się zdarzają.

Problem w tym, że choć sam występ może nie budzić aż takiego niepokoju jak niektóre inne tej jesieni, to kolejna plama na bilansie sezonu, który wciąż wisi na włosku. Liczba sytuacji, w których Liverpool znajduje się w podobnym położeniu i zadaje sobie pytanie, jak mogło do tego dojść, staje się poważnym powodem do obaw.

Zbyt często, w pogoni za zwycięstwem, zespół rzuca zbyt wielu zawodników do ataku i traci równowagę w defensywie. Jako mistrzom piłkarzom Liverpoolu najwyraźniej trudno zaakceptować fakt, że remis bywa czasem wynikiem godnym szacunku, gdy ambicją i oczekiwaniem jest wygrywanie każdego meczu.

Nikomu zdaje się jednak nie przyszło na myśl stare powiedzenie "jeśli nie możesz wygrać, to przynajmniej nie przegraj". Każdy cios w końcówce niesie ze sobą bolesne przykłady, jak nie powinno się zamykać meczu. Tak było w meczach z Bournemouth i z Chelsea, gdzie Liverpool mozolnie odrabiał straty, by potem wszystko roztrwonić.

Podobnie było na wyjeździe z Crystal Palace, gdy indywidualny błąd popełnił Jeremie Frimpong. W porażce z Manchesterem City zarówno Alexis Mac Allister, jak i Curtis Jones nie upilnowali Matheusa Nunesa, po czym Alisson wpadł w Portugalczyka i sprokurował rzut karny wykorzystany przez Erlinga Haalanda.

Zwycięski gol Wolves również był do uniknięcia, o czym świadczy przebieg akcji poprzedzającej trafienie.

Wszystko zaczęło się od straty Hugo Ekitike, który zszedł do środka i został pozbawiony piłki. Chwilę później Dominik Szoboszlai przegrał pojedynek z Andre w środku pola i upadł na murawę, domagając się faulu. Nawet gdy wydawało się, że Liverpool opanował sytuację, Jones powinien był wybić piłkę, zamiast podawać ją do Alissona. To zmusiło bramkarza do nieudanego zagrania w przód – choć trzeba przyznać, że i on mógł zachować się lepiej.

Co gorsza, zarówno Rio Ngumoha, jak i Federico Chiesa pozwolili Andre na swobodny rajd do przodu. Przy odrobinie wsparcia ze strony pomocników mogli zapobiec strzałowi zawodnika, który wcześniej nie zdobył w Anglii ani jednej bramki.


Rykoszet od Gomeza wyglądał na pechowy, ale sam zawodnik z pewnością będzie miał do siebie pretensje, że nie zrobił więcej, by zablokować strzał.

Podobnie jak w trzech z czterech wcześniejszych porażek po golach straconych w końcówkach, Ibrahima Konaté nie znajdował się na boisku w momencie, gdy rywale zdobywali zwycięską bramkę. Po raz kolejny Arne Slot zdjął go z murawy i wprowadził Federico Chiesę krótko po straconym pierwszym golu, próbując ratować sytuację i odwrócić losy meczu.

Chyba już teraz powinno być jasne, że Liverpool potrzebuje Francuza na boisku tak długo, jak tylko pozwala na to jego kondycja, by uniknąć kolejnych takich wieczorów.

Nie tylko defensywa zawodzi Liverpool. Równie frustrująca była pilność i intensywność pokazana dopiero po straconej bramce. Dlaczego The Reds nie potrafią zaczynać meczów wyjazdowych w taki sposób?

Na Molineux obnażone zostały niemal wszystkie niepokojące schematy tego sezonu: kolejna słaba pierwsza połowa, niewiarygodnie zmarnowane okazje – jak to możliwe, że Curtis Jones i Cody Gakpo nie trafili z dwóch metrów? – a potem kompletnie rozregulowana końcówka.

Virgil van Dijk powiedział po meczu w rozmowie z TNT Sports: "Byliśmy wolni, przewidywalni i niedokładni". Slot dodał, że to "ta sama stara historia, która podsumowuje nasz sezon".

Dopytany, co dokładnie ma na myśli, wyjaśnił:

– Mieliśmy zdecydowanie większe posiadanie piłki niż rywale, stworzyliśmy więcej sytuacji, ale z gry otwartej mieliśmy problem ze zdobywaniem bramek. Gol, którego straciliśmy w doliczonym czasie, nawet nie wynikał z klarownej okazji. Daliśmy rywalom jedną szansę, a straciliśmy dwa gole.

To przeciwnicy potrafili uderzyć znacznie boleśniej. Ekipa Wilków nie wygrała żadnego z pierwszych 19 meczów sezonu Premier League i od pierwszej kolejki okupowała dno tabeli.

Trzeba jednak przyznać, że ich forma od początku roku zasługuje na uwagę. W ubiegłym miesiącu zremisowali z liderem Arsenalem, potem pokonali Aston Villę, a widok menedżera Roba Edwardsa biegnącego wzdłuż linii bocznej w stronę świętujących kibiców staje się coraz częstszy.

Liverpool miał jednak szansę wysłać wyraźny sygnał przed decydującą fazą sezonu i walką o miejsce w czołowej piątce – i nie zdołał jej wykorzystać. Na trybunach zwycięski gol świętowano jak triumf w pucharze. Zapanował czysty chaos.

Reakcja Slota? Opadł na murawę w niedowierzaniu. Jego zespół stracił w tym sezonie najwięcej punktów po bramkach w doliczonym czasie gry.

Późnym wieczorem, podczas pomeczowej konferencji prasowej, Slot na moment zamilkł, zastanawiając się, ile spotkań pozostało do końca tej najbardziej wymagającej i frustrującej ligowej kampanii. Odpowiedź brzmi: dziewięć.

Pewnym pocieszeniem może być fakt, że Aston Villa i Chelsea odbiorą sobie nawzajem punkty, ale brak konsekwencji w grze Liverpoolu musi go niepokoić. Jeśli takie niechlujne występy będą się powtarzać, konsekwencje mogą okazać się bardzo poważne.

Gregg Evans

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (3)

Flymf 04.03.2026 19:45 #
Bardzo dobry artykuł, czekam na następną część "Liverpool traci kontrolę także na początku meczu"
Tommyy 04.03.2026 19:54 #
Kto by się tym przejmował przy 85 minutach dominacji...
kombajn 04.03.2026 19:59 #
Kazdy wyrozniony artykul ze zdjeciem lysego parodysty daje promyk nadziei, do momentu az przeczyta sie tytul.

Pozostałe aktualności

Liverpool traci kontrolę w końcówkach (3)
04.03.2026 18:42, Bartolino, The Athletic
Zmiany w terminarzu na kwiecień (0)
04.03.2026 18:32, Gall1892, liverpoolfc.com
Opinie prasy po przegranej z Wolves (0)
04.03.2026 18:31, Wiktoria18, Liverpool Echo
Plany klubu na letnie tournee w USA (2)
04.03.2026 18:28, Gall1892, liverpoolfc.com
Gerrard: Liverpool nie może tak grać (9)
04.03.2026 12:25, AirCanada, Liverpool Echo
Skrót meczu (0)
04.03.2026 08:31, Gall1892, własne