Co z przyszłością Alissona?
Gdyby chodziło o jakiegoś innego bramkarza, sytuacja byłaby zupełnie oczywista. Jednak kiedy grający w Wolverhamptonie Rodrigo Gomes pędził w kierunku Alissona Beckera wśród kibiców Liverpoolu na pewno tliła się nadzieja, że Brazylijczyk, który jest prawdopodobnie najlepiej broniącym sytuacje jeden na jednego golkiperem świata, po raz kolejny będzie w stanie uratować swoją drużynę.
Szczerze mówiąc naciskany przez Ibrahimę Konaté Gomes wciąż musiał popisać się kapitalnym wykończeniem, aby pokonać Alissona i dać Wilkom prowadzenie.
Dużo mniej przekonujące było kiepskie wybicie piłki przez bramkarza w doliczonym czasie gry po nieroztropnym podaniu do tyłu Curtisa Jonesa, które padło łupem gospodarzy i dzięki któremu André po rykoszecie strzelił zwycięskiego gola.
To kiepski sezon w wykonaniu Liverpoolu, ale tego samego nie można powiedzieć na temat Alissona, który jest jednym z zaledwie kilku zawodników zespołu, których można rozgrzeszyć za błędy obecnej kampanii.
To oczywiste, że nawet on nie ustrzegł się kilku błędów, jak chociażby pospieszna decyzja o interwencji w sytuacji z Matheusem Nunesem w zeszłym miesiącu na Anfield, po raz kolejny w doliczonym czasie gry, po której City otrzymało rzut karny, który na zwycięską bramkę zamienił Erling Haaland.
Mimo to w przypadku Alissona nie ma zbyt wielu rzeczy, do których można by się było przyczepić. Jego występy są raczej stabilne niż spektakularne - nie zanotował zbyt wielu godnych zapamiętania interwencji - zatem to jego najcichszy sezon od czasu, kiedy dołączył do ekipy po transferze z Romy w 2018 roku.
Oczywiście nie pomaga mu fakt, że jesienią pauzował przez niemal dwa miesiące po kolejnej z serii martwiących kontuzji uda. Problemy zdrowotne z pewnością wpływają na jego grę w ostatnim czasie, można zauważyć, że Alisson rzadko sam wznawia grę z piątki czy, co było widać w starciu z Wilkami, czasami ma momenty zawahania przy interwencjach nogami.
W bramkarskim fachu chodzi jednak o dużo więcej niż tylko rozrzucanie piłki nogami, a to jak kluczowym graczem dla The Reds jest Alisson wyraźnie widać po wynikach. Z dziesięciu spotkań, w których nie mógł wystąpić z powodu kontuzji, choroby lub odpoczynku Liverpool przegrał sześć. Z trzydziestu jeden, w których wyszedł w pierwszej jedenastce zespół przegrał tyle samo, w tym jedno po rzutach karnych, a w innym zszedł z urazem po 56 minutach.
Co martwiące, w tym sezonie Premier League Brazylijczyk może pochwalić się skutecznością interwencji na poziomie 64,9% - to jeden z najniższych wyników w lidze - a w każdym z poprzednich siedmiu sezonów w tych rozgrywkach osiągał średnią przynajmniej 71,9%. W tym sezonie tylko Arsenal dopuścił do mniejszej ilości strzałów na swoją bramkę niż Liverpool.
Nie jest też tak, że Giorgi Mamardaszwili czy w jednym meczu Pucharu Ligi Freddie Woodman szczególnie kogoś zawiedli.
Ciekawe było zatem to, że będący pod presją lepszych wyników Arne Slot desygnował Alissona do gry w swoim zaledwie dziesiątym w karierze meczu w Pucharze Anglii - przy okazji pierwszym od dwóch lat - w czwartej rundzie tych rozgrywek przeciwko Brighton na Anfield trzy tygodnie temu.
Oznacza to, że Brazylijczyk zapewne znowu zostanie desygnowany do gry w starciu z Wilkami w piątej rundzie i jeśli dopisze mu zdrowie, to nie powinien oddać miejsca między słupkami aż do końca sezonu.
Coraz gorętszym tematem jest to, gdzie 33-latek zagra w kolejnym sezonie.
Alisson w 2021 roku podpisał nowy, pięcioletni kontrakt z Liverpoolem i klub jest pewien, że dojdzie do aktywowania klauzuli przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Mówi się, że bramkarz jest szczęśliwy na Anfield i obecnie nie myśli o żadnej przeprowadzce.
Nie powstrzymuje to spekulacji o zainteresowaniu jego usługami z różnych stron, ostatnio mówi się, że latem Brazylijczyka w swoich szeregach widziałyby kluby z Włoch, szczególnie Juventus i Inter.
Nieustannie wspomina się też o zainteresowaniu ze strony ekip z Arabii Saudyjskiej, choć ostatnie wydarzenia na świecie mogą ostudzić entuzjazm zawodników kuszonych przez Saudi Pro League.
Na ten moment Alisson pozostaje niekwestionowanym numerem jeden w Liverpoolu. Z pewnością w piątkowy wieczór na Molineux będzie miał poczucie, że musi naprawić błędy z początku tygodnia.

Komentarze (1)