LIV
Liverpool
Premier League
15.03.2026
17:30
TOT
Tottenham Hotspur
 
Osób online 1451

Liverpool nie może pozwolić sobie na błąd w rewanżu


Gigantyczny transparent rozwinięty przed pierwszym gwizdkiem za bramką głosił: "You are alone in Sami Yen Hell!" (z ang.: "Jesteście sami w piekle Sami Yen").

Była to gra słów z legendarnego hymnu Liverpoolu "You’ll Never Walk Alone" – i jednocześnie ostrzeżenie przed tym, z jakim wyzwaniem przyjdzie mierzyć się drużynie Arne Slota w Stambule.

To, co nastąpiło później, było nieustannym atakiem na zmysły. Mistrzowie Premier League ulegli atmosferze kotła na stadionie RAMS Park.

Straty spowodowane szybko zdobytym golem głową Mario Leminy powinny zostać odrobione w rewanżu 1/8 finału Ligi Mistrzów na Anfield w przyszłą środę. To nie jest moment na panikę. Galatasaray jest znacznie słabsze na wyjazdach — co najlepiej pokazał ich poprzedni dwumecz w fazie play-off z Juventusem. Turecki zespół roztrwonił prowadzenie 5:2 z pierwszego spotkania u siebie, by ostatecznie dopiąć awans dopiero po dwóch golach w dogrywce w Turynie, grając przez ponad godzinę przeciwko dziesięciu rywalom.

Mistrzowie Turcji przegrali również trzy z czterech wyjazdowych meczów w fazie ligowej — z Eintrachtem Frankfurt, Monaco i Manchesterem City. A ponieważ głośni kibice Galatasaray zostali ukarani przez UEFA zakazem wyjazdowym i nie będą mogli pojawić się na rewanżu na Merseyside, wszystko wciąż przemawia na korzyść Liverpoolu w kontekście walki o ćwierćfinał z Chelsea lub obrońcą trofeum, Paris Saint-Germain, które wyeliminowało The Reds na tym etapie rozgrywek w poprzednim sezonie.

Jeśli jednak zespół Slota ma iść dalej i realnie myśleć o triumfie w Lidze Mistrzów w maju, nie może pozwolić sobie na kolejną noc pełną błędów. Silniejszy rywal niż Galatasaray wykorzystałby niedoskonałości Liverpoolu znacznie boleśniej – zarówno w defensywie, jak i pod bramką przeciwnika.

Największe obawy może budzić występ Ibrahimy Konaté.

Powrót francuskiego stopera do wysokiej formy od początku roku był niezwykle istotny, zwłaszcza biorąc pod uwagę ograniczone opcje defensywne Slota. Przed wtorkowym meczem Konaté wyglądał na znacznie bardziej spokojnego i pewnego siebie. Tym razem jednak był to powrót do wcześniejszych problemów z tego sezonu, gdy grał nerwowo i niepewnie, a seria katastrofalnych błędów sprawiła, że jego trener stwierdził kiedyś, iż Francuz "zbyt często znajduje się na miejscu zbrodni".

Po tym, jak w niewytłumaczalny sposób minął się z dośrodkowaniem Wilfrieda Singo, Konaté mógł odetchnąć z ulgą, gdy Victor Osimhen przed przerwą posłał piłkę nad poprzeczką. Jeszcze więcej szczęścia miał w drugiej połowie, gdy kompletnie zepsuł podanie do bramkarza Giorgiego Mamardaszwilego, a następnie nie zdołał wybić piłki, zanim Osimhen z bliska skierował ją do siatki.

Konaté, którego kontrakt wygasa po zakończeniu sezonu, leżał na murawie kompletnie zdruzgotany, zanim zorientował się, że uratowała go chorągiewka sędziego liniowego sygnalizująca spalonego. Była to jednak dość hojna interpretacja, bo Baris Alper Yilmaz — zawodnik Galatasaray uczestniczący w tej akcji — w rzeczywistości nie dotknął piłki.


Koszmarny wieczór obrońcy pogorszył się jeszcze bardziej, gdy piłka po rzucie rożnym Dominika Szoboszlaia odbiła się od niego i wpadła do bramki, co początkowo oznaczało wyrównanie. Gol został jednak szybko anulowany z powodu zagrania ręką. Slot był przekonany, że w tej sytuacji hiszpański sędzia Jesus Gil Manzano powinien podyktować rzut karny.

– Jeśli spojrzy się na to, jak bardzo ciągnięto Virgila (van Dijka) za koszulkę zanim piłka trafiła w rękę Ibou (Konaté), można śmiało powiedzieć, że nie tylko my byliśmy pod wrażeniem atmosfery na tym stadionie – powiedział Slot.

– W Premier League takie sytuacje z ciągnięciem za koszulkę są znacznie częściej tolerowane niż w Lidze Mistrzów. Dlatego byłem bardzo zaskoczony, że nie podyktowano rzutu karnego. Wystarczyło, że spojrzeliśmy na zawodnika Galatasaray, a sędzia od razu odgwizdywał rzut wolny dla nich.

Konaté ukończył mecz z zaledwie 22 celnymi podaniami na 32 próby. Jego skuteczność na poziomie 69 procent była najniższa spośród wszystkich zawodników Liverpoolu z pola, którzy rozpoczęli spotkanie w wyjściowym składzie. Biorąc pod uwagę stawkę nadchodzących tygodni, Slot potrzebuje, by obrońca jak najszybciej wrócił do formy.

