Slot po meczu ze Spurs
The Reds po raz kolejny w tym sezonie wypuścili z rąk punkty po tym, gdy dopuścili do utraty gola w samej końcówce spotkania. Tym razem katem Liverpoolu okazał się Richarlison.
Wynik spotkania otworzyli gospodarze po świetnym uderzeniu z rzutu wolnego Dominika Szoboszlaia.
Poniżej przedstawiamy Państwu wypowiedzi Arne Slota z pomeczowej konferencji prasowej.
O występie Liverpoolu i ostatecznym wyniku…
W dużej części tego spotkania byliśmy drużyną lepszą. Powinniśmy byli strzelić wówczas drugą bramkę. Mieliśmy ku temu sporo okazji. Ostatnie 15–20 minut było bardziej wyrównane i wtedy obie drużyny były bliskie zdobycia bramki.
Oni tworzyli swoje okazje w bardzo podobny sposób – te cztery czy pięć sytuacji to niemal ten sam schemat. Długa piłka, przejęcie drugiej piłki i próba stworzenia zagrożenia. My również przejmowaliśmy wiele takich drugich piłek i mogliśmy wyprowadzać kontrataki. Jednak z tych wszystkich kontr, z tych wszystkich sytuacji czterech na trzech, trzech na dwóch – powinniśmy byli wykorzystać je lepiej, zwłaszcza biorąc pod uwagę jakość naszych zawodników. Nie udało nam się zdobyć gola, a potem w ostatniej minucie straciliśmy bramkę i czasu było zbyt mało, aby ugrać cokolwiek więcej.
Czy wynik podkopuje nadzieje Liverpoolu na kwalifikację do Ligi Mistrzów…
Oczywiście, że tak. Ale w tym jest kolejne pytanie: ile razy już nasze nadzieje zostały podkopane w ten sposób. W ogóle sobie nie pomagamy. W tym sezonie bardzo często tworzymy znacznie wyższe xG albo więcej sytuacji niż liczba strzelonych przez nas goli.
Zwykle w Premier League wiele drużyn przekracza swoje xG, ale my zdecydowanie tego nie robimy i to przez cały sezon. W efekcie mecze są wyrównane do samego końca, a nam trudno jest zachowywać czyste konta. Nie mamy ich tyle, ile powinniśmy mieć, jeśli chcemy być wyżej w tabeli. To bardzo złe połączenie jeżeli jesteśmy drużyną z pewnymi aspiracjami.
O reakcji po końcowym gwizdku…
Myślę, że frustracja kibiców jest zrozumiała, ponieważ zdarzało się to już wiele razy. Po raz kolejny zobaczyli jak wypuszczamy z rąk punkty, których się spodziewali, po raz kolejny tracimy gole w ostatniej minucie.
Czas na naszą reakcję. Musimy przenieść tę frustrację na środę i zagrać świetny mecz. Wszyscy jesteśmy sfrustrowani, to zupełnie jasne. Moim obowiązkiem, a także i zadaniem zawodników jest wykorzystać tę frustrację, aby dać kibicom występ oraz wynik, na jaki zasługują, ponieważ przez cały sezon bardzo nas wspierali. Całkowicie zrozumiałe jest dla mnie to, że są tak często zirytowani po ostatnim gwizdku.
Dlaczego Liverpool „nie był dziś wystarczająco skuteczny”…
Spodziewałem się, że nie dodasz do pytania słowa „dzisiaj”. Myślę, że przez cały sezon nie byliśmy wystarczająco skuteczni. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Na pewno nie chodzi o jakość zawodników – mogę to powiedzieć z pełnym przekonaniem. Mamy znakomitych napastników, którzy potrafią – i przez całą swoją karierę potrafili – strzelać wiele goli.
Ale problem nie polega tylko na tym, że ich nie zdobywamy. Jak już mówiłem: jeśli chcesz mieć udany sezon i nie jesteś w stanie strzelić drugiego czy trzeciego gola, musisz zadbać o to, żeby nie stracić bramki. A my ją straciliśmy.
Wciąż wierzę, że przy jakości zawodników, jakich mamy, znajdziemy momenty i mecze, w których będziemy wykorzystywać więcej okazji niż dotychczas. Jednak przez dużą część sezonu tak się nie dzieje.
Skąd biorą się w momenty, w których Liverpool traci kontrolę nad meczem…
Często nie jesteśmy w stanie strzelić drugiej bramki, czym utrudnilibyśmy rywalom powrót do gry, osłabilibyśmy ich motywacje. Dopóki wynik pokazuje 1:0, całkowicie normalne jest, że dzięki zmianom dokonywanym przez drugiego trenera – gdy grają bardziej ofensywnie, bardziej bezpośrednio i podejmują większe ryzyko – mogą tworzyć sytuacje bramkowe, co im się udało. Ale jednocześnie sprawiało to, że byli bardzo otwarci na nasze kontrataki.
