Slot po kolejnej porażce w Turcji
Arne Slot podzielił się opinią po porażce Liverpoolu 0:1 z Galatasaray w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów.
Szybki gol Mario Leminy w Stambule oznacza, że walcząc o ćwierćfinał, The Reds muszą w przyszłotygodniowym rewanżu na Anfield gonić wynik.
Poniżej podsumowanie pomeczowej konferencji Slota…
O meczu i podobieństwach do wrześniowego spotkania w fazie ligowej…
Myślę, że zaczęliśmy mecz naprawdę dobrze, nawet lepiej niż trzy miesiące temu. Mieliśmy trzy lub cztery świetne momenty, w tym oczywiście największy kiedy Florian [Wirtz]... nie widziałem powtórki, ale wyglądało to prawie jak sytuacja do pustej bramki, którą mógł wykończyć. Nie udało się, tak jak poprzednio, kiedy mieliśmy swoje sytuacje, pięć sekund później oni przeprowadzili pierwszy atak, który doprowadził do rożnego.
Trzeba oddać im uznanie za to, w jaki sposób grają, gdy pojawia się okazja: tak, jakby to była ostatnia sytuacja w ich życiu. To coś, czego możemy się od nich nauczyć, bo my czasem mamy swoje sytuacje i wydaje się, jakbyśmy myśleli, że zaraz będziemy mieli jeszcze dziesięć kolejnych. Przegrywaliśmy 0:1, a to już bardzo trudny teren nawet przy stanie 0:0, a gdy tracisz gola, robi się jeszcze trudniej - dla nas, dla każdego na boisku, poza ich zawodnikami. Więc tak, porażka 0:1.
O frustracji związanej z niewykorzystanymi okazjami i podejmowanymi decyzjami...
Nie powiedziałbym, że to kwestia frustracji, to raczej sytuacja, z którą się mierzymy, a ja jestem za nią odpowiedzialny. Przez dużą część tego sezonu mierzę się z tym, że potrafimy doprowadzić piłkę do ostatniej tercji i do momentów, w których wydaje się, że możemy zrobić z tego więcej. Ale dziś stworzyliśmy wystarczająco dużo, by zdobyć gola. Oczywiście jednego strzeliliśmy, ale został anulowany przez VAR.
Czy dobrze, że przed rewanżem wynik to tylko 0:1, biorąc pod uwagę sytuacje Galatasaray…
Nie sądzę, żeby w drugiej połowie mieli wiele sytuacji, czyż nie? Nie. Mają dobrych zawodników i są dobrą drużyną, więc zawsze będą stwarzać sytuacje. Strzelili tu u siebie pięć goli Juventusowi, co pokazuje, na co ich stać. My mieliśmy bardzo dobre sytuacje, sam na sam z bramkarzem, ale niestety nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Tak jak muszę pochwalić ich za bramkę, tak samo muszę docenić sposób, w jaki bronili, bo cały czas walczyli, rzucali się pod piłkę. A gdy Hugo [Ekitike] znalazł się sam na sam, bramkarz był na posterunku z bardzo ważną interwencją.
Ale wiem jedno: mamy za sobą dopiero pierwszą połowę. Przegraliśmy tutaj dwa razy po 0:1, ale dobra wiadomość jest taka, że następny mecz nie odbędzie się tutaj. Zagramy na Anfield, a nasi kibice potrafią stworzyć podobną atmosferę. Patrząc na ostatnie dwa mecze, trudno mi uwierzyć, że tyle rzeczy może iść przeciwko nam, jak miało to miejsce w dwóch ostatnich spotkaniach, choć czasami, patrząc na ten sezon, mam już wątpliwości. Myślę jednak, że u siebie będzie bardziej normalnie. Uważam też, że możemy poprawić naszą grę i przy wsparciu kibiców z pewnością przełoży się to na wielki mecz za tydzień.
O decyzji VARu, która odebrała potencjalne wyrównanie i czy zostało mu to wyjaśnione…
Nie, w takich sytuacjach bardzo trudno rozmawiać z sędziami, bo są w trakcie komunikacji z VARem i muszą słuchać tego, co jest im przekazywane. Jeśli decyzja o anulowaniu gola była prawidłowa - a trudno mi to ocenić, bo słyszałem różne opinie i sytuacja nie jest jednoznaczna - powiedzmy, że była słuszna, co tylko bardziej frustruje mnie w kontekście tego, że przy każdym naszym rzucie wolnym i rożnym, gdy tylko spojrzeć na zawodników Galatasaray, sędzia już odgwizdywał faul dla nich. Jeśli natomiast spojrzymy na to, jak mocno ciągnięto za koszulkę Virgila [van Dijka], zanim piłka trafiła w rękę Ibou [Konaté], można by powiedzieć, że nie tylko my byliśmy pod wpływem atmosfery panującej dziś na stadionie.
Czy uważa, że jego trójka z przodu była mniej zaangażowana, niż by chciał…
Szczerze mówiąc, uważam, że byli dość mocno zaangażowani, szczególnie w pierwszej połowie, gdy mieli sporo udziału w grze. Wiele razy byliśmy bardzo blisko naprawdę obiecujących sytuacji, a nawet sytuacji bramkowych, bo w przerwie miałem wrażenie, że zmarnowaliśmy swoją szansę. Zmarnowaliśmy szansę na zdobycie gola i znalezienie się w znacznie lepszej sytuacji niż ta, przy zejściu do szatni. Rzeczywistość była jednak taka, że w takiej się nie znaleźliśmy i w drugiej połowie gdy wyszliśmy na boisko od razu mieliśmy dobrą okazję przy strzale [Alexisa] Mac Allistera, a niedługo potem sytuację sam na sam Hugo. Myślę, że mieli swoje momenty. W wyjazdowym meczu w Lidze Mistrzów nie można oczekiwać piętnastu okazji dla napastników, a są to piłkarze o takiej jakości, że zwykle, i następnym razem tak się stanie, potrafią wycisnąć z takich sytuacji więcej, niż my dziś.

Komentarze (3)
Na innych meczach LM było ciszej, zupełnie inaczej przygotowuje się drużynę do gry w takich warunkach.
Salaha krytykowanie odpuszczę też, uwielbiam za to co zrobił dla klubu i niech odejdzie jak prawdziwa legenda i sobie dorobi w Arabii , łezka się zakręci ale nie tacy odchodzili .
Ale na Konate to patrzeć nie mogę , jedyne co , to szkoda że odejdzie za darmo .
A i wierzyć w rewanżu że odrobimy , ja wierzę
YNWA dobrej nocy