Arne Slot nie może pozwolić sobie na kolejny taki występ
Kontrast nie mógł być większy. Podczas poprzedniej wizyty Tottenhamu Hotspur na Anfield, 11 miesięcy wcześniej, nazwisko Arne Slota było wielokrotnie skandowane przez The Kop. Efektowne zwycięstwo 5:1 sprawiło, że Holender został zaledwie piątym menedżerem w erze Premier League, który zdobył tytuł mistrzowski w swoim pierwszym sezonie pracy w angielskiej piłce.
Po przekroczeniu wszelkich oczekiwań od czasu odejścia uwielbianego Jurgena Kloppa po zakończeniu sezonu 2023-24, pierwszy ligowy triumf klubu świętowany przed własnymi kibicami od 35 lat wywołał sceny niepohamowanej radości.
Wydawało się, że to początek nowej złotej ery.
W niedzielny wieczór Slot ponownie stał przed The Kop i oklaskiwał trybuny po domowym meczu z Tottenhamem. Tym razem różnica była taka, że patrzył na tysiące pustych miejsc. Wielu z tych, którzy zostali po końcowym gwizdku, nie odwzajemniło gestu, próbując zrozumieć kompromitację, której właśnie byli świadkami. Kilka chwil wcześniej ostatni gwizdek został przyjęty kakofonią gwizdów.
Jak bardzo zmieniła się sytuacja Slota. Od wejścia do historii klubu z Anfield w blasku chwały do rosnącej presji i krytyki w mniej niż rok.
Liverpool nie przegrał z Tottenhamem, ale można było odnieść takie wrażenie. W marnym sezonie pełnym bolesnych rozczarowań to, co oglądaliśmy wczoraj, było prawdopodobnie jednym z najgorszych występów od początku rozgrywek w sierpniu, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności.
Spurs przyjechali pogrążeni w kryzysie, uwikłani w walkę o utrzymanie, a tymczasowy trener Igor Tudor znajdował się na granicy utraty stanowiska. Londyńczycy nie wygrali w krajowych rozgrywkach w 2026 roku i przyjechali bez tuzina doświadczonych zawodników z powodu kontuzji.
Po tym jak Chelsea i Aston Villa przegrały wcześniej w weekend, Liverpool miał znakomitą okazję wzmocnić swoje szanse na awans do Ligi Mistrzów. Zamiast tego gospodarze zaprezentowali fatalny, chaotyczny i pełen błędów występ.
Gdy Richarlison zdobył bramkę w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, niwelując prowadzenie Liverpoolu zdobyte po znakomitym rzucie wolnym Dominika Szoboszlaia z pierwszej połowy, nie było to nagłe uderzenie znikąd. Patrząc na to, jak zespół Slota pogubił się w drugiej połowie, można było odnieść wrażenie nieuchronności takiego zakończenia meczu. Tottenham w pełni zasłużył na punkt.
- To oczywiście jest szkodliwe - powiedział Slot. W ogóle sobie nie pomagamy. W tym sezonie wiele razy stworzyliśmy więcej xG (oczekiwanych goli) i sytuacji niż faktycznie zdobyliśmy bramek. Zazwyczaj w Premier League widzi się zespoły, które przekraczają swoje xG, ale nam się to nie udaje. Nie jesteśmy wystarczająco skuteczni przez cały sezon. To nie jest kwestia jakości zawodników. Mamy niesamowitych napastników, którzy w swoich karierach strzelali bardzo dużo goli.
- Mamy też problem z zachowywaniem czystych kont. Nie mamy ich tyle, ile powinno się mieć, jeśli chce się być wyżej w tabeli. To bardzo zła kombinacja, jeśli chce się zdobywać tyle punktów, ile oczekujemy.
Prezes Liverpoolu Tom Werner, który przyjechał ze Stanów Zjednoczonych i siedział w loży dyrektorskiej, z pewnością nie był zadowolony z tego, co zobaczył.
Nie była to historia o Liverpoolu, który po prostu nie był wystarczająco skuteczny pod bramką rywali. Owszem, minimalnie wygrali statystykę xG (1,6 do 1,2), ale mieli mniej celnych strzałów (cztery wobec siedmiu) i stworzyli mniej tzw. wielkich okazji według Opty (jedną do dwóch Spurs), mimo że mieli 63 procent posiadania piłki.
Naprawdę niepokojące było to, że znów zobaczyliśmy te same problemy, które prześladują Liverpool przez cały sezon. Brakuje przekonania i opanowania w każdej formacji. Pozwalają meczom wymykać się spod kontroli. Pomocnik Alexis Mac Allister wygrał tylko dwa z dwunastu pojedynków. Po raz kolejny Liverpool nie zdobył bramki z gry. Po raz kolejny stracił absurdalnego gola.
Było to całkowicie do uniknięcia. Długie wybicie bramkarza Guglielmo Vicario nie zostało przejęte przez Andy’ego Robertsona, potem kapitan Virgil van Dijk nie zdołał zatrzymać Randala Kolo Muaniego. Joe Gomez w niewytłumaczalny sposób przesunął się w bok i zostawił niepilnowanego Richarlisona, który zdobył gola. W Liverpoolu widać wyraźną kruchość i w sezonie 2025/26 stracili już osiem goli w 90. minucie lub później w Premier League. To ich najgorszy wynik w przeciągu jednych rozgrywkach.
Żaden menedżer nie jest w stanie zapobiec błędom doświadczonych zawodników takim jak te, ale problem Slota polega na tym, że gdy sezon zbliża się do decydującej fazy, nie widać oznak, że potrafi zmobilizować swoich utalentowanych zawodników. Obrona tytułu przebiega bardzo nierówno. Za każdym razem gdy wydaje się, że drużyna nabiera rozpędu, potyka się i zawodzi. Nikt nie wyciąga z tego żadnych wniosków.