Jeśli hałas panujący na stadionie wpłynął na koncentrację Konaté, to z pewnością nie był jedynym, który sobie z nim nie poradził. Jak inaczej wytłumaczyć sytuację z drugiej minuty meczu, gdy Florian Wirtz nie trafił praktycznie w pustą bramkę, po tym jak wysoki pressing Liverpoolu zmusił Leminę do straty tuż przed własnym polem karnym.

Był to pierwszy występ Niemca w wyjściowym składzie od niemal miesiąca z powodu problemów z plecami, jednak zamiast wnieść do gry Liverpoolu jakość i kreatywność, wyglądał na spóźnionego o pół kroku i bardzo nieefektywnego. Reprezentant Niemiec zmarnował także kolejną dobrą okazję, gdy po podaniu Alexisa Mac Allistera uderzył nieczysto prosto w bramkarza Ugurcana Cakira.


Do tego momentu Liverpool przegrywał już po boleśnie łatwej do uniknięcia bramce z rzutu rożnego. Ani Mac Allister, ani Joe Gomez nie wyskoczyli do walki o piłkę z Victorem Osimhenem, a z jakiegoś powodu Milos Kerkez i Hugo Ekitike stali razem przy słupku, gdy niepilnowany Lemina spokojnie skierował piłkę głową do siatki.

– Trzeba oddać im sprawiedliwość – kiedy nadarza się okazja, grają tak, jakby była to ostatnia szansa w ich życiu – powiedział Slot.

– To coś, czego zdecydowanie możemy się od nich nauczyć, bo czasami gdy my mamy okazję, wygląda to tak, jakbyśmy myśleli, że za chwilę pojawi się kolejnych dziesięć. Już przy stanie 0:0 to bardzo trudne miejsce do gry, a strata bramki sprawiła, że wszystko stało się dla nas jeszcze trudniejsze.

Jednym z nielicznych zawodników Liverpoolu, którzy mogą mówić o udanym występie, był Giorgi Mamardaszwili, który popisał się kilkoma świetnymi interwencjami. Sposób, w jaki Gruzin zastąpił kontuzjowanego Alissona, robił tym większe wrażenie, że nie grał od połowy stycznia.

Liverpoolowi wyraźnie brakowało jednak kontroli w środku pola i długotrwałego zagrożenia pod bramką rywala. Mohamed Salah, który rozgrywał rekordowy dla klubu 81. mecz w Lidze Mistrzów, mógł mówić o szczęściu, że dotrwał na boisku do około 60. minuty, zanim zastąpił go Jeremie Frimpong. Ekitike przez cały mecz dużo biegał i pracował dla zespołu, lecz gdy stanął sam na sam z Cakirem, nie zdołał tego wykorzystać. Gol w tamtej sytuacji mógł zupełnie zmienić obraz spotkania.

Liverpool wygrywał już w Stambule zarówno finał Ligi Mistrzów, jak i mecz o Superpuchar UEFA, ale wciąż nie pokonał w tym mieście tureckiej drużyny w sześciu próbach (pięć porażek i jeden remis).

We wrześniu ubiegłego roku The Reds podnieśli się po bolesnej porażce 0:1 poniesionej tutaj z Galatasaray i szybko wrócili na właściwe tory w Europie. Teraz muszą zrobić dokładnie to samo – i mają na to zaledwie siedem dni.

– Jedyne, co wiem, to że mamy teraz przerwę między połowami tego dwumeczu – dodał Slot. – Przegraliśmy tutaj dwa razy, ale dobrą wiadomością jest to, że następny mecz nie odbędzie się tutaj. Zagramy na Anfield, gdzie nasi kibice potrafią stworzyć podobną atmosferę. Nie sądzę też, żeby aż tyle rzeczy mogło ponownie obrócić się przeciwko nam, jak stało się to w tych dwóch spotkaniach. U siebie wszystko będzie bardziej normalne, a ja wierzę, że możemy również poprawić naszą grę.

Jeśli Liverpool pokaże swoją jakość w rewanżu w przyszłą środę, gdy Anfield stworzy odpowiednią oprawę, ten hałaśliwy wieczór w Stambule szybko odejdzie w zapomnienie. Jeśli jednak The Reds zawiodą, nie będzie już gdzie się ukryć.

James Pearce

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę LFC.pl!

Komentarze (2)

Loku64 11.03.2026 09:32 #
Raczej da się to odrobić na Anfield, tylko trzeba biegać i wykazać jakiś piłkarski puls. Nasza ofensywa taka trochę bezzębna po raz kolejny. Tak naprawdę to mam wrażenie, że głównie zawodziliśmy z przodu i parodią z tyłu, w środku pola byliśmy raczej lepsi. Zmiany też nie pomogły, po raz kolejny fatalny Frimpong, a Robbo tym razem totalnie nic nie wniósł. W ogóle my wydajemy grube pieniądze, a mamy w sumie 4 jakościowych pomocników i na ten moment 4 skrzydłowych, z czego na poziomie mistrza EPL, może cień Salaha.
Owen89 11.03.2026 09:51 #
Ale już Pan Arne się opatrzył. Wszyscy się męczą w tym układzie

Pozostałe aktualności

Slot po kolejnej porażce w Turcji (11)
10.03.2026 23:16, Kosma, Liverpoolfc.com
Skrót meczu (0)
10.03.2026 22:07, AirCanada, własne
Statystyki (1)
10.03.2026 20:40, AirCanada, Sky Sports
Porażka w Stambule z Galatasaray (195)
10.03.2026 20:38, Zalewsky, własne
Skrót meczu U-21 (0)
10.03.2026 16:31, Piotrek, liverpoolfc.com