Sposób, w jaki straciliśmy bramkę, też nie wynikał z tego, że byliśmy zbyt otwarci, zbyt ofensywni, że zostaliśmy ograni w środku pola albo spóźniliśmy się z pressingiem. Po prostu piłka była zagrywana ponad pressingiem, w kierunku naszej ostatniej linii.
Gdyby przez cały mecz nie udało nam się przejąć żadnej drugiej piłki, wtedy byśmy mogli powiedzieć, że tak, całe spotkanie wyglądało w ten sposób i prosiliśmy się o tego gola. Ale wszystkie nasze sytuacje w drugiej połowie pojawiały się wtedy, gdy przejmowaliśmy drugą piłkę i przechodziliśmy do kontrataku. Jednak te trzy, cztery czy pięć razy w trakcie meczu, kiedy nie byliśmy w stanie jej przejąć albo wybić wystarczająco daleko, przeciwnik stwarzał zagrożenie. Inne drużyny, grające przeciwko nam, wyciągają z tego wnioski.
Myślę też, że gdy nie strzelamy kolejnej bramki to pod koniec meczu robimy się spięci. Poniekąd to normalne, ale jeśli zdarza się to tak wiele razy – zaczynamy drżeć o wynik. I oczywiste jest też to, że stadion ma wtedy podobne odczucia.
Jak wiele może zrobić, aby zmienić podejście do meczów na tym etapie sezonu…
Myślę, że podejście do meczu nie ma aż tak wiele wspólnego z końcowymi minutami spotkania. Jako trener i jako drużyna chcesz zdominować rywali pod względem tworzonych okazji. Zawsze próbujesz stworzyć więcej sytuacji niż rywal, ponieważ zazwyczaj prowadzi to do większej liczby zwycięstw niż porażek.
To oznacza, że w ataku starasz się generować jak najwięcej sytuacji podbramkowych, a w obronie – nie pozwalać przeciwnikowi na zbyt wiele. Myślę, że przez niemal cały sezon byliśmy po tej pozytywnej stronie, jeśli chodzi o tworzenie sytuacji, ale rzadko byliśmy po pozytywnej stronie, jeśli chodzi o zdobywanie i tracenie bramek.
Jeśli chodzi o podejście do ostatnich minut meczu – choć dla naszych kibiców może to nie być przyjemne – próbowaliśmy wielu rzeczy. Wprowadziłem Joe Gomeza w ostatniej minucie meczu z Fulham, żeby utrzymać prowadzenie. Straciliśmy gola. W trakcie sezonu wprowadzałem Wataru Endō, żeby mieć pomocnika, który zbiera wszystkie drugie piłki. Robiłem też zmiany napastnik za napastnika, zamiast wprowadzać obrońcę.
Próbowaliśmy wielu rozwiązań, ale sposób, w jaki tracimy bramki, za każdym razem jest inny. Niestety możliwości wpływu z ławki są ograniczone – można zrobić zmianę defensywną albo ofensywną. Próbowałem wielu z nich, ale jak dotąd nie sprawiło to, że przestaliśmy tracić gole w ostatnich minutach.
Jednocześnie w końcówkach meczów mamy też swoje okazje – nawet dziś. W doliczonym czasie gry mieliśmy znakomitą szansę, która po prostu nie wykorzystaliśmy. Ale mogę wam powiedzieć jedno: to nie będzie trwało wiecznie.

Komentarze (4)
Liczę na szybką reakcję osób decyzyjnych w klubie w celu uporządkowania tego bajzlu.
Nie jestem w stanie zliczyć ile razy oddaliśmy rywalom piłkę za darmo, ten mecz to była strata za stratą, wykopywaliśmy piłkę na oślep licząc, że tak beznadziejny Tottenham po prostu i tak nie trafi do bramki. Tymczasem oni oddali więcej celnych strzałów niż my.
Przeciwko najgorszemu zespołowi w ostatnim miesiącu w Premier League, do tego w mocno osłabionym składzie oddaliśmy 4 strzały na bramkę. Z najgorszym zespołem w lidze strzeliliśmy też tylko jedną bramkę i to tylko dlatego, że nam podali piłkę rywale i nawet to nie wystarczyło chociażby do remisu. Nasza ofensywa obecnie wygląda jakby szykowała się do gry w Championship, a nie Champions League.
Ten sezon mnie (i pewnie wielu kibiców) tak zmęczył, że ja chcę już koniec. Nie wierzę już w nic, nie pokładam żadnych nadziei. Nie zasługujemy na razie na nic, ani na ćwierćfinał ligi mistrzów, ani na awans do ligi mistrzów w kolejnym sezonie. Slot mówi o frustracji kibiców z powodu wyników, to też ale martwi przede wszystkim gra. Piłkarze sprawiają wrażenie, jakby na boisko wychodzili za karę.
P.S. Uwielbiam Andy'ego ale dziś zagrał tak jakby już był dogadany z Tottenhamem na transfer latem, ale nie chce grać w Championship. Oczywiście wiem, że on by tego nie zrobił specjalnie