Istnieją pewne okoliczności łagodzące. Od tragicznej śmierci Diogo Joty, przez decyzje transferowe podejmowane ponad głową Slota, po zawodników potrzebujących czasu na adaptację, kluczowych piłkarzy tracących formę oraz kontuzje, które utrudniały rozwój zespołu.
Największym powodem, dla którego Slot traci poparcie kibiców na stadionie, jest jednak nijaki styl gry. Jest w nim bardzo mało rzeczy, które mogą ekscytować. Niewiele też jest w nim elementów, które pozwalają kibicom naprawdę się emocjonalnie zaangażować. Nastolatek Rio Ngumoha był powiewem świeżości podczas swojego pierwszego ligowego występu w podstawowym składzie dzięki pozytywnemu nastawieniu i bezpośredniości, ale gospodarze grali znacznie gorzej w ostatnich trzydziestu minutach po jego zejściu z boiska.
Podczas gdy Klopp dawał chaos, Slot w zeszłym sezonie stawiał na kontrolę. Teraz jednak nawet to wydaje się poza jego zasięgiem. Kiedy Liverpool naprawdę potrzebował uspokoić przebieg meczu w drugiej połowie i najlepiej powiększyć prowadzenie 1:0, pojawiły się nerwy i panika. Zarządzanie meczem właściwie nie istniało.
- Ponieważ nie byliśmy w stanie zdobyć drugiego gola,który natychmiast odebrałby impet drugiej drużynie - powiedział Slot. Gdy wciąż jest 1:0, naturalne jest, że zmiany drugiego trenera, bardziej ofensywne i bezpośrednie, z większym ryzykiem, mogą prowadzić do sytuacji bramkowych, ale też do tego, że zostawiają więcej przestrzeni na kontrataki. Rywal nie tworzył okazji dlatego, że byliśmy zbyt otwarci czy zbyt ofensywnie ustawieni, ani dlatego, że zostaliśmy ograni w środku pola. To były piłki zagrywane nad pressingiem do naszej ostatniej linii.
- Wszystkie nasze sytuacje w drugiej połowie wynikały z tego, że zbieraliśmy drugie piłki i kontratakowaliśmy. Ale trzy, cztery, pięć razy to oni zgarniali drugą piłkę i wtedy byli groźni. To prawdopodobnie przekonanie, jakie mają teraz drużyny grające przeciwko nam, a my pod koniec meczu możemy być trochę nerwowi. To normalne, że zaczyna się tak czuć, gdy zdarza się to tyle razy.
Gdy Liverpool kończył rok 2025 serią czterech zwycięstw z rzędu w Premier League i w Europie, pojawiło się przekonanie, że wreszcie wyszedł z jesiennego kryzysu. Okazało się to jednak fałszywą nadzieją. W tym roku kalendarzowym wygrali tylko cztery z dwunastu ligowych spotkań, w tym zdobyli zaledwie jeden punkt w dwóch ostatnich meczach przeciwko ostatniemu w tabeli Wolverhampton Wanderers oraz walczącemu o ligowy byt Tottenhamowi.

Galatasaray, które przyjedzie w środę z prowadzeniem 1:0 z pierwszego meczu, aby rozstrzygnąć dwumecz 1/8 finału Ligi Mistrzów, patrząc na to wszystko może śmiało wierzyć w awans do ćwierćfinału.
Zapytany o rosnące niezadowolenie na trybunach, Slot dodał: Myślę, że frustracja kibiców jest zrozumiała, bo zdarzało się to już wiele razy. Ich pupile nie zdobywają punktów, których się spodziewają, a my tracimy gole w ostatnich minutach. To ode mnie i od zawodników zależy, aby tę frustrację przenieść na środowy wieczór i dać kibicom taki występ oraz taki wynik, na jaki zasługują, bo przez cały sezon byli dla nas olbrzymim wsparciem..
Liverpool wciąż ma dwie drogi do zdobycia trofeum w tym sezonie, w Pucharze Anglii, gdzie 4 kwietnia zagra na wyjeździe z Manchesterem City w ćwierćfinale, oraz w Europie. Obecnie zajmuje także piąte miejsce w Premier League, które niemal na pewno wystarczy do awansu do przyszłej edycji Ligi Mistrzów dzięki temu remisowi. Nie wszystko jest jeszcze stracone.
Jednak widok kibiców opuszczających stadion tłumnie, zarówno gdy Liverpool prowadził 1:0 w końcówce regulaminowego czasu gry, jak i po wyrównaniu Tottenhamu na początku doliczonego czasu, był wymowny. Mieli już dość i trudno ich za to winić, patrząc na to, co zobaczyli.
Slot nie osiągnął jeszcze punktu bez powrotu. Wciąż może to odwrócić, ale czas ucieka.
Liverpool nie może sobie pozwolić na kolejną kompromitację taką jak ta.
James Pearce

Komentarze (18)
Czekamy aż znowu będziemy szorować po dnie?
100 razy wolałbym letnią przebudowę składu z nowym trenerem, który już będzie mógł rzeźbić i mieć pewien wpływ na transfery, aby pod siebie budować nowy Liverpoolu.
W przeciwnym razie to będzie jakaś totalna KATASTROFA i zespół będzie dryfował bez steru przez następne miesiące kompletnie donikąd.
Teraz sobie na spokojnie uświadomiłem, że scenariusz ze Slotem u sterów na starcie sezonu 2026/2027 jest w minimalnym stopniu możliwy, chociaż to jest k**** SURREALISTYCZNE do KWADRATU.